Z Maryją Matką i Królową powierzamy Chrystusowi nasze troski

10-05-2016 | Konferencje

„Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana!” (Łk 1,45). Słowa te wskazują, że wiara w ujęciu Pisma Świętego posiada dwa „bieguny”. Z jednej strony jest aktem intelektualnym, dzięki któremu można dotrzeć do rzeczywistości niewidzialnej (Święte, które się z ciebie narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” – Łk 1,35), z drugiej natomiast wiara jest zaufaniem, jakim obdarza się wysłannika Bożego, a w ostatecznym rozliczeniu samego Boga, dla którego „nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37). – W dzisiejszym temacie dominuje ten drugi „biegun wiary”. Wiara jako zawierzenie Bogu jest mocno zakorzeniona zwłaszcza w modlitwie „ubogich Jahwe”, jaką są przede wszystkim Psalmy. Ubodzy są przedmiotem zbawiennej miłości Boga i stanowią zapowiedź i pierwociny „Kościoła Ubogich”, który został zgromadzony przez Mesjasza – Jezusa Chrystusa. Dlatego ich postawę charakteryzuje całkowite zdanie się na Boga. Ilustrację tej prawdy ograniczmy do paru tylko przykładów: „Gdy się położę, zasypiam bezpiecznie, bo Ty sam jeden, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie” (PS 4,9). „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (PS 23,4). „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał” (PS 37,5). „Pan cię uchroni od zła wszelkiego: czuwa nad twoim życiem” (PS 121,7).

 

 

Do ufnego zdania się na dobroć Boga zachęca Chrystus w wielu swoich naukach o Bożej Opatrzności, których „streszczeniem” niech będą słowa: „Wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie!” (Mt 6,8). Zawierzenie Bogu, która usuwa z serca wszelkie zatroskanie i lęk nie było łatwe dla uczniów i nie jest łatwe i dla nas (por. Łk 12, 22-34). Jednak komunia z Chrystusem ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym zmieniła ich i pozwoliła Piotrowi skierować do nas wezwanie: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was!” (1P 5,7). Powyższe prawdy niech pomogą nam coraz pełniej realizować program zawarty w temacie obecnego rozważania.

 

Z Maryją, Matką i Królową…

 

W dzisiejszym temacie powtarzające się przez cały rok stwierdzenie: „z Maryją”, nabiera szczególnego sensu i znaczenia. Maryja jest naszą Matką i Królową, dlatego my – Jej dzieci , jak to się dzieje w dobrych rodzinach – najpierw Jej przedstawiamy nasze problemy, niepokoje i troski, a ufni w Jej macierzyńską miłość, polecamy je wszystkie „razem z Nią” naszemu Zbawicielowi, który przecież jest Jej Synem. Dla naszego tematu ważne jest wniknięcie w sens wydarzenia w Kanie Galilejskiej , w którym Maryja pojawia się jako Matka Jezusa na początku Jego życia publicznego i przyczynia się do owego „początku znaków”, objawiających mesjańską moc Jej Syna. Kontemplacja słów: „Nie mają już wina” oraz: „Czy to Moja lub Twoja sprawa, Niewiasto”, a wreszcie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, pozwalają nam wniknąć w głębię duchowej jedności i wzajemnego zrozumienia, istniejących między Jezusem i Jego Matką. Bł. Jan Paweł II w tym wydarzeniu dostrzega wyraźnie „nowy wymiar, nowe znaczenie macierzyństwa Matki Chrystusa” (RM 21), które ostatecznie dojrzało w Maryi u stóp Krzyża, poprzez uczestnictwo w odkupieńczej miłości Syna (por. RM 23). Tu objawia się prawda, że Maryja jest i Matką Chrystusa i Matką ludzi (por. LG 54).

