Dzięki Maryi jestem SŁUŻEBNICZKĄ

03-05-2020 | Warto przeczytać

Powołanie jest niezgłębioną Tajemnicą i niczym niezasłużonym Darem. Jest pragnieniem Boga, złożonym w sercu konkretnego człowieka, którego, jak mówi nam Słowo Boże, Bóg „nosił w sercu”. Kiedy słuchamy czy czytamy historie powołań, zauważamy, że każda jest inna, niepowtarzalna, wyjątkowa i jedyna.

Bo każdego Bóg prowadzi inną drogą. Powstające 3.05.1850 roku Zgromadzenie bł. Edmund Bojanowski oddał pod szczególną opiekę Maryi.

Bardzo wyraźnie ujął to szczególne związanie z Maryją w jednym z Listów do Nowicjuszki s. Karoliny:

Jak wszystkie Wasze liściki, tak i Twój z prawdziwą radością serca odebrałem. W uroczystej chwili Waszych obłóczyn byłem duchem i sercem pomiędzy Wami, łącząc modły moje z Waszymi, aby Bóg przyjął mile szczerą ofiarę serc Waszych i świętą opieką swoją zawsze Was otaczał. Widziałem Was jeszcze w świeckich sukienkach różnokolorowych, jak różnokolorowymi szatami przyodziane są pola, łąki, kwiaty i cały świat, z którego przyszłyście niedawno. Dziś już niebieskie sukienki Wasze i białe welony pokazują, że nie światu, ale niebieskiej Królowej służycie.

Niechże więc i serca, i myśli, i słowa, i uczynki Wasze będą na niebieskich rzeczy obrócone statecznie. Niech święty pokój niebieski trwa na zawsze pomiędzy Wami, i w domu Waszym, i wszędzie gdziekolwiek Was Bóg powoła, czy do dziatek, czy do chorych, czy do pracy, niech Wam pociechy niebieskie towarzyszą i spływają na otaczających Was bliźnich.  
Tego Wam z głębi serca życząc, proszę Was o modły, w których i ja o Was na każdy dzień pamiętam. Edmund Bojanowski
”.

Wdzięczność to najbardziej bliskie słowo, kiedy myślimy o powołaniu. Wdzięczność wobec Miłości Boga, który wybrał, zaprosił i zapragnął, aby żyć dla Niego.

Zapraszam do wczytania się w najprawdziwsze historie działania Boga w życiu konkretnych osób, które pokazują, że On działa i powołuje w każdym czasie.

