Co znaczy modlić się o powołania?

12-08-2016 | Warto przeczytać

Jest rzeczą pewną, że każde powołanie jest dialogiem pomiędzy Bogiem a młodym człowiekiem, wszak Bóg jest dawcą tego wyjątkowego daru, jakim jest powołanie kapłańskie, zakonne czy misyjne. 

 

Uwagi wstępne

 

Można postawić pytanie o zasadność takiego pytani. Przecież tak często o tym mówimy i o ten dar powołania prosimy. Jest to zatem codzienny chleb zebranych tutaj duszpasterzy powołań. Czy jednak tak naprawdę jest? Czy do końca uświadamiamy sobie treść modlitwy o powołania. Ponadto, pytają nas o to wierni (sam z takim pytaniem nierzadko się spotykam).

 

Dotykamy podstawowej kwestii dotyczącej daru, jakim jest powołanie. Jest to jednak sfera ogromnie delikatna, a przy tym niezmiernie ważna. Jak w normalnym małżeństwie i zdrowej rodzinie fundamentalną sprawą jest rodzenie i wychowanie dzieci, tak  w naszych wspólnotach chrześcijańskich ciągle żywa jest troska o pasterzy, o nowe zastępy kapłanów, osób konsekrowanych czy misjonarzy – głosicieli Dobrej Nowiny. Powołanie jest darem Boga. Swoistą sztuką jest jego rozpoznanie. Dojrzewa ono w rodzinie oraz w najbliższym środowisku i szkole. Rówieśnicy mogą pomóc lub utrudnić, a nawet mogą być przeszkodą w wyborze drogi życiowej, jakim jest powołanie kapłańskie czy zakonne. Odpowiedź młodego człowieka na wezwanie Boga wiąże się też z długą drogą jego rozpoznawania i rozwoju. Towarzyszenie powołanym na ich drodze jest bardzo ważne, wprost konieczne. Ostateczne powiedzenie Bogu oto idę wiąże się również z decyzją przełożonych. I wreszcie, wierne kroczenie wybraną drogą wymaga wielorakiego wsparcia. Zatem w referacie należy poruszyć następujące sprawy, by odpowiedzieć na postawione pytanie:

 

– modlić się o powołania, to prosić Pana żniwa o dar powołania i jego przyjęcie przez powołanego;

– modlić się o powołania, to otoczyć troską modlitewną rodzinę i środowisko, w którym wzrasta powołany;

– modlić się o powołania, to modlić się za tych, którzy towarzyszą powołanemu na jego drodze;

– modlić się o powołania, to także wypraszać światło Ducha Świętego dla przełożonych, którzy potwierdzają zdatność kandydata do przyjęcia święceń czy złożenia konsekracji zakonnej;

– modlić się o powołania, to wreszcie prosić Boga o dar wytrwania w powołaniu w doli niedoli.

 

 1. Modlić się o powołania, to znaczy prosić Pana żniwa o dar powołania i jego przyjęcie przez powołanego

 

Jest rzeczą pewną, że każde powołanie jest dialogiem pomiędzy Bogiem a młodym człowiekiem, wszak Bóg jest dawcą tego wyjątkowego daru, jakim jest powołanie kapłańskie, zakonne czy misyjne. Człowiek, zwłaszcza młody, nie może jednak żyć w pustce, nie znosi próżni. Dlatego z wezwaniem do opuszczenia i porzucenia kogoś lub czegoś łączy się zawsze zaproszenie Pójdź za Mną. Pustkę opuszczenia ma zapełnić żywy, osobowy Bóg. W miejsce porzuconych wartości tego świata musi wejść jedyna i najwyższa wartość – Chrystus. Dlatego powołany porzuca wartości tego świata nie z pogardy lub nienawiści, lecz jedynie dla wyższych wartości. Małą miłość dla Miłości przez duże „M”. To odejście od świata winno być całkowite. Do nowej ziemi, do której wzywa Bóg, nie można przemycać starych bożków z dawnej ojczyzny. To specyficzne „wyjdź” z twojej dotychczasowej ziemi jest jednak połączone z fascynującą obietnicą: „nie lękaj się, Ja jestem z tobą”.

