Wielkosobotnie oczekiwanie z bł. E. Bojanowskim

13-04-2017 | Kwadranse Edmundowe

To już ostatni dzień przed Wielkanocą, siódmy dzień Wielkiego Tygodnia – okresu upamiętniającego śmierć na krzyżu Jezusa Chrystusa i jego Zmartwychwstanie. Jednocześnie, jest to trzeci, ostatni dzień Triduum Paschalnego. Dla nas służebniczek ten siódmy dzień miesiąca jest dniem szczególnej pamięci o naszym Założycielu bł. Edmundzie Bojanowskim.

 

Tajemnica osobowości bł. Edmunda odsłania się najwyraźniej na tle Jego życia wewnętrznego, które budował na fundamencie Słowa Bożego i Sakramentów św., a zwłaszcza Eucharystii, która w sposób szczególny uobecnia Mękę Zbawiciela. Wśród wielu nabożeństw, jakie praktykował, szczególne miejsce w jego życiu zajmowało nabożeństwo do Męki Pańskiej. Nosił szkaplerz męki Pańskiej, co piątek przystępował do spowiedzi,   a także Komunii Świętej. Spojrzeniem głębokiej wiary dostrzegał osamotnionego i cierpiącego Zbawiciela w ludziach chorych i cierpiących, których często nawiedzał.

 

Wrażliwość Ojca Edmunda pozwalała mu także dostrzegać obecność Chrystusa umęczonego w otaczającym świecie. Nawet w najprostszych znakach i rzeczach potrafił dostrzec symbole męki Chrystusa.

 

W dzienniku czytamy:

 

 „Oglądałem dziś u sióstr w Ochronie kwiat męki Pańskiej, który się nader pięknie rozwinął. Najpierw są blado zielone listki, które otulają pękówkę, na nich stoją wilgotne kropelki, niby pot ogrojcowy, potem na nich leży wieniec błękitnych promieni ostrych, jakby cierniowa korona, ze środka tej korony sterczy pięć pręcików niby pięć ran, a nad tym wszystkim trzy ciemne leżące odnóżki w zupełnym podobieństwie do gwoździ. Wprawdzie trzeba było żywej wyobraźni pobożnej, aby w tym upatrzyć podobieństwo narzędzi męki pańskiej stąd nadać nazwę kwiatkowi, lecz istotnie dziwnie zestawione są te symbole czemuż by ich pobożna wyobraźnia w tym kwiecie upatrzyć nie mogła”.  ( Dz. 2 VII 1853) .

 

W innym miejscu zapisał:

 

 „Dziś pierwszy raz w tegorocznym Poście kupiłem obwarzanków i przypomniałem sobie com słyszał od kogoś, że one należą do licznych symboli męki Pańskiej i podobno w ich kształcie chciano przedstawić wiązkę powrozów foremną, którymi krępowano Zbawiciela” ( Dz. 3 III 1854).

 


Bł. Edmund Bojanowski czas Wielkiego Postu przeżywał zawsze w zjednoczeniu z cierpiącym Chrystusem starając się uczestniczyć w nabożeństwach Drogi Krzyżowej. Także Liturgię Wielkiego Tygodnia przeżywał bardzo głęboko.

 

Przyjrzyjmy się więc dziś Jego przeżywaniu tego wielkiego czasu zadumy nad tajemnicą męki i zmartwychwstania Jezusa. Szczególnie pochylmy się  w tej refleksji nad przeżywaniem przez niego Dnia Wielkiej Soboty, tego dnia ciszy, zapowiadającej bliskie już zwycięstwo Jezusa nad śmiercią. Czyniąc to pamiętajmy, że Wielka Sobota,  jest wstępem, drzwiami do radości Zmartwychwstania Jezusa w naszym życiu i w naszym sercu .
Sobota to czas czuwania i straży nad grobem Jezusa. W Niedzielę rano Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Salome odkryją,  że grób jest otwarty a Jezusa w nim nie ma. Także i nasz Ojciec Założyciel był człowiekiem czuwającym, czuwającym wiernie  na modlitwie, człowiekiem głębokiej wiary.