Historia powołania s. M. Danieli   Ścieżka

Moja przygoda z powołaniem  jest ściśle związana z Matka Bożą. Kiedy po maturze myślałam o przyszłości, o studiach farmaceutycznych,  to wciąż coś było na przeszkodzie i nie mogłam ich zrealizować. W międzyczasie podjęłam pracę w aptece i tak trwało cztery lata, aż przyszedł kiedyś pewien wieczór, kiedy do parafii przybyła peregrynująca Matka Boża, ale nie w kopii cudownego obrazu, tylko pusta rama ze świecą. Obraz został zatrzymany przez ówczesną władzę komunistyczną, ale i tak Matka Boża duchowo, w swoich symbolach peregrynowała po parafiach. Jak dziś pamiętam był zaśnieżony kwiecień 1969 roku. Wtedy miałam dyżur w  aptece do 20-tej. Apteka była blisko kościoła i Kierowniczka pozwoliła nam pójść na przywitanie Matki Bożej po czym wróciłam, by dokończyć dyżur. Przed samym zamknięciem apteki przyszła do mnie koleżanka, z którą razem chodziłyśmy do szkoły i podzieliła się w wielkiej tajemnicy, że idzie do klasztoru do Sióstr Służebniczek, które pracowały w naszej parafii. I to był pierwszy sygnał mojego powołania. Kiedyś myślałam o klasztorze, ale nie wiedziałam czy mam powołanie, więc uporczywie pytałam koleżanki, jak to się u niej objawiło. Nie umiała mi tego sprecyzować, bo powołanie jest tajemnicą każdego człowieka. Dlatego zaczęłam gorąco modlić się do Matki Bożej, żeby pomogła mi rozeznać, co mam w życiu robić. Od tego spotkania zaczęła mnie nurtować taka myśl, czy i ja, bym nie poszła do klasztoru, ale wciąż zostawało pytanie: czy mam powołanie? Miałam wówczas 22 lata i planowałam jakoś ułożyć sobie życie. Długo nie czekałam na odpowiedź. Kiedy po zakończeniu peregrynacji poszłam na pierwszy piątek do spowiedzi miałam zamiar zapytać spowiednika, jak to jest z tym powołaniem, bo wtedy nie było tyle informacji, ani rekolekcji o rozeznawaniu powołania. Zanim jednak zapytałam oto, On pierwszy mnie zapytał: czy nie myślałam o życiu zakonnym i wtedy odpowiedziałam, że ja właśnie z takim pytaniem przyszłam. I to był dla mnie znak. Zapytałam go jak to jest z tym powołaniem i opowiedziałam o spotkaniu z Matką Bożą w czasie peregrynacji. Wtedy wyjaśnił  mi na czym polega powołanie i zalecił mi, bym dalej się modliła i rozeznawała czy to nie była chwilowa myśl pod wpływem przeżycia. Ta myśl o jednak coraz bardziej mnie nurtowała, ponieważ chciałam służyć Panu Bogu w drugim człowieku. Również przez koleżankę trafiłam do Sióstr Służebniczek, które pracowały w naszej parafii i tu jeszcze bardziej się utwierdziłam, że Pan Bóg chce mnie mieć w klasztorze i to w Zgromadzeniu Maryjnym.

3.01.1970 r., w pierwszą sobotę miesiąca wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek. Zawdzięczam to Matce Bożej, że jestem w jej Zgromadzeniu i tu odnalazłam swoje miejsce. Ona nadal czuwa i prowadzi mnie po drogach życia zakonnego.

  Maryja Przewodniczką po drodze życia – historia powołania s. M. Marty Łacnej

Spoglądając na historię mojego życia, w pierwszej kolejności rodzi się w mym sercu wdzięczność Dobremu Bogu za rad życia rodziców i starszej siostry Małgorzaty. To właśnie oni zanim przyszłyśmy na świat prosili Boga przez ręce Maryi o potomstwo, na które od dłuższego czasu czekali. Obiecali wówczas Bogu, że jeśli ich dzieci w przyszłości zechcą Jemu służyć, to nie będą się sprzeciwiać. I tak po dwóch latach modlitwy urodziła się Małgosia. Pełni wdzięczności za dar jej życia, prosili o jeszcze jedno dziecko i po kolejnych dziewięciu latach przyszłam na świat.

Od wczesnych lat rodzice wskazywali nam na Maryję, jako naszą Mamę. Wspólna modlitwa w domu, nabożeństwa, Msze Święte i święta Maryjne były przeżywane uroczyście. Odkąd sięgam pamięcią co roku wspólnie pielgrzymowaliśmy na nogach 15 km do Matki Bożej Różańcowej w Bochni. Maryja zachwyciła mnie swą prostotą i delikatnością a jednocześnie odwagą i wytrwałością. Zapragnęłam w sercu, aby Ja naśladować. W dzień I Komunii Świętej idąc do ołtarza w sercu powiedziałam Jezusowi, że chcę żyć dla Niego jak Maryja. Kilka miesięcy później Małgorzata wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek BDNP. Bardzo się cieszyłam jej decyzją, choć był to czas nie łatwy, ponieważ wybrała to o czym ja marzyłam i pragnęłam w głębi serca i byłam przekonana, że nie będę mogła tego zrealizować.