 

Od strony młodego człowieka, którego Bóg dotyka tym tajemniczym impulsem, by iść drogą powołania, chęcią zostania księdzem, siostrą, bratem, misjonarzem, jawi się niełatwe zadanie. Przede wszystkim, jak dostrzec to Boże wezwanie i poprawnie je odczytać. Bóg bowiem nie przemawia ludzkim głosem. Posługuje się ludźmi, znakami, wewnętrznym poruszeniem duszy. Zadanie odczytania powołania jest tym trudniejsze, gdy człowiek ucieka od tego głosu, gdy wymyślił sobie zupełnie inny zawód, czy też miejsce przyszłej pracy. To zadanie jest trudniejsze, gdy mniej jest ciszy wokół nas, gdy brakuje atmosfery wiary w rodzinie, czy szacunku dla uczciwych rozwiązań (byłoby rzeczą ciekawą przytoczyć tu listy młodych ludzi, borykających się z zadaniem wyboru powołania).

 

I kolejny problem, to odważyć się wzywającemu Bogu powiedzieć „tak” – oto idę. Często odpowiedź Bogu na powyższe zaproszenie jest połączone z wewnętrzną walką, pełną napięć, nawet wprost dramatyczną, bo brzemienną w konsekwencje. Bowiem znaczy to, że należy odważyć się na pełną wymagań wielkość. Cywilizacja współczesna nie pomaga w podjęciu takiej decyzji; decyzji pójścia za powołaniem. Patrząc na powołanie od strony człowieka, spotykamy w Biblii i w życiu różne typy powołania. Każdy powołany jest inny. Jakże bardzo różni się św. Piotr od św. Pawła, a św. Tomasz od św. Jana. Bowiem charyzmat powołania nie niszczy wolności i osobowości powołanego. Bóg nie lubi schematów i produktów seryjnych. Każdego powołuje indywidualnie na bazie naturalnych predyspozycji. Dzięki temu możemy dostrzec różne typy odpowiedzi i realizacji powołania.

 

Typ powołania „izajaszowy” charakteryzuje się odwagą, zdecydowaniem i wielkodusznością: „Oto ja, poślij mnie”. Do tej grupy należy powołanie Szawła. Powalony na ziemię u bram Damaszku powiedział: „Co mam czynić, Panie”. Równie stanowczo odpowiedziało Bogu wielu świętych, czy błogosławionych założycieli rodzin zakonnych, a nawet wielu z nas tu obecnych.

 

Typ powołania „jeremiaszowy” rodzi się w dramatycznej walce, w próbach wymówki:  „Ach, Panie, przecież nie umiem mówić, bo jestem młodzieńcem”. Jeremiasz targuje się z Bogiem, boi się. Ma wyostrzoną świadomość odpowiedzialności za swe powołanie. Wielkość jego polega na tym, że potrafi wiele przezwyciężyć, by iść za głosem Pana.

 

Jest też typ powołania „jonaszowy”. Charakteryzuje się on ucieczką przed głosem Pana wzywającego; ucieczką aż na koniec świata. Jednak przed głosem Pana wzywającego  ucieczka jest jednak niemożliwa. Mogą być pewnie i inne typy powołań. Każdy z wymienionych typów powołania jest możliwy, bo Bóg szanuje ludzką osobowość i godzi się na dialog z człowiekiem, nawet na spór z nim. Tylko jeden typ powołania Biblia wyraźnie piętnuje, a mianowicie tych ludzi, którzy powiedzieli Bogu „tak”, a nie dotrzymali słowa. Do tych należy Judasz. „Kto bowiem przyłożył rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie jest Mnie godzien”.