 

Wsłuchajmy się w słowa Ojca Świętego: „W tekście Janowym opisu wydarzenia z Kany zarysowuje się to, w czym to nowe macierzyństwo wedle Ducha, a nie tylko wedle ciała konkretnie się przejawia. Przejawia się więc w trosce Maryi o ludzi, w wychodzeniu im naprzeciw w szerokiej skali ich potrzeb i niedostatków… Owo wychodzenie naprzeciw potrzebom człowieka oznacza równocześnie wprowadzenie ich w zasięg mesjańskiej misji i zbawczej mocy Chrystusa. JEST TO WIĘC POŚREDNICTWO: Maryja staje pomiędzy Synem a ludźmi w sytuacji ich braków, niedostatków i cierpień. Staje , czyli pośredniczy, nie jako obca, lecz ze stanowiska Matki, świadoma, że jako Matka może – lub nawet więcej: – powiedzieć Synowi o potrzebach ludzi. Jej pośrednictwo ma więc charakter wstawienniczy: Maryja wstawia się za ludźmi. Ale nie tylko to: jako Matka równocześnie chce, aby objawiła się mesjańska moc Jej Syna. Jest to zaś moc zbawcza skierowana do zaradzenia ludzkiej niedoli, do uwalniania od zła, jakie w różnej postaci
i w różnej mierze ciąży nad życiem ludzkim” (RM 21).

 

Wiadomo, że najbardziej ciąży nad życiem ludzkim grzech uniemożliwiający osiągnięcie ostatecznego celu istnienia, dlatego w różnych modlitwach „maryjnych” prosimy naszą Matkę w porządku łaski: „Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, swojemu Synowi nas oddawaj!” A Zbawiciela prosimy: „za wstawiennictwem Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy… obdarz nas wieczną radością!” Także Ojca w niebie błagamy: „Ut per Eius Genitricem Virginem Mariam perpetua capiamus gaudia vitae!”

 

Powyżej ukazaliśmy tę wspaniałą prawdę, że Maryja staje między Synem a ludźmi „ze stanowiska Matki”. Aby nasza pobożność maryjna była właściwa, musimy pamiętać, że nie jest to „wstawiennictwo jednokierunkowe”. Na to również zwraca uwagę Jan Paweł II w swej encyklice: „Istotny element tego macierzyńskiego zadania Maryi wyrażają słowa skierowane do sług: . Matka Chrystusa staje się wobec ludzi rzecznikiem woli Syna, ukazując te wymagania, jakie winny być spełnione, aby mogła się objawić zbawcza moc Mesjasza”. (RM 21).

 

To macierzyństwo Maryi w ekonomii łaski trwa nieustannie, aż do wiekuistego dopełnienie się zbawienia wszystkich wybranych (por. LG 62). Aby się ono „dopełniło i w nas”, musimy starać się o to, by istniała zgodność między wstawiennictwem Maryi i naszym posłuszeństwem wobec poleceń Chrystusa. W tym względzie mają zastosowanie słowa św. Augustyna: „Stworzył nas Bóg bez nas, ale nie zbawi nas bez nas”, stanowiące jakby modyfikację słów Zbawiciela: „Jeśli chcesz być zbawiony, zachowuj przykazania!” Chodzi zatem o tak zwaną synergię, na straży której stoi Matka Jezusa i nasza.

 

Temat rozważania mobilizuje nas do zjednoczenia naszych działań z Maryją, która jest nie tylko Matką, ale i Królową”. Te dwa tytuły są ze sobą ściśle powiązane, bowiem królewska godność Maryi wynika z Jej boskiego macierzyństwa. Dała życie Synowi, który już w samej chwili poczęcia jako człowiek był Królem wszechrzeczy poprzez hipostatyczną więź natury ludzkiej z Bożym Logosem. Prawdę tę wyraża Sobór Watykański II: „Niepokalana Dziewica… z ciałem i duszą została wzięta do chwały niebieskiej i wywyższona przez Pana jako Króla wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panujących oraz Zwycięzcy grzechu i śmierci” (LG 59). Słowa mówiące o „upodobnieniu się Maryi do swego Syna< Pana panujących”, pozwalają prawidłowo interpretować „królowanie Matki Najświętszej”. Otóż „Ta, która przy zwiastowaniu nazwała siebie , pozostała do końca wierna temu, co ta nazwa wyraża. Przez to zaś potwierdziła, że jest prawdziwą Chrystusa, który tak bardzo podkreślał służebny charakter swego posłannictwa: Syn Człowieczy (Mt 20,28). W ten sposób też Maryja stała się pierwszą wśród tych, którzy i osiągnęła w pełni ów stan królewskiej wolności: służyć – znaczy królować!” (RM 41).

 

Zakończmy tę część naszych refleksji pozwalających zrozumieć tożsamość macierzyństwa i królewskości Maryi słowami św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza Pana Jezusa: „Jak wspaniale jest wiedzieć, że Maryja jest naszą Matką! Nie musimy się niczego bać, jeśli Ona nas kocha i zna naszą słabość. Wiemy, że jest Królową nieba i ziemi, ale ja wolę Ją bardziej w roli Matki niż Królowej!”

