Bł. Edmund – wzór wychowania, patriotyzmu i modlitwy

Ewangelia Mt. 14, 22-33

Zaraz potem ponaglił uczniów, by wsiedli do łodzi i udali się przed Nim na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy.Po odprawieniu tłumów wszedł na górę, aby się modlić samotnie. Gdy wieczór zapadł, pozostał tam tylko On. Tymczasem łódź była już wiele stadiów od lądu, lecz spychały ją fale, bo wiatr był przeciwny. O czwartej straży nocnej przyszedł do nich, idąc po jeziorze. Gdy uczniowie zobaczyli Go idącego po jeziorze, przerazili się i mówili: “To jest zjawa”. I ze strachu zaczęli krzyczeć. A Jezus zaraz odezwał się do nich, wołając: “Odwagi! To ja jestem. Nie bójcie się!”. Piotr odzywając się rzekł Mu: “Panie, jeśli to Ty jesteś, rozkaż, abym przyszedł do Ciebie po wodzie”.  On powiedział: “Przyjdź!” Wyszedłszy z łodzi, ruszył Piotr po wodzie i doszedł do Jezusa. 30 Gdy jednak poczuł gwałtowny podmuch, strach go zdjął. Kiedy zaczął tonąć, krzyknął mówiąc: “Panie, ratuj mnie!” Jezus natychmiast wyciągnął rękę, chwycił go i rzekł: “Dlaczego zwątpiłeś, małej wiary?” Kiedy weszli do łodzi, wiatr ustał.  Ci zaś w łodzi oddali Mu pokłon i mówili: “Naprawdę jesteś Synem Bożym”.

 
Zanim wyjdziemy z tej świątyni z Bożym błogosławieństwem na drogę, zatrzymajmy się jeszcze na chwilę refleksji nad Słowem Bożym.
Dzisiejsza Ewangelia o burzy na jeziorze, mnie osobiście motywuje do zadania sobie pytania: Czy zawszę potrafię rozpoznawać w swoim życiu Bożą obecność? Czy potrafię rozpoznawać Boga przychodzącego do mnie nie tylko w Słowie Bożym, lecz również w spotkanych osobach wydarzeniach – tych codziennych i niecodziennych, sytuacjach na które nie mamy wpływu i tych, które są od nas zależne¬? Warto żebyśmy wszyscy zadali sobie tego rodzaju pytanie – odpowiedź bowiem wcale nie jest – nie musi być taka oczywista.. Potwierdza nam to wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii.

 
Oto Jezus przynagla Apostołów żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg. Warto tu zaznaczyć, że wydarzenie to miało miejsce po tym jak Apostołowie już jakiś czas chodzili za Jezusem, słuchali Jego nauki – mieli okazję już dobrze Go poznać. Gdy jednak ten Jezus – który przecież był im bliski przyszedł do nich nie poznali Go – myśleli, że to zjawa – ze strachu krzyczeli.

 
Jak to możliwe, że znali Jezusa – a jednak Go nie rozpoznali? Może zdolność widzenia odebrała im szalejąca burza, walka z przeciwnym wiatrem – lęk o to co się za chwilę wydarzy?

 
A czy nie podobnie jest w naszym życiu? W dzisiejszych czasach rozpoznać Boga wcale nie jest tak łatwo. Jest przecież tyle osób, którym tak bardzo zależy, by ludzie powoli o Bogu zapominali. Wkradające się – również do naszej polskiej rzeczywistości – różnego rodzaju ideologie, moda konsumpcyjna, wmawianie ludziom, że religia to sprawa prywatna, wyśmiewanie wszystkiego co chrześcijańskie – wszystko to jest jak szalejąca burza, która może przerazić i spowodować, że Bóg będzie dla nas jak zjawa, a nawet może budzić w nas lęk – że będzie nam chciał coś zabrać.
Jednak nie musimy – i nie powinniśmy się tej rzeczywistości poddawać. Trzeba nam tylko uwierzyć Słowom Jezusa, który tak jak do Apostołów mówi dzisiaj do każdego i do każdej z nas: ODWAGI, NIE BÓJ SIĘ – TO JA JESTEM. PRZYJDŹ DO MNIE. Przyjdź po wodzie piętrzących się rzeczy i spraw, które Cie przerastają i budzą lęk. Rzeczy, które wydają Ci się zupełnie nie do ogarnięcia, sytuacji społecznych i politycznych, w których narasta niesprawiedliwość i niegodziwość.