Jako człowiek modlitwy i zawierzenia, moc i siłę do życia opartego na Ewangelii czerpał z pełnego, niemal codziennego uczestniczenia we Mszy Św., a to wymagało przecież wielkiego wysiłku.

 

W dzienniku czytamy:

 

„Przeprawa była trudna: gdzieniegdzie trzeba było brnąć w śniegu bez najmniejszego toru, do tego wicher i zamieć utrudniały iście. Zdyszany i spocony przebrnąłem wreszcie do kościoła. Byłem na Mszy i u spowiedzi”.

 

 Dzień bez Eucharystii wydawał mu się stracony, nie dający chęci i zapału do pracy:

 

„Przekonałem się, jak to przyzwyczajenie do nawiedzania kościoła staje się potrzebą wewnętrzną i każde opuszczenie rodzi jakiś niesmak i stępia ochotę do wykonywania codziennych zatrudnień”

 

Wielka Sobota to czas oczekiwania na Zmartwychwstanie. Od samego rana w Wielką Sobotę odbywa się adoracja Najświętszego Sakramentu złożonego do Grobu. Wierni oddają pokłon krzyżowi oraz odbywa się święcenie pokarmów. Wielka Sobota jest, obok Wielkiego Piątku, jednym z dwóch dni w roku kiedy nie odprawia się Mszy Świętej.

 

Nasz Bł. Założyciel rozumiejąc ogromną wartość Komunii świętej w życiu duchowym, starał się przyjmować ją tak często, jak tylko pozwalały na to ówczesne przepisy kościelne. Niejednokrotnie wiele godzin trwał na adoracji Najświętszego Sakramentu, ucząc się od Chrystusa Eucharystycznego całkowitego zgadzania się z wolą Bożą, przyjmowania tego, co trudne”.

 

Czerpał z Eucharystii siłę do pokonywania codziennych trudności i wyzwań. Rozumiał, że jest ona źródłem i centrum życia chrześcijańskiego. Do kościoła wcale nie miał blisko. Żeby zdążyć na czas musiał wyjść odpowiednio wcześniej – a przeważnie chodził pieszo. Spędzał również sporo czasu na adoracji Najświętszego Sakramentu.

 

W dzienniku  pod datą Wielka Sobota 15.04.1854r. bł. Edmund zapisał:

 

„Poszedłem do kościoła po ósmej, byłem na całem długiem dzisiejszem wielkosobotnim nabożeństwie… Przyszedłszy do Instytutu… nawiedziłem grób ustrojony w naszej kaplicy. Muszę wyznać, że mię wielce ujęło nader gustowne i piękne ubranie grobu. W przyćmionej kaplicy owe grupy wybornie zrobionych świerków z drzewek gwiazdkowych, kępy białych lilii i wijące się bluszcze nad wgłębieniem grobu, oświecone błękitną lampą wiszącą, prześlicznie się wydawały”

 

W kolejną z Wielkich Sobót, pod datą 27.03.1869r. bł. Edmund zapisał:

 

„Pogoda. Całą noc miałem kurcz. Od ½ 9-tej do 11-tej byłem u Św. Marcina na nabożeństwie i u Komunii św. Wróciłem chory. … Kurcz cały dzień mnie męczył”.

 

 Tak więc, nie zważając nawet na swe dolegliwości, pragnął bł. Edmund przygotować się duchowo przez modlitwę i jednoczenie się z Jezusem w Komunii św. do przeżywania radości Zmartwychwstania Pańskiego.

 

Pod datą 16.04. 1870r. (Wielka Sobota) czytamy:

 

„Pomrocznie, dżdżysto, po południu przepogadza się. Byłem słaby… Rezurekcja od 8-mej do 10-tej wieczorem w tumie”.

 

Nie szczędził nigdy zdrowia, sił i czasu, by móc udać się do świątyni na spotkanie z Bogiem. By jeszcze ściślej zjednoczyć z Nim swe życie i zawierzyć się Jego miłosiernym dłoniom, by nie zbłądzić wśród ciemności tego świata…  i nie ulec podszeptom złego!

