Znad jeziora do Dębicy…

31-01-2019 | Warto przeczytać

Dwadzieścia lat temu w 1999 roku właśnie w Dzień Życia Konsekrowanego zostałam przyjęta do Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej. Czytając List Ks. Bpa. Jacka Kicińskiego, Przewodniczącego Komisji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, który napisał na Dzień Życia Konsekrowanego 2019 r. czuję się niejako przynaglona do ponownego spojrzenia na moje  powołanie i nie mogę powstrzymać radości z faktu, że zostałam wybrana.

Z biegiem czasu, w tamtych niby przypadkowych wydarzeniach odczytuję Boże prowadzenie. Można powiedzieć, że prosto ze studniówki pojechałam do Częstochowy na rekolekcje rozeznania powołania. Szczęśliwa i jeszcze roztańczona wybrałam się na te rekolekcje, bo od pewnego czasu pomimo, że miałam chłopaka i byłam zwyczajną nastolatką, poszukiwałam czegoś „więcej”.

Pobyt w Częstochowie i czas tam przeżyty nadał nowy kierunek mojemu życiu. W domu Sióstr Służebniczek na ul. Okólnej dane mi było przeżywać dni ciszy, momenty walki z myślami, gdzie godzinami patrzyłam na moje życie pełne pasji i zdaje się już dobrze przeze mnie zaplanowane. Kończyłam pięcioletnie Technikum Dokumentacji Budowlanej, bo chciałam zmieniać świat osób niepełnosprawnych, które w momencie mojego nawrócenia i powrotu do Boga, odegrały ogromną rolę. Chciałam projektować świat bez barier architektonicznych. We wspólnocie „Wiara i Światło” odnajdywałam swoje miejsce we wzajemnym obdarowywaniu i umacnianiu wiary. To było to, co chciałam w życiu robić  – studiować pedagogikę specjalną oraz zająć się polityką, która była moją ogromną pasją. Piękne plany, a pośród nich pojawiająca się myśl „Zostaw wszystko i pójdź za Mną” i tysiące argumentów mówiących, że „JA SIĘ NIE NADAJĘ!” Myśl o oddaniu swojego życia Panu Bogu pojawiła się pierwszy raz na Świętej Górze w Gostyniu, kiedy w 1996 roku przyjechałam, aby dobitnie powiedzieć Siostrze, która wtedy do mnie pisała listy i przysyłała zaproszenia na rekolekcje dla dziewcząt, że dziękuję za nie, ale mam już inne plany. To był jedyny powód mojego przyjazdu na Świętą Górę, a okazało się, że to miejsce stało się bliskie mojemu sercu na całe życie. Tam poznałam Edmunda Bojanowskiego, świeckiego założyciela żeńskiego zgromadzenia zakonnego i zobaczyłam jak bardzo jest mi bliski, ponieważ  ciągle szukał sposobności, aby służyć. Ponadto lubił pisać i zajmował się wieloma sprawami naraz, np. był zaangażowany w pomoc ubogim i chorym, a oprócz tego znajdował czas, żeby tak zwyczajnie poczytać książkę. W tym byliśmy podobni. On wyróżniał się ciągłym życiem w obecności Bożej i tym, że umiał rezygnować ze swoich planów. Dużo z nim „rozmawiałam” i czytałam o nim. A przy tym moje życie toczyło się normalnie. W momencie, kiedy pojawiała się myśl, aby zostać siostrą zakonną, byłam przekonana, że na pewno nie Służebniczką, tylko Dominikaną Misjonarką Jezusa i Maryi. Dlaczego? Poznałam kiedyś jedną z tych sióstr, która stała mi się bliska i korespondowałyśmy ze sobą. Swoimi rozterkami i myślami, które wtedy miałam w głowie dzieliłam się czasami, ale chyba głównie dlatego, żeby usłyszeć: „Ty do klasztoru się nie nadajesz”. Wybierając się na rekolekcje rozeznania powołania do Częstochowy, na kilka miesięcy przed maturą, chciałam podjąć w końcu jakąś decyzję i iść albo w jedna albo w drugą stronę. Nie wiedziałam że 2 luty to w Kościele Katolickim Dzień Życia Konsekrowanego. Właśnie wtedy, kiedy byłam na Jasnej Górze i zaskoczona tak dużą ilością sióstr zakonnych z różnych zgromadzeń, powierzyłam Maryi moją drogę i rozmowę, jaką miałam odbyć z siostrą. Właśnie tego dnia, w trzeci dzień rekolekcji, odwiedziła nas Siostra Prowincjalna. Podczas naszej rozmowy powiedziałam o wszystkim, co może być trudnością w tym, żebym została siostrą zakonną i ze szczerością opowiedziałam o mojej długiej drodze do Jezusa. Z rozmowy pamiętam słowa: „Cieszę się, że będziesz jedną z nas” oraz „Od dziś na różańcu módl się za dziewczęta, z którymi 26 sierpnia rozpoczniesz życie zakonne”. Wyjeżdżałam z Częstochowy z ogromnym pokojem w sercu i przekonaniem, że wiem, co mam robić. Ta myśl towarzyszyła mi nieustannie, szczególnie w momentach trudnych, gdzie najbliżsi, kiedy dowiedzieli się o moich planach po maturze, nie rozumieli mojej decyzji. Wtedy tak bardzo bliskie stały mi się słowa z Dziejów Apostolskich, które w rozmowie z moją mamą, buntującą się bardzo na myśl, że jej córka zamierza pójść do klasztoru, powiedział pewien starszy kapłan: „Jeżeli od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem” /Dz 5, 38-39/.

