Pamiętając o ubogich – czytając Dziennik bł. Edmunda Bojanowskiego.

Bł. Edmund miał serce  bardzo wrażliwe na potrzeby innych. Nie tylko rozdawał swój majątek, ale przede wszystkim dzielił się sobą. Ewangeliczne wezwanie do miłości miłosiernej przekładał w codzienności na język konkretów. Obdarowany przez Boga talentem literacki przełożył go na służbę potrzebującym, dla których z każdym dniem wzrastając w wierze dzielił się tym co miał.

 

 Jak to czynił niech ukażą jego zapisane karty z Dziennika:

 

Dziennik bł. Edmund Bojanowski: Środa 20 kwietnia 1853 r.

 

Wieczór pogodny, księżyc jasno świecił. O 9 tej spostrzegliśmy ogień (…), po chwili zajaśniał jak jaskrawo wschodząca pełnia księżyca i wyraźnie rzucał światło na gospodarcze budynki. Był to wiatrak tamtejszy, który podobno wskutek podpalenia spłonął. Przykre na mnie uczyniło wrażenie ociąganie się ludzi do pośpieszenia ku ratunkowi. Wyszli z domów, popatrzyli i spokojnie spać poszli. Dawniej w takowych razach pamiętam większy udział: gdziekolwiek o mile i dalej pokazał się pożar, spieszyli konno panowie, na wozach i pieszo wieśniacy. (…) Pewnie główna przyczyna tkwi w samolubnej obojętności na cudze nieszczęście, która to obojętność w sposób zastraszający rośnie w naszych czasach i tłumi wszelkie szlachetniejsze uczucie miłości bliźniego.

 

Dziennik bł. Edmunda Bojanowskiego Niedziela, 21 stycznia 1855 r.

 

Po sumie poszedłem z kościoła do Instytutu, aby być przy pierwszym dzisiaj rozdawaniu zupy dla ubogich. Zastałem gromadę biedaków z garnczkami i dzbankami. Zupa z pełnego kotła nie tylko wystarczyła na 100 ubogich, ale jeszcze kilkunastu nadkompletnych dostało pożywienie. Zatrudniłem się podawaniem strawy ubogim i sam zjadłem zamiast obiadu pół porcji zupy, która mi bardzo smakowała.

 

Dziennik bł. Edmunda Bojanowskiego Sobota, 20 października 1855 r.

 

Byłem w kościele i w Instytucie. W drodze zobaczyłem przy ogrodzie, w rowie leżącą starkę ubogą, która służyła u tutejszego nauczyciela, a teraz oddalona, nie znalazła u nikogo we wsi przytułku i od dni kilku, dnie i noce leży pod gołym niebem. Oto nowy owoc cywilizacji sławionej naszych czasów! Nie posiadałem się od żalu na ten okropny widok. Ale zarazem miło mi było widzieć obok owej nieszczęśliwej, stojącą wieśniaczkę z garneczkiem, w którym jej śniadanie przyniosła. Wszędzie i zawsze kobiety jeszcze najpochopniejsze do miłosiernego uczynku.

 

Dziennik bł. Edmunda Bojanowskiego Poniedziałek, 20 listopada 1854 r.

 

Dowiedziałem się, że w przeszły poniedziałek i wtorek, kiedy owa zamieć śnieżna była, umarzło dwóch fornali z Pudliszek, wiozących drzewo oraz jakaś kobieta pomiędzy Pudliszkami i Krobią, i jeszcze jakaś dziewczyna pomiędzy. Mój Boże! Jakże ci biedacy często z nędzy marnieją, a my myślimy o fetach, imieninach, polowaniach, tylko nie o biednych bliźnich

 

 Dziennik bł. Edmunda Bojanowskiego Poniedziałek, 4 czerwca 1855 r.

 

Przyszła do mnie matka Jagusi. Przybyła wczoraj do Podrzecza i przez całą uroczystość wczorajszą była w kościele, o czym nic nie wiedziałem. Nie mając jej czym poczęstować, dałem złotówkę na posiłek w drodze. Jagusia przy pożegnaniu nie mając nic do dania ukochanej matce, urwała najładniejszy kwiat z ogródka i ten przynajmniej ofiarowała jej na drogę. Niechże tu kto powie, że delikatnych uczuć nie ma w naszym wiejskim ludzie!

 

Ojcze Edmundzie, módl się za nas o łaskę serca otwartego, byśmy w biednych dostrzegały rysy Chrystusa – bezbronnego w stajence i cierpiącego na krzyżu. Wspieraj nas i módl się, by na końcu życia i o nas można było powiedzieć: całe ich życie  „to jeden wątek miłości, to ciągła pamięć  o tym, który cierpi, a zapominanie o sobie, to ustawiczne miłosierdzie”. 

 

s. M. Katarzyna Szulc