Lata mijały, dorastałam buntując się na wiele spraw i oddalając się od Miłości Bożej. Rodzice w tym czasie szczególnie powierzali moje życie Maryi i zostali wysłuchani. Maryja wyprosiła mi łaskę nawrócenia, odmiany mojego życia. Już nic nie było ważne, ani co mówią inni, ani co myślą, a nawet zniknął lęk przez wyśmianiem. Otrzymałam ogromną łaskę. Często w drodze do szkoły i z powrotem mówiłam różaniec. Odkrywając głos powołania, który rodził się w moim sercu, przychodziły mi na myśl słowa „Ty siostrą, z taka przeszłością, jest wiele innych lepszych od ciebie”. Dziś wiem, że były to pokusy złego, który przypominał mi o moich słabościach. Jednak Bóg lubi posługiwać się słabymi narzędziami.

Wybierając Zgromadzenie wiedziałam, że Maryja ma być jego patronką. Utrzymywałam kontakt z różnymi Zgromadzeniami, m.in. były to Siostry Nazaretanki i Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi. Wewnętrznie jednak czułam, że to nie to miejsce. Choć wcześniej nie myślałam o siostrach Służebniczkach. Jednak gdy przyjeżdżałam w odwiedziny do mojej siostry, na rekolekcje czy dni skupienia czułam się jak w domu. Podjęcie decyzji nie trwało długo. Wstąpiłam do zgromadzenia 8 IX 2011 r. w Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W tym dniu wspominamy, jak Maryja urodziła się dla świata, a ja dla Zgromadzenia. Wszystkie placówki, na których posługiwałam mają za patronkę Maryję. Można powiedzieć, że idę przez życie szlakiem Maryjnym. Maryja uczy mnie wszystkiego.

 Posługując w Sanktuarium Matki Bożej Okulickiej nauczyłam się żyć z Maryją w relacji Mama – córka. Zapraszałam ją do wszystkich moich posług, zwłaszcza w zakrystii, w prostych rzeczach, jak układanie kwiatów, przygotowanie do Liturgii, prowadzenie scholii dziecięco-młodzieżowej, której dzieci nadały nazwę: „Za rękę z Maryją” i myślę, że to jest właśnie to, potrzeba iść przez życie za rękę z Maryją, a ona zawsze prowadzi do Jezusa. Dziś Maryja zaprasza mnie do jeszcze głębszej relacji, powierzając naszej opiece Dziewczęcą Służbę Maryjną. Kilkadziesiąt dziewcząt, które chcą żyć jak Maryja – to jest niesamowite! Maryi powierzam ich formację i wzrastanie, mając świadomość, że słowa pouczają, ale przykłady pociągają. Jest to więc przygoda, która trwa. I jeszcze jedno, bardzo kocham modlitwę różańcową, a szczególnie nowennę pompejańską. Odprawiając ją powierzam Bogu przez ręce Maryi tych wszystkich, których spotykam na mojej drodze życia prosząc o potrzebne dla nich łaski. Przekonana o ogromnej miłości Boga i Jego Matki zachęcam do tej formy modlitwy, która czyni wielkie rzeczy w życiu tych, za których się modlimy oraz tych, którzy ją odmawiają. Nie oznacza to, że będzie łatwo ale warto. Z Maryją się uda.

Dzięki Maryi jestem służebniczką – powołanie s. M. Izabeli Puchała

Kto śpiewa, dwa razy się modli” (św. Augustyn)

Radosnego dawcę miłuje Bόg” (2 Kor 9,7)

Te dwie myśli towarzyszyły mi w rozpoznawaniu mojego powołania. Było to dokładnie 50 lat temu (1970 rok). Po ukończeniu 8-klasowej szkoły podstawowej, w mojej rodzinnej miejscowości (Kosina, pow. Łańcut), zamierzałam kontynuować szkołę średnią w Rzeszowie. Podczas wakacji, po niedzielnej Mszy świętej w kościele parafialnym był zwyczaj spotykania się pod kościołem z rodziną i znajomymi. Ja akurat stałam z koleżanką z klasy Marią Rożek i nuciłyśmy jakąś piosenkę (bardzo lubiłam śpiewać piosenki, nawet przy pasieniu krόw na łąkach) oraz szczerze i głośno śmiałyśmy się, jak to młodzież potrafi.