 

„… powierzamy Chrystusowi nasze troski”.

 

Od strony psychologicznej powierzanie naszych trosk Chrystusowi można nastręczać nam pewnych „kłopotów”. Istnieje bowiem pokusa, by „dyktować Zbawicielowi, co powinien dla nas uczynić”. Tak łatwo bowiem zapomnieć o słowach Jezusa: „Wie Ojciec wasz czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie” (Mt 6,8). Wie o tym sam Jezus, który jest istotowo zjednoczony z Ojcem. Wie o tym także Matka Najświętsza, która w Kanie, nie proszona przez nikogo, dostrzega potrzebę ludzi i przedstawia ją Synowi ze wspaniałym efektem. Świadomi tego, nie będziemy mówić Chrystusowi czego od Niego potrzebujemy, tylko z ufnością powiemy Maryi, że jest nam „źle”, że jesteśmy ubodzy i słabi i powierzymy się Jej macierzyńskiej miłości i wstawiennictwu, wiemy bowiem, że wszystko jest milsze Bogu, jeśli przedstawia to Maryja.

 

Pamięć o tych prawdach winna kształtować naszą postawę zawierzenia wobec Maryi – Matki i Królowej oraz wobec Jej Syna. Chodzi o to, żeby coraz pełniej wnikać w naturę macierzyństwa Maryi i naszego – wobec Niej – dziecięctwa. Wiadomo bowiem, że także macierzyństwo „w porządku łaski” stanowi jedyny i niepowtarzalny związek osób: matki z dzieckiem oraz dziecka z matką. Każde dziecko Boże jest w sposób osobisty i niepowtarzalny ogarnięte macierzyńską miłością Maryi. W swoim komentarzu do słów Chrystusa: „Oto syn Twój” – „Oto Matka twoja”, bł. Jan Paweł II pisze: „Odkupiciel powierza swą Matkę uczniowi, a równocześnie daje mu Ją jako Matkę. To macierzyństwo Maryi, jakie staje się udziałem człowieka, każdego chrześcijanina, jest darem: najbardziej osobistym darem samego Chrystusa dla każdego człowieka… U stóp Krzyża ma początek to szczególne zawierzenie człowieka Bogarodzicy: ” (RM 45).

 

A „odpowiedzią” chrześcijanina na miłość matki ziemskiej i Matki Bożej, danej nam za naszą Matkę jest „zawierzenie”.

 

Dlatego Ojciec Święty kontynuuje: „Maryjny wymiar życia ucznia Chrystusowego wypowiada się w sposób szczególny poprzez takie właśnie synowskie zawierzenie względem Bogarodzicy, które ma swój początek w testamencie Odkupiciela na Golgocie. Zawierzając się po synowsku Maryi, chrześcijanin – podobnie jak apostoł Jan – przyjmuje Matkę Chrystusa i wprowadza Ją w to wszystko, co stanowi jego własne życie wewnętrzne, w swoje ludzkie i chrześcijańskie : . Stara się on w ten sposób wejść w zbawczy zasięg tej macierzyńskiej miłości, poprzez którą Matka Odkupiciela opiekuje się braćmi swego Syna i współdziała w ich rodzeniu i wychowaniu wedle tej miary daru, jaka każdemu jest właściwa z mocy Ducha Chrystusowego. Tak też realizuje się owo macierzyństwo wedle Ducha, jakie stało się udziałem Maryi pod Krzyżem i w Wieczerniku” (RM 45).

 

Jeśli chrześcijanin wejdzie w ten „zbawczy zasięg macierzyńskiej miłości Maryi”, zostanie skierowany w stronę Chrystusa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie!” Dlaczego w Jego stronę? – Bo Maryja najlepiej wie, że Jezus jest „Drogą, Prawdą i Życiem” ( J 14,6), bo tylko On może dać człowiekowi życie wieczne (por. J 3,16). Jak bowiem pisze Jan Paweł II: „W stosunku do każdego chrześcijanina, do każdego człowieka, Maryja jest Tą, która pierwsza uwierzyła – i tą właśnie wiarą Oblubienicy i Matki pragnie oddziaływać na wszystkich, którzy Jej po synowsku się zawierzają. Im bardziej zaś trwają w tym zawierzeniu i postępują w nim, tym bardziej Maryja przybliża ich do niewypowiedzianych (por. Ef 3,8)” (RM 46).