 

Uświadamiając sobie wszelkie problemy młodego człowieka potrzebny jest wielki dar modlitwy. Powołanie – jak powiedziałem – jest darem samego Boga. To On wybiera, powołuje i daje wzrost. Ale posługuje się nami. „Proście Pana żniwa…”. Do nas należy modlitwa: wytrwała, pokorna, ale i systematyczna. Tylko wtedy będę się modlił o powołania, gdy sam cenię powołanie, którym mnie Bóg obdarzył. Bóg hojnie rozdziela dar powołania. Trudniej jest ten dar rozpoznać i przyjąć. Modlitwa wiernych, a zwłaszcza najbliższych, modlitwa zorganizowana, modlitwa w grupach czy wspólnotach może wyprosić światło na drodze wyboru tego typu powołania kapłańskiego, do życia konsekrowanego czy misyjnego. W spotkaniu z duchowieństwem Rzymu Ojciec Święty porusza tę myśl: „Modlitwa o powołania nie jest i nie może być wyrazem rezygnacji… nie jest formą udzielenia Bogu pełnomocnictwa, aby dokonał czegoś za nas. Przeciwnie, jest ona zawierzeniem się Mu, oddaniem się w Jego ręce, abyśmy mogli z ufnością i gorliwością wypełniać dzieła Boże”.

 

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wielką pomocą w wyborze drogi życiowej i powiedzenia Panu „tak” są rekolekcje. Często organizowane w miejscach ciszy i piękna przyrody. One nastrajają struny duszy, uwrażliwiają młodego człowieka i są pomocą w modlitwie indywidualnej i wspólnotowej o dar rozeznania drogi życiowej, a tym samym w odpowiedzi na Boży dar powołania.

 

2. Modlić się o powołania, to otoczyć troską modlitewną rodzinę i środowisko, w którym wzrasta powołany

 

Z własnego doświadczenia wiemy, że pierwszym i najważniejszym miejscem troski o powołanych jest rodzina. Od rodziny w największym stopniu zależy postawa dzieci i młodzieży wobec Boga i ludzi, wobec życia i samego siebie. Podstawowym zadaniem rodziny jest wprowadzanie dzieci i młodzieży w więzi tej miłości, której uczy nas Bóg – jest to miłość ofiarna i wymagająca, dzięki której młodzi mają szansę, by przezwyciężyć egoizm oraz nauczyć się kochać Boga i człowieka. Zadaniem rodziny jest więc wprowadzanie młodych w świat prawdy i miłości, czyli w świat prawdziwych wartości. Ile każdy z nas zawdzięcza wierze matki i ojca, babci czy dziadka. Jakże ważna jest atmosfera wiary domu rodzinnego – czy lepiej ogniska rodzinnego. Rodzina jest szczególnie ważnym środowiskiem rozwoju człowieka. To przecież od rodziców tak wiele zależy w wychowaniu każdego człowieka. Ważny jest klimat ciepła rodzinnego i sam fakt akceptacji przyjścia na świat dziecka. Kolejnym, ważnym momentem w rozwoju młodego człowieka, jest pomóc w rozwoju talentów dziecka i wszczepienia w jego życie wartości, w tym także wartości religijnych.

 

I wreszcie, trzeba i należy zauważyć rolę rówieśników w tworzeniu programu życia i wyboru pewnego stylu życia młodego człowieka. Ważny jest dobór koła przyjaciół wśród rówieśników. Ważne jest też tworzenie grup zainteresowań, wybór zasadniczych wartości oraz tworzenie opinii wokół kapłanów i osób konsekrowanych. Młody człowiek jest bardzo podatny na wpływy. Może wybrać grono ludzi stawiających dość wysoką poprzeczkę życiową i wtedy następuje jego rozwój; lub też może znaleźć się w gronie kolegów, koleżanek żyjących z dnia na dzień, bez większych życiowych ambicji.