Pamiętam, jak podeszła do nas siostra służebniczka, posługująca na placówce w Kosinie, z którą nigdy wcześniej nie miałyśmy kontaktu osobistego. Była to siostra Aleksandra Wal. Siostry służebniczki posługiwały w Kosinie ok.20 lat (do 1975).

Pamiętam do dzisiejszego dnia te słowa siostry Aleksandry: „panienki, tak pięknie się  radujecie,  jest wam tak wesoło,  przyjdźcie do klasztoru to i nam będzie wesoło”.

Rzucone słowo i zachęta siostry służebniczki Maryi dojrzewało i wydało plon. Jeszcze w tym samym roku w lipcu powiedziałam siostrze  Symforianie Iwanejko, posługującej wtedy  w Kosinie, o chęci służenia Bogu w Maryjnym Zgromadzeniu, ale nie wiedziałam, jak  dojechać do Dębicy. Pojechałyśmy razem autobusem i poprosiłam o przyjęcie mnie do Zgromadzenia. Zgromadzenie wyznaczyło Maryjny dzień przyjazdu, pierwszą sobotę sierpnia (dzień wspomnienia Niepokalanego Serca Maryi),  dokładnie 1 sierpnia 1970 roku. Ponieważ byłam zbyt młoda, by rozpocząć formację zakonną, wiec jako kandydatka zostałam posłana do szkoły średniej, ale już nie w Rzeszowie, lecz w Dębicy.

Moja koleżanka Maria  też poprosiła później o przyjęcie jej do naszego Zgromadzenia, ale do Dębicy nie dojechała, założyła rodzinę (od kilkunastu lat nie żyje).

Warto było posłuchać głosu Bożego i pójść za nim, w ślady  Maryjnego „fiat”, śpiewając  głośno i radośnie  po dzień dzisiejszy:

Jestem służebniczką Marii pełna szczęścia i radości, która po życia kalwarii zmierza hen do wrót wieczności.

Cieszę się, bom przekonana, że ta Matka mnie miłuje,że w Jej strój jestem odziana, a w mym sercu Bόg krόluje.

Więc wpatrzona w Nią jak w zorzę, będę Jej wierna i hojna, aż mą duszę Bogu złożę w klejnot cnót Maryjnych strojna.

Cieszę się, bo tam w lazurze, przy Maryi blisko stanę i w szczęśliwym niebian chórze, służebniczką Jej zostanę. 

Czy można powiedzieć, że jestem Służebniczką dzięki Matce Bożej? Myślę, że tak.

– Historia powołania s. M. Małgorzaty Cabała

Matka Boża  od najmłodszych lat była mi bliska i nadal jest bliska. W domu rodzinnym niewątpliwie panował klimat maryjny. Uczestniczyliśmy wspólnie w nabożeństwach maryjnych tj.: różaniec, majówki. Wielką radością było dla mnie to, że majówki odbywały się przy kapliczce ku czci Matki Bożej Częstochowskiej postawionej przez naszego tatę koło domu rodzinnego. Tam to każdego wieczoru, w maju gromadziły się całe rodziny z naszej wioski, aby przez wspólny śpiew litanii loretańskiej, pieśni maryjnych oddawać cześć Tej, którą Bóg wybrał na Matkę swojego Syna. Zwyczaj ten dzięki Bogu i Niepokalanej przetrwał do dnia dzisiejszego. To wszystko przyczyniło się do tego, że każdego dnia coraz bardziej poznawałam, a przede wszystkim uczyłam się kochać Maryję. Myślę, że do Zgromadzenia, w którym jestem „zaprosiła” mnie sama Matka Boża, abym podążała za Jezusem na Jej wzór.