 
Skorzystanie z Jezusowego zaproszenia do takiego chodzenia po wodzie wydaje się być szaleństwem. A jednak – Piotr z dzisiejszej Ewangelii – z takiego zaproszenia skorzystał i nie zawiódł się, a dzięki Jego postawie również pozostali Apostołowie rozpoznali Jezusa i wyznali wiarę w Niego.
Nadzieję, że można przerastające nas sprawy przezywać z wiarą podtrzymują w nas święci – w tym świecki człowiek – założyciel naszego Zgromadzenia – Błogosławiony Edmund Bojanowski – pod patronatem którego obchodzimy w Polsce obecny rok kościelny. Żył w czasach bardzo trudnych – a jednak swoje życie uczynił pięknym aktem wiary. Do tej wiary prowadził również innych. Prowadził i prowadzi, bo nadal uczy jak pokonywać szalejące wokół nas burze by wiary nie stracić.

Bł. Edmund Bojanowski – wzór wychowawcy

W dzisiejszym świecie oddziaływanie wychowawcze rodziców, nauczycieli i duszpasterzy jest tym bardziej owocne, im bardziej wychowawcy rozumieją wewnętrzny świat wychowanków oraz im bardziej uwzględniają sytuację zewnętrzną młodego pokolenia. Jednym z czynników, który w istotny sposób wpływa na sytuację dzieci i młodzieży, jest dominująca kultura, w której wzrastają ludzie młodzi, gdyż kultura wpływa na ich sposób interpretowania, przeżywania oraz wyrażania własnego człowieczeństwa.
W ślepocie kulturowej charakteryzującej dzisiejsze czasy prowadzącej do degradacji człowieka, zachodzą gwałtowne przemiany, które chwieją jeszcze tak małą stabilną tożsamość i hierarchię wartości młodego człowieka.
Nie ma tu żadnych prawd ani wartości stałych, obiektywnych, uznawanych przez wszystkich. Kryteria dobra i zła, prawdy i fałszu, zdrowia i choroby, normalności i zaburzeń zależą wyłącznie od obowiązującej w danym momencie „poprawności” politycznej, albo od subiektywnych przekonań poszczególnych ludzi. Obecnie nic nie jest ważne, interesujące, godne przeżycia. Kultura prowadzi do zobojętnienia, negowania sensu ludzkiego życia.
Z jednej strony rozwija się nauka i technika, a z drugiej strony coraz więcej ludzi myśli w sposób naiwny i życzeniowy o własnym życiu i postępowaniu. Ponowoczesność promuje „schizofrenię” intelektualną, która polega na tym, że człowiek używa zdolności logicznego myślenia jedynie (!) w odniesieniu do rzeczy, ale już nie do osób. W konsekwencji młodzi coraz lepiej rozumieją świat wokół nich i coraz mniej rozumieją samych siebie. W systemach totalitarnych ludzie bali się mówić to, co myślą, a w opanowanych przez ponowoczesność demokracjach ludzie boją się myśleć, kręcą się wokół siebie samego, prowadząc do skrajnego indywidualizmu, gdzie człowiek, zwłaszcza młody okazuje się niezdolny do tego, by kochać i pracować. Przeżywa poważne trudności psychiczne, gdyż jest nadmiernie skupiony na samym sobie, na swoich przeżyciach i potrzebach oraz na trosce o własną przyszłość. Szuka przyjemności łatwej, bez wysiłku, pracy – tym samym staje się pasożytem innych.
Współczesny człowiek woła wręcz o wolność od wszelkich norm moralnych i prawnych, a także od zobowiązań. „Wolność”, która prowadzi do krzywd i konfliktów w życiu osobistym oraz do chaosu i dezorganizacji w życiu społecznym. Jest to „wolność”, która polega na uleganiu popędom i instynktom, na czynieniu tego, co łatwiejsze a nie tego, co wartościowsze. Jednocześnie jest to „wolność” od logicznego myślenia, od odpowiedzialności i zdrowego rozsądku, od autorytetów i instytucji, od miłości i prawdy.
Skutecznym lekarstwem na toksyczną kulturę jest nowa ewangelizacja, czyli przyprowadzanie młodych do Chrystusa oraz wprowadzanie ich w kulturę prawdy i miłości.
Taką drogę proponuje nam bł. Edmund Bojanowski, który powiedział:

 

„Nad brzegami jeziorka widziałem pełno kwitnących lilii białych wodnych. Pamiętam, że od lat dziecinnych szczególniejszy dla mnie urok miały te kwiaty. Nie mogłem się im i dzisiaj napatrzyć. Przypomniałem sobie owo podanie o białym kwieciu nad wodami Świtezi. To znowu patrzając na sięgające za tymi liliami dziewczęta, pomyślałem: Jeżeli z błotnistych kałów i dzikich zarośli nadwodnych wyrastają tak śnieżnej i czystej białości kwiaty, czemuż by i pośród zaniedbanych, a nawet w zepsucie zagrzęzłych wiosek naszych, nie miały bezpiecznie wykwitać czyste dusze Służebniczek Najświętszej Panny?”

bł. Edmund Bojanowski

 
Edmund wtedy myślał konkretnie o młodych dziewczętach, które pragnął aby stały się kiedyś Służebniczkami. Ale dziś, kiedy nasza kultura jest tak „ubłocona” możemy śmiało jego słowa odnieść do współczesnej rodziny. Czyż w rodzinie współczesnej nie mogłyby wyrastać tak czyste i święte dusze dzieci, młodych i dorosłych? Dziś tak bardzo człowiek potrzebuje na nowo odkryć swą wielką godność. A odkryć ją może jedynie wśród zdrowej, świętej możemy powiedzieć rodzinie, w której „Kobieta jest żywym przybytkiem Piękna, Miłości, Życia jako dawczyni życia i żywicielka – jako wychowawczyni /…/ ona jest osią koła rodzinnego, namiestniczką Bogurodzicy /…/ Ona pobożność i tradycje domowe utrzymuje. Powołaniem głównym kobiety jest wychowanie dzieci. /…/ Piękno kobiety, jest odbiciem piękna Najświętszej Panny Królowej.” Od kobiety, Matki i wizerunku ojca na wzór Boga Ojca zależy przyszłość współczesnego człowieka i kształt naszej kultury. Dlatego wołajmy z Edmundem: „O, jakże Bóg litościwy pokazuje jawnie, aby w miłosiernych przedsięwzięciach ufać w Opatrzność. /…/ Tylko słabe drzewa wiatr potrafi zachwiać i wywrócić, ale dobrze zakorzenione drzewa stać będą”.
Dziś Pan stawia każdemu z nas pytanie: „Co ty tutaj robisz?. Od odpowiedzi na nie zależy przyszłość współczesnego świata. Wiemy, która drogą iść, jaki jest cel i kierunek tej drogi. Mamy wzory osobowe, możliwość powrotu do Miłosiernego Ojca. „Co ty tutaj robisz…?”

Bł. Edmund Bojanowski – wzór patriotyzmu

Każdy z nas w codzienności boryka się z wieloma trudnościami. Gdy bardzo nam doskwierają, szukamy rozwiązania, pomocy, często jesteśmy zdolni do heroicznych czynów, byleby tylko pozbyć się niechcianego cierpienia. Są jednak takie sprawy, do których wstydzimy się przyznać, boimy nazywać je po imieniu, nie szukamy pomocy a wyciągniętej pomocnej dłoni nie chcemy przyjąć.

 
Myślę, że jednym z takich problemów współczesnego człowieka jest to, że oderwał się od swoich korzeni, stając się już nie pielgrzymem, ale globalnym włóczęgą-bez domu, bez celu. Jest wśród nas wielu takich, którzy dumni są ze swego pochodzenia, ale też wielu takich, którzy wstydzą się być Polakami, mówią, że są obywatelami świata, dlatego często odwracają się od Ojczyzny, chcą być nazywani obywatelami Stanów Zjednoczonych, Niemiec, czy innego kraju, w którym znaleźli może dobrobyt, ale czy także szczęście? W wielu krajach słowo Polak kojarzone jest z katolikiem, a przecież wiara jest taka niemodna! Bo rolnik,, wychodząc by siać, nie ufa już tak bardzo Bogu jak dotacjom z Unii Europejskiej.

