Malformed header from CGI script: JPEG datastream contains no image Set-Cookie: wfvt_1414168468=58d621aa558d3; expires=Sat, 25-Mar-2017 08:22:10 GMT; path=/; httponly Link: ; rel="https://api.w.org/" Link: ; rel=shortlink Content-Type: text/html; charset=UTF-8 Służebniczki Dębickie

Wakacje za nami …

03-09-2016 | Warto przeczytać

Wakacje za nami. W tym roku był to szczególny czas Młodości i Miłosierdzia. Słowa Papieża Franciszka, jak chociażby o schodzeniu z kanapy, pozostawione na naszej Polskiej ziemi do młodych całego świata jeszcze długo będziemy rozważać i wspominać. Ale to byłoby za mało trzeba wprowadzać je w czyn. Takim krokiem zajścia z kanapy i wyruszenia w dobrych butach na przygodę życia były rekolekcje w Krościenku nad Dunajcem w dniach od 16.08 do 22.08 kończące się uczestnictwem w pierwszych i wieczystych ślubach Sióstr Służebniczek.

 

Jak było?

 

Jak Jezus dotykał serc uczestniczek możemy odczytać ze świadectw złożonych po rekolekcjach….

…… rekolekcje były dla mnie czasem owocnym, ponieważ zbliżyły mnie do Chrystusa. Bardzo podobały mi się Msze Święte w Krościenku, kazania o. Artura . Wycieczki w góry i prowadzone tam przez Ojca konferencje sprawiały, że dużo myślałam o Chrystusie, moim życiu i pokazały mi, że mimo tego tempa życia jakie jest nam narzucane, można żyć z Bogiem w sercu. Rekolekcje w Krościenku bardzo mnie wyciszyły i odnalazłam drogę do Boga. Pozwoliły odciąć się od codzienności i rutyny oraz dodały mi sił do dalszego życia w Chrystusie. Bardzo mi się podobało i oczekuję na więcej.

Ola

Mam na imię Marta, mam 14 lat i mieszkam w Gostyniu (niedaleko Poznania). Na rekolekcjach w Krościenku byłam po raz drugi, ale w tym roku były one wyjątkowe. Może dlatego, że jestem już starsza, a może dlatego, że znałam już więcej osób, a może dlatego, że zajęcia które miałyśmy w tym roku bardziej mi przypadły do gustu.
W Krościenku śpimy obowiązkowo u sióstr służebniczek, które zawsze miło nas goszczą i gotują nam pyszne posiłki, chociaż nie dajemy się im wyspać. Po podróży (w moim przypadku była to jazda autobusem od godziny dwudziestej drugiej do ósmej rano) mogłyśmy coś zjeść i się wyspać. Przez cały pierwszy dzień zjeżdżały się dziewczyny z różnych stron Polski. Gdy wszyscy już dotarli na miejsce, spotkałyśmy się w salce celem poznania i losowałyśmy cichego przyjaciela, czyli osobę za którą mamy się modlić przez czas rekolekcji, porozmawiać z nią albo w czymś jej pomóc.

 

Stałym fragmentem każdego dnia była Msza Święta, w którą każdy włączał się jak umiał, niektórzy czytali Pismo Święte, inni śpiewali psalm lub piosenki, a jeszcze inni grali na instrumentach. Niezapomnianym momentem było także wspólne oglądanie filmów. Na tych rekolekcjach obejrzałyśmy wzruszający film ,,Camp”, który każdej z nas zapadł w pamięci. Ja zapamiętałam myśl, że nawet, jeśli nie lubimy jakiejś osoby, to trzeba znaleźć w niej chociaż jedną, dobrą cechę. Kolejny film nosił tytuł ,,Siła modlitwy” i opowiadał o starszej pani, która miała bardzo silną wiarę i każdego dnia modliła się w swojej garderobie na podstawie Pisma Świętego i pomagała innej osobie tak samo się modlić i wierzyć.