Od dziecięcych lat chciałam naśladować Jej cnoty: pokorę, prostotę, oddanie się Bogu całym sercem poprzez służenie innym, dlatego też chętnie wstąpiłam w „progi” Dziewczęcej Służby Maryjnej.

Dziś, cieszę się, że mogę być Jej Służebniczką. Maryja jak niegdyś jest dla mnie wzorem pokornej służby Bogu i drugiemu człowiekowi, wiernego i posłusznego kroczenia za Panem do końca mojego życia. 

Noszę w sercu słowa Ojca Założyciela aby być „…godną Imienia Służebniczki Maryi… – tajemnica maryjnego powołania s. M. Agnieszki Pawełek

Bardzo kocham i czułam się zawsze kochana przez moją ziemską Mamę, to słowo jest dla mnie zawsze pełne miłości, dobroci, ciepła, zrozumienia – wszystko co dobre mieści się w tym jednym słowie – Mama. Takie jest doświadczenie mojego dzieciństwa, młodości i to nigdy się nie zmieniło… Miłość Mamy jest dla mnie najważniejsza i najpiękniejsza, jest samym dobrem, które mojemu sercu nadaje blask… Nie musiałam jej szukać, dostałam ją w życiu z „automatu…” i za to Chwała Panu.

To doświadczenie z pewnością przeniosłam na osobę Maryi – Ona jest Mamą Jezusa i Mamą nas wszystkich. Od zawsze pamiętam Jej piękne wizerunki w naszym domu, pamiętam wydeptaną drogę do Kościoła w środy na nieustającą nowennę, w maju na majówki i w październiku na różaniec. Pamiętam pielgrzymki do Częstochowy, Kalwarii Zebrzydowskiej czy Rychwałdu. Wszystko, co związane było z Matką Bożą budziło zawsze te same dobre uczucia, o których pisałam wyżej. Wracając jeszcze pamięcią wstecz, mogę z przekonaniem powiedzieć, że pieśń „Mario milcząc czekałaś” to pieśń mojego powołania, usłyszałam ją kiedyś na przedstawieniu Sióstr Nazaretanek, miałam może 11 lat i tak bardzo została mi w sercu Maria, która była tak uległa… Maria, która milcząc czekała… Maryja, która w sobie nosiła delikatnie… Maria, Matka pokornie bolejąca… Maryja żyjąca teraz w chwale…

Odpowiadają na dar Bożego powołania nie szukałam Maryjnego Zgromadzenia. Kochałam Matkę Bożą, ale jakoś wtedy nawet chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę, że są takie czy inne Zgromadzenia. Pisząc to teraz tak myślę, że Maryja tak mnie podprowadziła, że pokazała mi Siostry Służebniczki. Nie wiem, ale tak chyba mogło być.

Jakby na nowo i jeszcze bardziej pokochałam Maryję spotykając się z Nią w Tuchowskim Sanktuarium. Doświadczyłam wówczas ogromu Jej matczynej miłość i zrozumienia.

Nowicjat to piękny, ale i nie łatwy czas, a dla mnie okazał się bardzo trudny. Tylko Matka Boża Tuchowska wiedziała wszystko. Jeżeli nie mogłam być w Sanktuarium to stałam w nowicjackim ogrodzie i mówiłam do Niej wierząc ze słyszy. I słyszała. Przeprowadziła mnie przez ten czas, przyprowadziła z powrotem i przez te wszystkie lata jest ze mną. To ja czasem odchodzę, a kiedy wracam Ona wciąż ta sama, kochająca Matka.

Prosiłam Ją tak bardzo tam, na Tuchowskim Wzgórzu, aby nauczyła mnie kochać tak, jak Ona, abym potrafiła zaufać Bogu tak, jak Ona. Nadal tego wszystkiego mnie uczy i choć oporna ze mnie uczennica, Maryja nie traci cierpliwości, bo przecież jest Kochająca Matką.