 
Jesteśmy dumni, gdy słyszymy o św. Janie Pawle II, bo On jest „nasz”, ale niewiele do serca bierzemy z jego nauczania i przykładu życia.
Ze wszystkich stron jesteśmy atakowani przez tych, którzy chcą nas wynarodowić. W szkołach obcina się godziny historii, młodzi często lepiej znają języki obce niż swój język ojczysty. Hasła Bóg –Honor – Ojczyzna zamienia się na źle rozumianą równość, wolność i tolerancję. Serce Polski jest rozdarte, bo nogi chcą dogonić Zachód, ale głowa kieruje się ku Wschodowi.

 
Można by mnożyć wiele przykładów, jak bardzo człowiek jest zagubiony, jaki świat jest bezlitosny, jaka codzienność trudna. Można by wymieniać tych, którzy będąc obywatelami świata, żyją w dobrobycie i tych, którzy oddają wszystko dla Ojczyzny i – po ludzku patrząc- niewiele z tego mają. Popatrzmy jednak wgłęb siebie i powiedzmy sobie szczerze, czy nasze serca nie biją mocniej, gdy będąc poza Polską spotykamy rodaków, gdy na obcej ziemi ujrzymy powiewającą biało – czerwoną flagę? Czy łza wzruszenia nie kręci się w naszych oczach, gdy wspominamy dzieciństwo, które często nie było łatwe, ale jednak piękne?
Spróbujmy więc wszyscy pomagać naszej Matce – Polsce, rozwijać się ku prawdziwej wolności, ku szczęściu, które niekoniecznie związane jest z dobrobytem. Pewnie w sercach wielu z nas pojawia się pytanie – czy ja, zwykła, szary człowiek, mam jakikolwiek wpływ na dzieje Polski?

 
Z pomocą w odpowiedzi na to pytanie spieszy nam bł. Edmund Bojanowski.
Wychowywał się w rodzinie o silnych wartościach religijnych i patriotycznych. W młodości duży wpływ miał na niego ks. Jakub Siwicki, który powtarzał : „Bądź przede wszystkim Polakiem i katolikiem”. Edmund Wiery tym wskazaniom i wartościom wyniesionym z domu rodzinnego, rozwijał w sobie wielką miłość do Ojczyzny, nie poddając się trudnościom, które często go dotykały. Problemy ze zdrowiem przeszkodziły mu w karierze literackiej, jednak mimo to w pełni wykorzystywał swoje zdolności, których Pan Bóg mu nie poskąpił, Edmund zbierał pieśni i podania ludowe, zakładał biblioteki wiejskie, poświęcał się działalności charytatywnej, znał dobrze języki obce, tłumaczył dzieła m.in. Byrona, razem z siostrami organizował wieczornice. Żył w trudnych politycznie czasach, widziała cierpienie swojej Ojczyzny. Rozumiał, że „drzewo życia narodowego, własnym spróchnieniem wątłe, a burzą zwalone, postawić się z powrotem nie da, lecz musi się od korzeni odrodzić”. Dlatego szczególną troską otoczył dzieci, widząc w nich szansę na nowe, lepsze jutro, bo jak mówił: „Od dzieci trzeba zacząć odrodzenie ludzkości”. Kochał Polskie i tej miłości uczył, w pełni zawierzając jej losy Miłosiernemu Bogu.

 
Św. Jan Paweł II o bł. Edmundzie Bojanowskim powiedział, że” potrafił skutecznie jednoczyć różne środowiska wokół dobra”. Dziś ten Błogosławiony nasz Rodak, wyciąga do nas pomocną dłoń i zachęca, by szerząc dobro, przemieniać oblicze naszej Ojczyzny, którą w głębi serc kochamy. Niech bł. Edmund będzie dla nas przykładem patriotyzmu a zachętą do działania niech będą jego słowa: „Niech błogosławieństwo Boże będzie z wami, a łaska Jego święta niech wam dopomaga”.