 

W dzienniku pod datą 7- 8. 04. 1855r. Ojciec Edmund zapisał:

 

„ Wieczorem zamgliło się powietrze i deszcz gęsto padać zaczął. Posiedziawszy do 11-tej, wyjechałem na rezurekcję. Noc ogromnie była ciemna. Prześliczny był widok klasztoru oświetlonego, który jak wielka latarnia morska przyświecał  w ciemności.

 

 O samej 12-tej w nocy, jak zwykle, zaczęła się procesja rezurekcyjna O 1-szej zaczęta jutrznia trwała do 2-giej. Potem poszedłem z ks. Szułczyńskim do jego celi i dopiero około 3-ciej położyłem się…”.

 

Natomiast pod datą 04.04.1858r. czytamy:

 

„Wczoraj o pół do 12-tej w nocy poszedłem na rezorekcję do klasztoru. Byłem na jutrzni do 2-giej z nocy w kościele, potem przespałem się niec… u ks. Szułczyńskiego. Po 4-tej wyjechaliśmy na rezorekcję do fary, która się tam o 5-tej zaczęła. Gdy ks. Szułczyński jutrznię zaczął, poszedłem do Instytutu, pomodliłem się w kaplicy i obejrzałem zastawione święcenie instytutowe. Bóg miłosierny dał wystarczającą obfitość… Poszedłem o ½ do 7-mej do klasztoru na prymarię. Byłem na kazaniu i Mszy godzinkowej, podczas której przyjąłem Komunię św. Wróciwszy do domu pieszo…”.

 

Dla pogrążonych w żałobie po Wielkim Piątku uczniów Jezusa dzisiejszy dzień był dniem największej próby. Dla współczesnych Wielka Sobota jest dniem ciszy i oczekiwania na Zmartwychwstanie.  

 

Według Tradycji apostołowie rozpierzchli się po śmierci Jezusa, a jedyną osobą, która wytrwała w wierze, była Bogurodzica. Dlatego też każda sobota jest w Kościele dniem maryjnym.

 

 „Bez Niej trudno byłoby żyć na świecie” – to słowa zapisane przez bł. Edmunda. On pokochał Maryję i powierzył Jej całe swoje życie. Niepokalaną nazywał swoją Panią, Doradczynią i Matką. Jej powierzał wszystkie swoje dążenia i plany. Do Niej przychodził ze wszystkim, co przeżywał – w radości i w cierpieniu.

 

 Pisał w Dzienniku:

 

„Stoi przede mną na stoliku krzyż, stoi biała figurka Najświętszej Panny. Do Nich się ucieknę i w modlitwie będę szukał pociechy (Dz. 13.V.1853).

 

Nasz Ojciec Założyciel w swym życiu bardzo umiłował Maryję, do Niej się uciekał po radę i światło, u Niej szukając pocieszenia… i to właśnie Jej opiece powierzył nasze Zgromadzenie! Właśnie Ona ma być dla każdej Służebniczki, czyli dla każdej z nas wzorem, wzorem wiernego trwania przy Jezusie – tak jak Ona do końca…            

                                        

Wpatrzony w Maryję wytrwał przy krzyżu Jezusa … Z niego czerpał moc i siłę zwłaszcza w chwilach trudu i cierpienia… Z nim złączył całe swoje życie.

 

Tradycją Wielkiej Soboty jest także, zwyczaj poświęcenia pokarmów wielkanocnych: chleba – na pamiątkę tego, którym Jezus nakarmił tłumy na pustyni; mięsa – na pamiątkę baranka paschalnego, którego spożywał Jezus podczas uczty paschalnej z uczniami w Wieczerniku oraz jajek, które symbolizują nowe życie.

 

W dzienniku pod datą 16 IV 1854 r. Edmund zapisał:

 

 „Po procesji i jutrzni pojechałem znowu z Księdzem Szułczyńskim do kaplicy Instytutowej na Mszę Św. o szóstej i przystąpiwszy z siostrami i Magdalenką do Komunii Św. byłem na kawie z ks. Szułczyńskim. Potem w refektarzu sióstr przy zastawionem święceniu ubogim podzieliwszy się jajkiem z siostrami poszliśmy na górę dzielić się także jajkiem z wszystkimi chorymi i sierotami”.