 

Ogromną rolę odgrywa  duszpasterstwo rodzin, katechizacja i duszpasterstwo młodzieży. Zwięźle napisał o tym Ojciec Święty w Orędziu na XXVIII Światowy Dzień Modlitw o powołania (4.10.1990): „W tym roku pragnę zwrócić waszą uwagę na ten podstawowy element religijnego doświadczenia każdego chrześcijanina, jakim jest katecheza: stanowi ona bowiem fundament autentycznego dialogu powołaniowego z Ojcem Niebieskim. (…) Katecheza jawi się zatem jako konkretna droga prowadząca do odkrycia nie tylko ogólnego zbawczego planu Boga i ostatecznego sensu istnienia i historii człowieka, ale także owego szczególnego planu, który ma On wobec każdej osoby w perspektywie nadejścia Jego królestwa na świecie. (…) Szczególnie istotnym osiągnięciem katechezy będzie czynienie z niej szkoły modlitwy, czyli formacji do osobistej rozmowy z Bogiem, Stwórcą i Ojcem; z Chrystusem, Nauczycielem i Zbawcą; z Duchem Świętym ożywicielem. Dzięki owej rozmowie to, czego człowiek słucha i czego się uczy, nie pozostaje tylko w umyśle, ale ogarnia serce i dąży do wyrażenia się w życiu. Katecheza bowiem nie może się zadowalać głoszeniem prawd wiary, ale musi skłaniać człowieka do odpowiedzi, po to by każdy przyjął rolę wyznaczoną mu w planie zbawienia i był gotów poświęcić swoje życie dla misji Kościoła, także poprzez doskonalsze naśladowanie Chrystusa w kapłaństwie służebnym lub w życiu konsekrowanym”.

 

3. Modlić się o powołania, to modlić się za tych, którzy towarzyszą powołanemu na jego drodze

 

Gdy młody człowiek zdecyduje się pójść za Chrystusem, czy to drogą życia kapłańskiego, czy zakonnego, dokonuje szeregu wyborów. Aby dobrze wybrać kapłaństwo, czy konkretną rodzinę życia konsekrowanego, trzeba poznać jej duchowość, cel i zadania. Stąd z jednej strony ważna jest dla kandydata prezentacja stylu życia, duchowości i apostolskiej działalności, a z drugiej strony ważne jest świadectwo życia.

 

Z  własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że wielką radością dla mnie jest, gdy młodzi pisząc listy, pytają: „a co wy, Pallotyni robicie, jaki jest wasz charyzmat, w jaki sposób mógłbym się u was zrealizować?”. To poszukiwanie świadczy o szacunku dla budzącego się powołania. Wielu pyta bardzo szczegółowo: jak wygląda wasze seminarium, jakie zadanie może pełnić ksiądz, siostra czy brat zakonny? I po drugie, bardzo cieszy mnie, gdy młodzi są pełni zapału, gdy są zafascynowani Bogiem i chcą apostolskie powołanie do dzielenia się Bogiem realizować niezależnie od trudności, na jakie napotykają w rodzinie, czy z powodu swoich braków charakterologicznych. Ta gotowość jest tak świeża i pełna dziecięcej prostoty, że aż niekiedy wręcz szokująca. Chociaż podziwiać trzeba i tych, którym niełatwo jest zostawić dotychczasowe ciepło domu rodzinnego, styl życia i postępowania i iść za głosem powołania, bo mają niepokój, gdy Chrystusowi powiedzą „nie”. Zdaję sobie również doskonale sprawę, jak  młodzi ludzie noszą w sobie wiele  znaków zapytań, trudności i przeszkód zanim padnie w ich młodzieńczym życiu ostateczne słowo „tak”. Są też kandydaci, którzy zgłaszają chęć uczestniczenia przez pewien czas w konkretnej wspólnocie, aby się jej przyjrzeć i dopiero wtedy podjąć decyzję.

 

Stąd, gdy wstępują i rozpoczynają czas formacji wstępnej czy podstawowej szalenie ważną rolę odgrywają formatorzy (moderatorzy), tak w zakresie wewnętrznym, jako spowiednicy i kierownicy duchowni, jak i w zakresie zewnętrznym i to w formacji ludzkiej, intelektualnej czy pastoralnej. Rola moderatorów jest nie do przecenienia. Ważna jest w ich życiu nie tyle wiedza, ile osobowość i świadectwo życia. Oni nie mogą dzielić czasu na prywatny i urzędowy. Cały ich czas winien być darem dla osoby powołanej. Oni przecież są świadkami wzlotów i kryzysów powołanych; oni podpowiadają przełożonym poprzez składane opinie, jakie podjąć decyzje odnośnie do kandydatów. Najprawdziwiej widzi się sercem – jakby powiedział Mały Książe.