Zawsze w sercu noszę słowa Ojca Założyciela, aby być „…godną Imienia Służebniczki Maryi…” i chociaż różnie to czasem bywa jest to moim wielkim pragnieniem, aby być tak, jak Ona – pokorną Służebniczką Pana.

„Oto ja Służebnica Pańska”. Chcę mówić jak Maryja – powołanie s. M. Karoliny Dobosz

Czym jest powołanie? Z dnia na dzień odkrywam, że nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie i że chyba nigdy nie będzie ona pełna… Powołanie to chyba najbogatsze słowo na świecie.

Dla mnie powołanie to szczęście, to pragnienie, to wybór i odpowiedzialność, to wytrwałość, wierność. Powołanie to droga i wreszcie tajemnica.

Dlatego właśnie historia mojego powołania jest długa, bo nie sposób w pełni ogarnąć, ani też ująć w słowa działania Pana Boga w sercu i w codzienności.

Dla mnie odkrywanie powołania zakończyło się niedawno, 15 sierpnia 2018 r. w dniu moich ślubów wieczystych. Chociaż od początku miałam pokój w sercu, że idę właściwą drogą, to teraz widzę, że Pan Bóg prowadził mnie przez najróżniejsze sytuacje, łatwe i niełatwe, piękne i niezrozumiałe. On rozjaśniał mi drogę, prowadził, pokazywał, zapraszał, kształtował, tak bym już z pełną świadomością powiedziała Mu „tak” na całe życie.

Dzięki Maryi jestem Służebniczką

Do naszego Zgromadzenia wstąpiłam mając osiemnaście lat. Choć zewnętrznie się opierałam, to jednak w sercu bardzo chciałam oddać Jezusowi moje życie, a szczególnie młodość. Pomogła mi w tym Maryja, bo ostateczną decyzję podjęłam na Pieszej Pielgrzymce do Częstochowy. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że Służebniczki żyją na wzór Maryi. Potem, w czasie nowicjatu szczególnie bliska stała mi się Matka Boża Tuchowska, którą dopiero wtedy bliżej poznałam i wiele spraw, a przede wszystkim moje powołanie jej oddałam. Poznawałam Maryję tak na co dzień dzięki jej żywej obecności w naszej duchowości i zachwyciłam się nią, a szczególnie jej prostotą. To co łączy Maryję, Służebniczki i bł. Edmunda to właśnie PROSTOTA. Szczególnym wydarzeniem w którym Maryja stała się mi jeszcze bliższa były Światowe Dni Młodzieży w Panamie, których hasłem były słowa „Oto ja Służebnica Pańska”. Chcę mówić jak Maryja – Oto ja, niech mi się stanie tak, jak Pan Bóg chce – i od niej uczyć się żyć dla Jezusa. Dzięki Maryi jestem Służebniczką.