Pomimo różnych myśli i podpowiedzi ze strony moich bliskich, byłam przekonana, że Bóg pragnie, abym została Służebniczką. Szczególnym dniem dla mnie była beatyfikacja bł. Edmunda Bojanowskiego. Na beatyfikację do Warszawy 13 czerwca 1999 roku pojechałam z siostrami ze Szczecinka. Słowa Ojca Świętego Jana Pawła II o bł. Edmundzie napełniały mnie pokojem i jeśli można tak powiedzieć, czułam się jedną z sióstr, których wtedy tak dużo spotkałam. Moja więź z Bł. Edmundem stawała się coraz bliższa. Nigdy wcześniej nie byłam w Dębicy, gdzie przyjechałam pociągiem 26 sierpnia 1999 roku razem z Rodzicami, którzy przez długą 16- godzinną drogę, pytali czy może już zmieniłam plany i wracamy do domu. Wiedziałam, że to już nie tylko są moje plany, ale Pana Boga. Kiedy weszłam do kaplicy w Domu Generalnym poczułam jakbym tu kiedyś była, jakbym wreszcie trafiła do domu… Chyba tak już jest z powołaniem, że to właśnie powrót do domu.

Czas formacji na poszczególnych etapach rozpalał we mnie coraz większe pragnienie służby na wzór Maryi Niepokalanej, oddania swojego życia Jezusowi oraz zostania siostrą dla wszystkich, jak tego pragnął bł. Edmund Bojanowski.

Po pierwszych ślubach wyjechałam z domu nowicjatu ze słowami z Listu św. Pawła do Kolosan: „Zapuście w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie” – /Kol 2,7/ Pan Bóg prowadził mnie drogą odkrywania wartości złożonych ślubów i daru konsekracji. Ufności i oddawania wszystkiego Jezusowi uczyłam i nadal się uczę we wspólnocie. I nie  mogę przestać dziękować Bogu, że 168 lat temu dał bł. Edmundowi natchnienie, aby z młodych dziewcząt zajmujących się opieką i wychowaniem sierot oraz pomagających chorym i ubogim, powołać do życia żeńską rodzinę zakonną. Jezus wybiera sam. Zaprasza, podobnie jak powoływał Apostołów, czasami cicho, a innym razem przez jakieś mocno znaczące wydarzenia.

Od pewnego czasu w sposób szczególny towarzyszę ludziom młodym w odkrywaniu ich powołania i widzę, jak bardzo aktualną w tej posłudze jest obecność przez modlitwę i rozmowę. Czytając List na Dzień Życia Konsekrowanego, czuję się zaproszona do przyjęcia słów, jakie napisał Ks. Bp Jacek Kiciński: „Młodzi są naszym dziś i naszym jutro – potrzeba zatem jeszcze bardziej otworzyć dla nich drzwi naszych Świątyń i domów zakonnych.

Nad jeziorem, w moim rodzinnym Szczecinku, niejednokrotnie pytałam: Co mam czynić Panie? Czy na pewno ja mam wypłynąć na głębię i zarzucać sieci?

Lubię tam wracać i dziękować Bogu za te momenty moich wyborów i zawsze za bł. Edmundem snuję refleksję:

Nad brzegami jeziorka widziałem pełno kwitnących białych lilii wodnych. Pamiętam, że od lat dziecinnych szczególniejszy dla mnie urok miały te kwiaty. Nie mogłem się im i dzisiaj napatrzeć (…). Patrząc na sięgające za nimi dziewczęta pomyślałem: jeżeli z błotnistych bagien i dzikich zarośli nadwodnych wyrastają tak śnieżnej i czystej białości kwiaty, czemużby i pośród zaniedbanych, a nawet zagrzęzłych  wiosek naszych nie miały bezpiecznie wykwitać czyste dusze Służebniczek Najświętszej Panny?

https://episkopat.pl/list-przewodniczacego-komisji-ds-instytutow-zycia-konsekrowanego-i-stowarzyszen-zycia-apostolskiego-na-dzien-zycia-konsekrowanego-2019/

s.M. Katarzyna Szulc