 

W Dokumencie Nowe Powołania dla nowej Europy wskazane są cztery podstawowe zadania pedagogii powołań:towarzyszyć (stanąć obok; iść razem; posługiwać pokornie, pogodnie, ale inteligentnie; umieć wskazać na współczesne prowokacje poprzez świadectwo własnej drogi, serdeczny kontakt i entuzjazm), wychowywać (do poznania siebie, do tajemnicy, do czytania życia i do usilnego błagania), formować ( by rozpoznawać Jezusa, rozpoznawać prawdę życia, być wdzięcznym, doświadczyć Boga) i rozpoznawać (ważna jest tu zdolność do podjęcia decyzji, odzyskanie własnej tożsamości, osobiste świadectwo, otwarcie na tajemnicę, «docibilitas» powołaniowa – czyli wewnętrzna wolność pozwolenia na prowadzenie się przez starszego brata czy siostrę).

 

I znowu zauważamy, jak bardzo potrzebna jest modlitwa o siłę i twórczość dla powołanych oraz o światło i mądrość dla moderatorów. Dobrze, że zarówno w diecezjach, jak i w konkretnych rodzinach życia konsekrowanego w seminariach spotykają się rodzice powołanych oraz bliscy współpracownicy duchowni, dla których życiem jest modlitwa i troska o powołania (z uznaniem należy podkreślić inicjatywę Księdza Biskupa Stefana Regmunta, delegata Konferencji Episkopatu ds. Powołań, organizowania dnia spotkań na Jasnej Górze Rodzin osób powołanych i modlących się za powołania; wytwarza się w ten sposób świadomość odpowiedzialności za powołania kapłańskie i powołania do życia konsekrowanego).

 

4. Modlić się o powołania, to także wypraszać światło Ducha Świętego dla przełożonych, którzy potwierdzają zdatność kandydata do przyjęcia święceń czy złożenia konsekracji zakonnej

 

Wiemy dobrze, że oprócz świadomości łaski powołania, oprócz niezbędnych cech charakterologicznych osoby powołanej potrzebne jest potwierdzenie ze strony Kościoła. Gdy chodzi o powołania diecezjalne ostateczną decyzję podejmuje Biskup Diecezjalny (oczywiście po zasięgnięciu zdania Moderatorów i Rektora Seminarium), gdy chodzi o osoby konsekrowane decyzja ta spada na przełożonych wyższych (oni też zasięgają zdania Moderatorów i muszą mieć zgodę swoich radców). Jest to bardzo ważne zadanie i ogromna odpowiedzialność. Z jednej strony nie wolno dopuszczać do święceń czy konsekracji tych, którzy mogą wyrządzić zło i dać powód nawet do odejścia ludzi z Kościoła. Ale z drugiej strony powołanie jest darem Boga i przełożony nie może go sobie zawłaszczyć; jest na usługach Boga w decyzji. Potrzebna jest tu szczególna mądrość w podejmowaniu ostatecznych decyzji.

 

A zatem modlić się o powołania kapłańskie czy zakonne, to znaczy także upraszać światło i dary Ducha Świętego dla przełożonych, aby podejmowali mądre decyzje. Można bowiem spotkać i takich, którzy przez całe życie nie mogą się pogodzić z decyzją przełożonych, gdyż są przekonani, że mają łaskę powołania kapłańskiego czy zakonnego i zostali skrzywdzeni przez niesłuszną decyzję swoich przełożonych.