Jeśli ktoś nie lubi chodzić albo być brudnym, to nie będzie mu łatwo w Krościenku, bo każdego dnia miałyśmy jakąś wyprawę. Drugiego dnia była to wyprawa do Czerwonego Klasztoru, który znajduje się w Słowacji, niedaleko Szczawnicy. Każdy kto chciał mógł go zwiedzić, a było warto. Było tam naprawdę pięknie, choćby dlatego, że jest on położony w miejscu, z którego rozciąga się piękny widok na Trzy Korony. Zawsze podczas wędrówki zatrzymywałyśmy się na konferencję, którą prowadził Ojciec rekolekcjonista z zakonu redemptorystów. Każda z nich była oparta na fragmencie Pisma Świętego, który czytałyśmy rano. Podczas marszu drugiego dnia zrobiłyśmy też postój na osobiste rozważanie fragmentu Pisma Świętego o modlitwie w Ogrójcu Pana Jezusa oraz o naszej modlitwie. Trzeciego dnia wyruszyłyśmy na podbój gór. Była to wyprawa do Litmanovej. Tego dnia było wiele przygód. Na początku bardzo dobrze się szło, aż do stromego podejścia. To nie było przyjemne, ale po drodze spotkałyśmy śliczne pieski i szybko zapomniałyśmy o zmęczeniu. Nagrodą za wysiłek były piękne widoki. Potem szłyśmy raczej płasko, ale i tu można było poczuć trochę adrenaliny. Niestety nawet siostry potrafią czasem się zgubić. Poprowadzone przez słowackiego górala i z pomocą polskiej rodziny, szłyśmy łąkami, ale nie to zapamiętam najbardziej, bo największą przygodą było skakanie przez błoto. Nie raz, nie dwa, ale trzy razy skakałyśmy. Nikt nie wyszedł z tego bez ubrudzonych butów, a siostra Kasia bez ubrudzonego habitu. Nie była sama, bo kilka dziewczyn też miała brudne spodnie. Zmęczone, brudne, głodne i ze stratami (w moim przypadku z zepsutym zamkiem w plecaku ), ale szczęśliwe, dotarłyśmy do Niepokalanej. Nagrodą był ciepły posiłek, pamiątki, uczestnictwo we Mszy Świętej, woda z cudownego źródełka i poznanie historii tego miejsca. Dowiedziałyśmy się, że Matka Boża ukazała się tu kilka razy na ławeczce. Prosiła o odmawianie różańca, czystość i miłość do siebie wzajemnie.

Czwartego dnia przebyłyśmy o wiele krótszą drogę, bo poszłyśmy do siedziby Ruchu Światło – Życie w Krościenku. Dowiedziałyśmy się o historii tego miejsca oraz czym jest krucjata wyzwolenia człowieka. Jest to postanowienie nie spożywania, nie kupowania, nie częstowania alkoholem, modlitwy za uzależnionych i głoszenia Ewangelii. Jeśli nie ma się osiemnastu lat, można wejść do krucjaty na rok, a gdy już ukończy się osiemnasty rok życia, można podpisać krucjatę na całe życie. Ja podpisałam i polecam wszystkim, bo alkohol nie jest obowiązkowy ani nie trzeba pić, żeby dobrze się bawić, a nawet lepiej można się bawić bez niego. Gdy byłam w tym miejscu dwa lata temu, nie zwróciłam szczególnej uwagi, że przybywają tu osoby na rekolekcje piętnastodniowe i stwierdziłam, że to jest moje nowe marzenie – przyjechać na oazę. Gdy miałyśmy czas wolny i usłyszałam moją ulubioną piosenkę Lifhouse ,,Everything”, pobiegłam za kościół, gdzie była scena i trwała właśnie pantomima, którą wystawiały osoby z oazy i postanowiłam przyjechać na oazę już w następnym roku. Usłyszałam tam świadectwo pewnego chłopaka, który tłumaczył czym jest oaza i krucjata. Następnie wspólnie wyznaliśmy Boga, jako naszego Pana i śpiewaliśmy, a nawet tańczyliśmy belgijkę. To było niesamowite. Pisałyśmy też list do Pana Boga. Mogłyśmy pisać o wszystkim: o swojej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, o swoich lękach, ranach, smutkach i radościach. Mogłyśmy o coś Go prosić, za coś dziękować albo przeprosić. To też na pewno zostanie w moich wspomnieniach. Następnie wieczorem po adoracji, w ciszy, każda z nas oddawała list przed Najświętszy Sakrament i mogła chwilę przy nim poklęczeć i porozmawiać. Listy można było później spalić albo wziąć do domu. Taką adorację też miałyśmy prawie codziennie. Drugiego dnia była adoracja w ciszy i następnie wspólne śpiewy, a na koniec każda z nas brała muszelkę dla siebie i drugą dla kogoś bliskiego, w której było oznaczenie fragmentu z Pisma Świętego i później szukałyśmy tego fragmentu w Piśmie Świętym. Mój fragment bardzo mi się spodobał, aż tak, że go zaznaczyłam w moim Piśmie Świętym. Po adoracji siostra czytała nam czasami bajkę z mądrą puentą. Kolejnego dnia była adoracja z rozważaniem Pisma Świętego. Najpierw wszystkie rozważałyśmy wspólny fragment, a potem losowo wybierałyśmy kolejne. Trafiłam na fragment, dzięki któremu dowiedziałam się co muszę zmienić w moim życiu i co robię źle. Najbardziej utkwiło mi w pamięci zdanie, że mamy traktować innych tak, jak my byśmy chcieli być traktowani. Tak mi się spodobało czytanie Pisma Świętego, że kiedy Ojciec rekolekcjonista kończył adorację, chciałam pytać dlaczego tak mało czasu miałyśmy na jego rozważanie. Od tej chwili postanowiłam codziennie czytać Słowo Boże i zaznaczać najważniejsze fragmenty. Na koniec część z nas wystawiła pantomimę dla reszty dziewczyn i sióstr, które tak, jak i również Ojciec rekolekcjonista otrzymały prezenty w podziękowaniu za rekolekcje.

