Przejrzeć to zrozumieć że Bóg potrzebuje mnie!

Dokładnie pamiętam dzień kiedy opuszczałem moje okolice, by wyruszać w życie, by realizować swoje plany marzenia, by zaczynać dorastać. Jakby przed oczami stawał mój dom rodzinny, każdy pokój, każdy mebel, każdy kąt tak bardzo bliski.

 
Ale jest w człowieku pewna siła, jest w człowieku moment kiedy on sam wie, że trzeba iść pod prąd… Takim był dla mnie rok 1832 kiedy dołączyłem do grona studentów Uniwersytetu Wrocławskiego. Jakbym dostał skrzydeł – to czas upragniony by realizować siebie. Tak wtedy myślałem.

 
To nie przypadek, że właśnie tam miałem rozwijać swoje zdolności, spotykać nowych ludzi. Bo w chrześcijaństwie nie ma przypadków, trzeba mieć tę świadomość zawsze ilekroć coś zmienia się w naszym życiu, ilekroć budzimy się każdego dnia. Bóg ma plan, ale bez nas nie może go zrealizować.

 
Wrocław zaczął mnie fascynować, tam szeroko otwierałem oczy i serce na wiedzę, na to co słyszę, czytam, o czym rozmawiam. To fascynujące uczucie, kiedy człowiek wie, że to co zrobił, jaką podjął decyzję ma sens. Ponadto sprawia radość, otwiera oczy i aż chce się wołać: Jak Pięknie jest żyć!!!

 
Wykłady powodowały we mnie jeszcze większą pasję życia, jeszcze bardziej ciągnęło mnie do pisania, do szukania natchnienia, do rozmów z ludźmi.
Czułem się ponadto zdrowszy niż zwykle i chyba zacząłem rozumieć słowa mojego Mistrza młodości, który pisał mi: „Chciałbym Cię widzieć jako osobowość wielką. Bóg nie poskąpił Ci żadnego daru, jakiego nie dał innym, chociażby tego chcieli; bądź Mu wdzięczny przez czyny godne Jego wielkości i godne naszej nieszczęśliwej Ojczyzny” (List do Edmunda Bojanowskiego).

 
Ta myśl, by uczynić swoje życie darem wdzięcznym Bogu, coraz bardziej mnie przenikała. Po ludzku muszę powiedzieć, że we Wrocławiu czułem się dobrze, to tak jakby ktoś dodał mi skrzydeł. Próbowałem pisać, tłumaczyć dzieła a ponadto był to okres poszukiwania prawdy i rozszerzania horyzontów myślowych. W wielkim mieście Bóg jednak pozwolił mi przejrzeć. Pomogła mi w tym ukształtowana w domu wrażliwość na sprawy innych.
Tam pośród wielkiego świata, pośród piękna literatury czułem wezwanie, by otwierać oczy na innych, na ich sprawy. Moje przejrzenie, moje Jerycho to zrozumienie, że „Trzeba dotknąć nędzy. To nie to samo, co pisać czy udzielać rad. Trzeba po prostu ofiarować samego siebie tym wszystkim, którzy nas potrzebują”.

 
Wiesz, dlaczego…, bo życie piękne ma człowiek tylko wtedy, kiedy jest otwarty na Boga. Czyli jest otwarty na to, że to On wybiera czas i miejsce doświadczenia Jego Miłości pozwalającej przejrzeć.
Przejrzeć to zrozumieć, że Bóg potrzebuje mnie! Przejrzeć to pozwolić, by On usłyszał Twoje wezwanie „ulituj się nade mną”.

 

W czasie tego Adwentu chcę prosić Cię o to, byś spojrzała w Boże lusterko.

 
Wiem, nie zawsze lubimy patrzeć a lusterko czasami jest tym odzwierciedleniem wyrzutu, że tego czy tamtego brakuje. Ja XIX wieczny młodzieniec, człowiek jak Ty, chcący żyć pełnią życia, proszę i zachęcam do spojrzenia w lustro Jezusowe, spojrzenia w oczy Jezusa. Przejrzeć to powoli rozumieć swoją drogę.

 

Bł. Edmund Bojanowski

 

Foto: morguefile.com