 

Tak powinniśmy rozumieć nasz niepowtarzalny związek z Maryją, Matką i Królową, zjednoczeni z którą bezpiecznie powierzamy Chrystusowi nasze troski. Bez wątpienia wiele różnych trosk nosimy w swych sercach, jednak zasadniczą troską chrześcijanina jest staranie się i powierzanie Chrystusowi przez ręce Maryi troski o zbawienie własne i bliźnich: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane!” (Mt 6,33). Na „staraniu się o Królestwo Boże” powinniśmy skupić nasze wysiłki wiedząc, „że Najświętsza Boża Rodzicielka, nowa Ewa, Matka Kościoła, śpieszy spełnić z nieba macierzyńskie zadanie wobec członków Chrystusa, aby dopomóc do zrodzenia i pomnożenia życia Bożego w duszach ludzi odkupionych” (Credo Populi Dei, 15). Także wiedząc o tym, że Maryja po macierzyńsku uczestniczy w owej ciężkiej walce przeciw mocom ciemności, jaką musimy toczyć w ciągu całej historii naszego życia, oraz i o tym, że „Maryja, wzniosła Córa Syjonu, pomaga wszystkim swoim dzieciom, gdziekolwiek i w jakichkolwiek warunkach żyjącym, aby w Chrystusie znajdowali drogę do domu Ojca”(RM 47).

 

Rozważane dzisiaj treści przekonują nas, że mamy wiele motywów, aby powierzać z Maryją nasze troski Chrystusowi i czynić to w „duchu ewangelicznym”, zarówno troski nadprzyrodzone, jak i doczesne. A powierzyć, to znaczy „oddać z zawierzeniem” siebie, swoje problemy i troski Chrystusowi oraz przyjąć to, co On nam daje, z przekonaniem, że to jest najlepsze dla mnie i dla mojej wspólnoty. Wzór tego daje nam Maryja: Ona tylko „informuje” Jezusa: „Nie mają już wina!” (J 2,3). I to wszystko. Nie sugeruje Mu, co w tej sytuacji „powinien uczynić”. Podobnie zresztą postąpiły siostry Łazarza: posłały do Jezusa wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz” (J 11,3). I wystarcza im to, że Pan Jezus wie o ich problemie. Zdają się na Jego miłość z całym zaufaniem. O taką postawę musimy się starać i my: „Chcę tego, czego Ty chcesz; chcę dlatego, że Ty chcesz; chcę, jak Ty chcesz i jak długo chcesz…” (Modlitwa Klemensa XI ). Wtedy zwolna potrafimy bez reszty powierzyć nie tylko nasze troski, ale całych siebie Chrystusowi: „Przyjmij, Panie, całą moją wolność, przyjmij pamięć, rozum i całą wolę. Cokolwiek mam i posiadam, Tyś mi to dał. Wszystko to zwracam Tobie i całkowicie poddaję się panowaniu Twojej woli. Daj mi tylko miłość ku Tobie i Twoją łaskę, a będę dość bogaty; niczego więcej nie pragnę!” (Św. Ignacy Loyola).

 

Chodzi zatem o to, by dawać Chrystusowi „carte blanche” naszego życia. Mamy bowiem niekiedy pokusę, by ułożyć sobie „samodzielnie” program swojego życia i domagać się od Chrystusa, by się pod nim „podpisał”. Tymczasem postawa zawierzenia polega na tym, że daję Bogu „czystą kartę”, by On napisał program mego życia, ukazał to, czego ode mnie oczekuje, a ja „podpisuję się” – akceptuję bez reszty, powierzając się Jego świętej woli.

 
A czynię tak, bo wiem, że

„pomiędzy nami idziesz, Panie,

Po kamienistej drodze życia

I słuchasz słów zrodzonych z lęku

Przed jutrem pełnym tajemnicy.

Niech wiara, pokój i nadzieja

Napełnią dusze Twoich uczniów…

Niebawem skończy się wędrówka

I dzięki Twemu zmartwychwstaniu

Wejdziemy w progi domu Ojca,

Byś tam wieczerzał razem z nami”,

we wspólnocie z Twoją i naszą Matką

oraz ze wszystkimi Świętymi. Amen!

Ks. dr Andrzej Pękala