 

Wielkanoc zaczyna się w sobotę po zachodzie słońca. Rozpoczyna ją liturgia światła. Na zewnątrz kościoła kapłan święci ogień, od którego następnie zapala się Paschał – wielką woskową świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. Na paschale kapłan żłobi znak krzyża, wypowiadając słowa: „Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen”. Umieszcza się tam również pięć ozdobnych czerwonych gwoździ, symbolizujących rany Chrystusa oraz aktualną datę.

 

Następnie Paschał ten wnosi się do okrytej mrokiem świątyni, a wierni zapalają od niego swoje świece, przekazując sobie wzajemnie światło. Niezwykle wymowny jest widok rozszerzającej się jasności, która w końcu wypełnia cały kościół.

 

Bł. Edmund zapisał:

 

 „ Wczoraj w nocy przy księżycu poszedłem wpół do dwunastej do kościoła na rezurekcję. Noc pogodna sprowadziła mnóstwo ludzi. Procesja zaczęta o samej północy, była prześliczna. Śpiew Zmartwychwstania rozlegał się po ciemnym kościele. Około pierwszej zaczęła się Jutrznia.”

 

Księża przy świecach zasiedli w ławkach i ja przy mojej świeczce u ołtarza Najświętszej Panny Bolesnej.

Tak więc Wigilia Paschalna kończy się Eucharystią i procesją rezurekcyjną. Procesja ta pierwotnie obchodziła cmentarz, który zwykle znajdował się w pobliżu kościoła, by oznajmić leżącym w grobach, że Chrystus zmartwychwstał i zwyciężył śmierć. Ze względów praktycznych w wielu miejscach w Polsce procesja rezurekcyjna nie odbywa się w Noc Zmartwychwstania, ale przenoszona jest na niedzielny poranek.

 

W dzienniku pod datą  16 IV 1854 r. czytamy:

 

„O drugiej poszliśmy na spoczynek. Przed czwartą zastukano do drzwi, donosząc, że bryczka już zaprzężona czeka na nas, którą natychmiast pojechaliśmy na rezurekcję do Fary. I tu procesja była prześliczna wokół kościoła, po cmentarzu, przy purpurowym blasku wschodzącego słońca”.

 

Ojcze Edmundzie, dziś zwracamy się do Ciebie jako przykładu prostej i głębokiej modlitwy.  Całe Twoje życie było nią przepojone. Modlitwa była dla Ciebie siłą. Potrafiłeś modlić się „już nie słowami i myślą, tylko samym sercem    i pełnością ducha” (Dz. 30.08.1854). U kresu życia trwałeś w nieustannej modlitwie, w zjednoczeniu z Bogiem: „Modlitwę kończę – którą nie wiem kiedy zacząłem” (Wspomn. s.36). Naucz nas, ukochany Ojcze, takiej żarliwej i przemieniającej modlitwy. Pragniemy, trwać przy Bogu i przed Bogiem jak Ty. Wyproś nam u Boga łaskę modlitwy nieustannej, głębokiej i prawdziwej, która będzie dla nas siłą do trwania na drodze naszego powołania. Siłą w chwilach cierpienia…

 

Wierzymy głęboko, że dziś w niebie śpiewasz Bogu Exultet, na chwałę!!! Wierzymy, że weselisz się wraz z  zastępami Aniołów w niebie! Weselisz się jako wierny sługa Boga!

 

Dziś dziękujemy Ci Ojcze za przykład Twego życia całkowicie oddanego Bogu! Całkowicie z Nim zjednoczonego!!! Dziękujemy, że dzięki Tobie na tej ziemi brzmiały dzwony głoszące zbawienie, że Król tak wielki odniósł zwycięstwo!”.

 

Amen.

 

(opracowała s. M. Bernadetta Dąbrowska)

 

Foto:  morguefile.com