Bł. Edmund Bojanowski – wzór modlitwy

Wśród burzy codziennych spraw, jest w każdym z nas spokojna przystań. Przystań złożonych rąk i ust cicho szepczących: „Ojcze nasz…”. Ta przystań wzywa nas, byśmy zatrzymali się choć na chwilę i spojrzeli w „oczy Boga”. Byśmy spotkali się z Nim „na serio” i odkryli przed Nim pragnienia naszego serca.
Pomyślmy, choćby przez moment, jak wiele daje nam Bóg każdego dnia… obdarza nas życiem, nazywając „Swoimi Dziećmi”; daje nam słońce i deszcz, delikatnie dotyka troską rodziców i uśmiechem dziecka. Codziennie ogarnia nas Swoją łaską pozwalając w wolności dokonywać wyborów. Czy modląc się dziś nie zapomnieliśmy powiedzieć Bogu „dziękuję” ?
W spotkaniu modlitwy jest miejsce na prawdę. Nie musimy się bać, bo stajemy przed Tym, Który jest Miłością i czeka na naszą miłość. On nie chce naszej idealności i nieskazitelności, ale pragnie, byśmy trwali przy Nim z tym, co w nas piękne i czego się wstydzimy. Jeśli tylko Mu na to pozwolimy, On uleczy to, co boli, wyprostuje, co pogmatwane, a dobro uczynione pomnoży. Oddajmy Mu więc wszystko. „Boża Miłość” wie najlepiej, co z tym uczynić. Pozwólmy Mu działać, a On na pewno nas nie zawiedzie… Tak jak nie zawiódł Założyciela naszego Zgromadzenia bł. Edmunda Bojanowskiego.

 
Pośród przeplatającego się słońca radości i chmur trosk, Bóg zawsze był blisko Edmunda, a on dostrzegając pomocną dłoń Boga, dziękował i prosił. Czytamy w jego „Dzienniku”: „Będę się gorąco modlił, bo za wiele mam do dziękowania i o wiele do proszenia” ( Dz., 20.08.1853 ).

 
Modlitwa nie chroniła bł. Edmunda przed trudnościami i przykrościami, ale była siłą w pokonywaniu ich, i przyjmowaniu właściwych postaw. Pisał: „W drażliwej rozmowie religijnej – dzięki Bogu – utrzymałem potrzebne umiarkowanie oraz czułem zadowolenie sumienia, iż nie milczałem, ale wedle sił broniłem spraw Kościoła”( Dz., 4.04.1853 ).

 
To, czego doświadczał na co dzień, oddawał najlepszemu Ojcu, mówiąc : „Módlmy się i pracujmy, a Opatrzność Boża, jak nie zapomina o biednych ptaszętach, tak i o nas pamiętać raczy” ( List do s. Leony Jankiewicz, 28.09.1865 ).
Nie żałował nigdy czasu dla Boga, bo przekonany o tym, co często powtarzał: „Ja nic nie znaczę, Bóg kieruje wszystkim. Czynię tylko to, czego Bóg żąda ode mnie. Wyznaje, że wszystko, co czynię jest na chwałę Bożą” ( Positio, t. II, s. 1645 ).

 
I my, przychodźmy do Boga w każdej chwili naszego życia. On na nas czeka nie tylko w ciszy poranka i wieczoru, czy tajemnicy tabernakulum, ale pośród nawału pracy i problemów, oraz radości odpoczynku i sukcesów.
Nie zawiedźmy Go. A jeśli zabraknie sił sięgnijmy do przykładów świętych, którzy będąc ludźmi z krwi i kości, borykali się z różnymi problemami, lecz odnaleźli swe źródło w Bogu.

 
Jak mogliśmy usłyszeć – bł. Edmund Bojanowski nie jest nieaktualnym świętym.

Z przykładu Jego życia również dziś możemy czerpać przykład jak żyć wiarą.
Jest dla nas wzorem wychowania, patriotyzmu i modlitwy.
Chodźmy za Jego przykładem.

Pewnie nie będzie łatwo, jednak niech nadzieją będą dla nas Jego słowa:
„Niech błogosławieństwo Boże będzie z wami,
a łaska Jego święta niech wam dopomaga”.

 

Siostry Juniorysti
s. M. Małgorzata Marcinek
s. M. Katarzyna Dudko
s. M. Dorota Gościńska
s. M. Monika Duda