 

5. Modlić się o powołania, to wreszcie prosić Boga o dar wytrwania w powołaniu w doli i niedoli

 

S. Nulla pisała o sercu kapłana, co można odnieść także do serca osób konsekrowanych: „Najpierw zielone, malutkie – tyle się ciągle spodziewa… Potem miłuje i krwawi … wreszcie samotne dojrzewa i olbrzymieje cichutkie i Boga innym otwiera i znowu dla siebie malutkie we mszy dziękczynnej umiera”. Te słowa dotykają bardzo ważnej sprawy w życiu każdego powołanego, a mianowicie dynamicznego rozwoju, wielkiego procesu dojrzewania powołania i trwania w nim do końca. Powołany od pierwszego „tak”,  powiedzianego powołującemu Bogu, staje wobec wielu wyzwań,  wyborów, znaków sprzeciwu i konkretnych zadań, którym trzeba stawiać czoło w codzienności. One sprawiają, że powołanie jest nie tylko jednorazowym wydarzeniem w życiu powołanego, ale ciągłym, dynamicznym procesem, gdzie niemal codziennie na drodze osoby powołanej dokonuje się wiele ważnych spraw.

 

Kryzysy na drodze powołanego mogą być szansą rozwoju i pogłębienia powołania, ale mogą też być jego zagrożeniem. Potrzebna jest postawa czujności (mądre słowa naszego ojca duchownego – pallotyna, ks. Michała Kordeckiego: „chłopcze, gdy masz 30, 40 lat uważaj. Gdy masz 50, 60 lat tym bardziej uważaj. Gdy masz 70 pamiętaj, ze stara stodoła najlepiej się pali!”).

 

Łaska dynamicznej wierności każdego powołanego zależy od jego ascezy, pracy nad sobą, ale także w dużej mierze od modlitwy wielu. Stąd modlić się o powołania kapłańskie czy zakonne, to znaczy także modlić się o dar wytrwania w powołaniu aż do śmierci.

 

6. Od modlitwy do nowej ewangelizacji w duszpasterstwie powołań

 

Pozwólcie jeszcze na kilka spostrzeżeń końcowych. Z modlitwą o powołania winniśmy łączyć działalność duszpasterską na rzecz powołań. Ale i tu trzeba dokonać pewnych korekt. Papieże ostatnich lat mówią wyraźnie o potrzebie nowej ewangelizacji. Zresztą, warunki społeczne zmuszają nas do rewidowania metod i poszukiwania z całych sił takich dróg i sposobów, za pomocą których można by ludziom naszego wieku głosić orędzie chrześcijańskie. Wynikają z tego dwie sprawy: po pierwsze – dotychczas stosowane metody ewangelizacji są mało skuteczne; po drugie – należy poszukiwać – i to z całych sił nowych dróg i metod ewangelizowania. Jeżeli w stosunku do wszystkich ludzi i wszystkich dziedzin Ojciec Święty postuluje poszukiwanie nowych dróg i nowych sposobów ewangelizacji, to poszukiwanie musi się odnosić  również i do dziedziny duszpasterstwa powołań. Dokument Nowe Powołania dla nowej Europy mówi wprost o konieczności radykalnej zmiany.

 

Nowa ewangelizacja w dziedzinie duszpasterstwa powołań domaga się zatem nowego typu duszpasterzy, nowego typu wspólnot. Jakich? Dysponujących własnym, głębokim doświadczeniem Boga, doświadczeniem powołania. Ewangelizacja powołaniowa będzie się upodobniała do relacji: mistrz i uczeń. Będzie chodziło o to, aby nie głosić bogactwa słów Chrystusa, lecz o to, by poprzez własne ich przeżycie, własny wgląd w te słowa, zaświadczyć o nich przed młodym człowiekiem. Często młodzi pytają: jak ty jesteś z Chrystusem, jak ty wierzysz, jak ty przeżywasz swoje powołanie, jaka jest wasza wspólnota, czym ona naprawdę żyje? I  to jest chyba najistotniejsze w tej nowej ewangelizacji: bez bliskiego, osobistego kontaktu z Chrystusem nie możemy się brać do nowej ewangelizacji w duszpasterstwie powołań.

 

Parzyszek Czesław SAC

Za: www.zyciezakonne.pl