Spotkanie z Maryją i z Ojcem Świętym w Agłonie

W dniach od  22 – 25 września 2018 roku Papież Franciszek odbył pielgrzymkę do Krajów Błatyckich. W trzecim dniu Ojciec Święty przybył na Łotwę. W spotkaniu z Papieżem uczestniczyły nasze siostry posługujące na Białorusi. Przedstawiamy relację s. Antonii z tego spotkania:

 

Nasz dwupiętrowy autobus wyruszył o 5.00 z Witebska. Było ciemno i ponuro, ale w sercach panowała radość. Obfity deszcz towarzyszył nam prawię przez całą drogę. Kiedy przekroczyliśmy granicę z Łotwą pogoda powoli zaczęła się poprawiać. I tak nasza licząca ponad pięćdziesiąt osób pielgrzymka dojechała do Agłony. Tu znajduje się narodowe maryjne sanktuarium łotewskie.

 

Wyruszyliśmy w płaszczach od deszczu na spotkanie z Ojcem Świętym. Urocze miejsce. Agłona nazywana “łotewską Częstochową” i jest duchowym sercem Łotwy. Bliskość ołtarza i pełna wzajemnej życzliwości atmosfera. Można powiedzieć, że Matka Boża „wyszła” nam na spotkanie. Gdy już zajęliśmy swoje miejsca procesja z cudownym obrazem przeszła koło naszego sektora. Łzy stanęły mi w oczach. Czuło się Jej obecność.

 

W krótkim czasie po tym spotkaniu z Maryją podszedł do nas Ks. Biskup Aleg Butkiewicz, Biskup Witebski. To spotkanie miało inny wymiar; mówiło o ludzkich, wzajemnych, bliskich relacjach.

 

Czas minął nam szybko. Kilka godzin oczekiwania dało mam możliwość wyciszenia i modlitwy całym sercem. Atmosferę modlitwy było czuć wszędzie, na każdym kroku.

 

Kiedy Ojciec Święty przelatywał helikopterem nad całym placem pokazało się na krótką chwilę słońce, które oświetliło uśmiechnięte twarze i tysiące wzniesionych rąk. To nie był koniec radości. Papa mobile przejechało wzdłuż wszystkich sektorów. Mieliśmy to szczęście, że koło nas Papież Franciszek przejechał aż dwa razy.

 

Msza św. celebrowana była po łacinie. Kazanie było po włosku i tłumaczone na łotewski. To, że nic nie rozumieliśmy nie przeszkadzało. Modlitwa sama płynęła z mojego serca. Uwielbienie, Jezus, Maryja i trwający w ciszy inni pielgrzymi.

 

Koło mnie stała mama z dwoma córeczkami. Jedna z nich, licząca około pięciu lat, w pewnym momencie zaczęła śpiewać wraz z chórem. Łotewska pieśń była jej znana. Na mój uśmiech odpowiedziała promiennym uśmiechem.

 

Kiedy po skończonej uroczystości podeszłam do s. Marzeny, nie trzeba było dużo słów. Obie promieniowałyśmy szczęściem.

 

Podczas drogi powrotnej mogłam usłyszeć niejedno świadectwo o tym, jak Bóg działał w sercach pielgrzymów. W moim też. Myślę, że to spotkanie zostawi trwały ślad we mnie.

s. M. Antonia