Moje dzieje – powołanie s. M. Petroneli Hołysz

Na chrzcie świętym otrzymałam imię Maria Zofia, urodziłam się 27.03. w Zaborowie, w rodzinie katolickiej. W siódmej klasie przystąpiłam do bierzmowania i przed tym sakramentem odbyłam rekolekcje w Ciężkowicach, gdzie wtedy posługiwały siostry Serafitki. Tam zdecydowałam, że wstąpię do Zgromadzenia Służebniczek, które znałam od dziecka i miałam zawsze bardzo miłe wspomnienia. Byłam bardzo młoda, więc gdy powiedziałam s. Przełożonej z Zaborowskiej wspólnoty o moich planach trochę mi odradzała tą decyzję. Czyniła to tylko ze względu na mój młody wiek, ale ostatecznie przywiozła mnie do Dębicy i ówczesna Matka Generalna Epifania Wróbel przyjęła mnie do Zgromadzenia. Wyznaczyła datę 28 stycznia 1963 roku, tego dnia do Dębicy przywiózł mnie mój tata i powiedział „żebyś mi wstydu nie przyniosła”. Myślę, że jest tam u Pana zadowolony. Formację zakonną odbyłam w Dębicy, a w 1964 roku złożyłam pierwsze śluby zakonne. W Dębicy uczyłam się grania na organach od s. Wincentyny. Po kilku latach, po zdanym egzaminie w 1969 roku pojechałam na placówkę do Gdańska. Byłam tam 14 lat. Nasze Zgromadzenie zawsze od początku odpowiadało na znaki czasu i potrzeby Kościoła. Kiedy zaistniała możliwość posługi w Boliwii w Ameryce Południowej Matka Celina – ówczesna Przełożona Generalna rozesłała do Sióstr z całego Zgromadzenia informację, aby zgłaszać swoją gotowość do takiej posługi. Taką gotowość wyjazdu na misję wyraziłam mówiąc, że jestem gotowa i zdrowa. W 1981 roku jako pierwsza piątka Służebniczek w październiku wyjechałyśmy na naukę języka hiszpańskiego do Belgii, a następnie w marcu 1982 roku, z błogosławieństwem Ojca Świętego Jana Pawła II i posłaniem Matki Celiny Czechowskiej, przybyłyśmy do Boliwii. Rozpoczęłam moją posługę na misjach, zanosząc charyzmat służby i maryjną duchowość Służebniczek. Obecnie w Boliwii prowadzimy 2 domu dziecka, 3 internaty, szkołę, ochronki dla małych dzieci w wieku przedszkolnym. Siostry na 8 placówkach służą chorym i ubogim, katechizują, starając się być przedłużeniem serdecznie dobrych rąk bł. Edmunda Bojanowskiego. W marcu br., po 38 latach posługi misyjnej jako Służebniczka, wróciłam do Polski. W sercu noszę ogromną wdzięczność, że mogłam na wzór Maryi nieść Jezusa i Dobrą Nowinę w dalekiej ,a sercu jakże bliskiej Boliwii.

„Zanim ukształtowałem Cię w łonie Matki znalem cię, nim przyszedłeś na świat poświęciłem cię” /Jr 1, 5/ – tajemnica powołania s. M. Elizeuszy Gałuszki.

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem Cię” /Jr 1, 5/. Miłość Boża ukształtowała mnie i pozwoliła przyjść na świat w rodzinie katolickiej, ku radości i pociesze moich rodziców. Lata dziecięce i młodzieńcze przeżyłam jak wiele dziewcząt w mojej wiosce. Szkoła podstawowa, pomoc przy pracach w gospodarstwie, spotkania z rówieśnikami były moim udziałem na co dzień. Niedzielę i święta przeżywaliśmy rodzinnie, Msza święta, wspólne posiłki w domu i nie zapomniany widok modlących się rodziców, formował moje serce  do służby Panu Bogu.

W szkole średniej spotkałam koleżankę, która zaciekawiła mnie drogą życia zakonnego. Udałam się do sióstr Służebniczek, które posługują w mojej parafii w Szebniach – przyjęły mnie z otwartością. Przez czas Liceum utrzymywałam kontakt z siostrami, pomagałam w kościele s. Zakrystiance, uczestniczyłam w czasie wakacyjnym w rekolekcjach, modliłam się w kaplicy domu zakonnego Sióstr. Cały ten czas tworzył we mnie pragnienie realizacji życia na szlaku powołania zakonnego. Przez Maryję i na Jej wzór pragnęłam całkowicie oddać się Bogu Ojcu. Ojciec Założyciel naszego Zgromadzenia bł. Edmund Bojanowski oddał siostry pod opiekę Maryi i dlatego ja podjęłam decyzję, by właśnie żyć w maryjnym Zgromadzeniu. Poprosiłam o przyjęcie Matkę Generalną, która wyznaczyła mi dzień przyjazdu i jestem. Dzięki łasce Bożej i matczynej miłości Maryi jestem Siostrą Służebniczką i służę jako pielęgniarka w szpitalu.