 

Ostatnie dwa dni spędziłyśmy w Dębicy, gdzie najpierw uczestniczyłyśmy w pierwszych ślubach dwóch sióstr, dla których podczas obiadu przygotowałyśmy przedstawienie o muszli. Mogę się pochwalić, że grałam konia oraz zbójnika. Było bardzo zabawnie, ale także pouczająco, a każdy z gości oraz siostry otrzymały muszlę lub ciasteczko z fragmentem Pisma Świętego. Następnie dziewczyny zatańczyły, a na koniec wspólnie zaśpiewałyśmy piosenkę ,,Pobiegnij ze mną do Galilei” oraz ,,Schowaj mnie”. Wszystkim bardzo spodobał się nasz występ. Tego samego dnia miałyśmy jeszcze spotkanie z siostrą z Polski, która pracuje w Boliwii oraz z dwoma siostrami z Boliwii. Opowiadały o swoim powołaniu i życiu zakonnym. Na to spotkanie przyszły też siostry, które tego dnia składały pierwsze śluby oraz te, które składały śluby wieczyste następnego dnia. Było bardzo ciekawie oraz zabawnie. Później siostra Kasia, siostra Basia i siostra Teresa, która pracuje w Peru śpiewały wspólnie piosenki i grały na gitarze. Tego też na pewno nie zapomnę, do dziś gdy sobie to przypominam, uśmiecham się do siebie. Następnego dnia uczestniczyłyśmy w ślubach wieczystych i uroczystym obiedzie, po którym musiałyśmy szybko pożegnać, żeby zdążyć na pociąg. Najbardziej w tych ślubach podobał mi się moment, w którym siostry po Mszy wychodziły, a wszyscy im klaskali i towarzyszył im marsz weselny. Wtedy uświadomiłam sobie, że w sumie to one też mają Męża, tylko idealnego, najbardziej kochającego – Boga żywego.

 

Po co są te wyjazdy? Pewnie po to, żeby znaleźć swoje powołanie. Nie musi to być powołanie zakonne, ważne, żeby robić w życiu to co lubimy i jesteśmy do tego powołani. Może to być sens życia, zawód, który będziemy wykonywać albo coś innego. Siostry zachwycają nas i zarażają swoją radością, miłością oraz bezinteresownością. Po tych rekolekcjach nie tylko ja, ale również inne dziewczyny często zastanawiamy się nad życiem w zakonie. Wiem, że to za wcześnie i może nawet nie na serio, ale chciałabym mieć tyle radości i miłości co siostry. Naprawdę polecam przyjechać na rekolekcje do Krościenka. Nigdy nie zapomnisz tego czasu i tych ludzi. Nie bój się, że siostry wciągną cię do zakonu, bo nic na siłę i nie przejmuj się jeśli siostra Kasia powie ci, że będziesz siostrą zakonną, bo nie jesteś jedyną osoba, która to usłyszała, a jeśli po tych rekolekcjach częściej zaczniesz się zastanawiać nad pójściem do zakonu to się nie bój, bo to ty zdecydujesz, czy pójdziesz, czy nie i nikt inny, a może właśnie to jest właściwa droga. Te rekolekcje są niesamowite i mogą zmienić twoje życie, więc może warto zaryzykować i przyjechać ? Zachęcam cię, bo byłam już i wiem, że naprawdę warto, więc może do zobaczenia za rok albo za dwa.

Marta

 

Rekolekcje w Krościenku są dla mnie czasem, rozwijania mojej relacji z Bogiem. Byłam już 2 razy i zawsze wracałam wzbogacona i bardzo szczęśliwa. Mieszkam w Warszawie więc tydzień w cichej miejscowości w górach pozwala mi się wyciszyć i pobyć z Bogiem sam na sam.Oprócz ciszy i skupienia zawsze jest okazja spotkania Pana Boga w drugim człowieku. Poznałam wielu wspaniałych ludzi od których mogłam uczyć się wiary poprzez poznanie ich historii. Był to czas radości, zawiązywania się nowych przyjaźni i wspólnych wypraw w Pieniny. Bardzo wiele dały mi konferencje prowadzone w tym roku przez naprawdę sympatycznego o. Artura, które mi uświadomiły że mam dużo do nadrobienia. Mogę powiedzieć, że nauczyłam się modlić z Biblią, a zawsze miałam z tym problem. W tym roku najbardziej podobało mi się pisanie listu do Jezusa, jako naszego przyjaciela. Stało się to dla mnie naprawdę ważne. Ostatnie dni spędziliśmy w Dębicy, gdzie miałyśmy okazję uczestniczyć w ślubach zakonnych. Była to bardzo wzruszająca uroczystość. Dziękuję Panu Bogu za to, że mogłam uczestniczyć w takich rekolekcjach, bo naprawdę było warto.

Zuzia