Nowicjuszki pielgrzymują śladami Ojca Założyciela

W naszym Zgromadzeniu jest już niemalże tradycją nowicjacki wyjazd na Szlak Edmundowy. Również nasze grono nowicjatu wraz z S. Mistrzyni odbyło pielgrzymkę śladami bł. Edmunda Bojanowskiego.

 

Każdy dzień rozpoczynałyśmy Mszą Świętą w Bazylice Świętogórskiej. Pierwszym miejscem, które odwiedziłyśmy była Górka Duchowna, w której bł. Edmund przeżył ostatnie piętnaście miesięcy swojego ziemskiego życia. Było to dla nas wyjątkowe miejsce, w którym wspólnie pomodliłyśmy się przed obrazem Matki Bożej Pocieszenia, odmawiając litanię ułożoną przez Ojca. Spędziłyśmy też czas w pokoju, w którym mieszkał nasz Założyciel rozmyślając nad ostatnimi słowami, które zostawił dla każdej służebniczki. Myślą, która we mnie pozostała było zdanie: „Siostro co oznacza to, że jesteś dla mnie siostrą?” Jest to pytanie na które odpowiadam sobie do tej pory i którego nie chciałabym zapomnieć. W tym samym dniu wyjechałyśmy również do wyremontowanego już pierwszego nowicjatu w Jaszkowie. W kościele pw. św. Barbary zmówiłyśmy wspólnie nieszpory i nawiedziłyśmy jaszkowski cmentarz powierzając Bogu nasze poprzedniczki i prosząc o ich wstawiennictwo za nami.

 

Miałyśmy okazję tak jak kiedyś bł. Edmund przejść pieszo z Gostynia do Grabonogu, gdzie mogłyśmy zwiedzić dworek i przez zobaczenie umieszczonych tam eksponatów wyobrazić sobie czasy, w których żył nasz Ojciec oraz przypomnieć sobie historię Jego życia. Przejeżdżając przez Podrzecze zobaczyłyśmy dom w którym znajdowała się kiedyś pierwsza ochronka oraz odwiedziłyśmy siostry wielkopolskie. U sióstr zwiedziłyśmy  ochronkę i spotkałyśmy się na krótką chwilę z dziećmi oraz przeszłyśmy się po ogrodzie, w którym umieszczone są stacje drogi krzyżowej.

 

Fara gostyńska jest kościołem, który  odwiedzał bł. Edmund. Dowiedziałyśmy się, że w tym miejscu odprawiana jest nowenna ku Jego czci. Spotkałyśmy się również z siostrami ze wspólnoty posługującej przy farze.

 

W środę 05.04 wyjechałyśmy do Poznania, gdzie pani przewodnik oprowadzała nas po katedrze i farze poznańskiej. Niespodzianką była dla nas możliwość wejścia do złotej kaplicy, w której został pochowany Mieszko I i Bolesław Chrobry. W Poznaniu odwiedziłyśmy nasze siostry. W tym dniu ważnym dla nas miejscem był Luboń. W sanktuarium bł. Edmunda pomodliłyśmy się przy Jego grobie powierzając tych wszystkich, którym zapewniłyśmy modlitwę oraz intencję, które budziły się w naszych sercach. Po modlitwie odwiedziłyśmy dwie postulantki służebniczek wielkopolskich. Siostry przyjęły nas z otwartością serca i dobrocią. Razem z siostrami wyszłyśmy na cmentarz i wspólnie pomodliłyśmy się przy grobie Matki Elżbiety Szkudłapskiej.

 

Kolejny dzień naszego pielgrzymowania był bardzo intensywny, ponieważ odwiedzałyśmy miejsca, w których powstawały pierwsze ochronki: Rąbiń, Kopaszew i Turew. Po drodze wstąpiłyśmy do kościoła bł. Edmunda w Pożegowie. Zatrzymałyśmy się w byłym instytucie gostyńskim, gdzie pomodliłyśmy się w kaplicy szpitalnej, w której Ojciec często spędzał czas na modlitwie. To ona prowadziła Go do podejmowania konkretnych czynów miłości, tzn. posługi chorym i cierpiącym. Przejazdem odwiedziłyśmy  miejscowość Płaczkowo, gdzie nasz Ojciec spędził sześć lat swojego życia, pobierając w tym czasie naukę od ks. Jana Siwickiego i uwrażliwiając swoje serce na miłość do Ojczyzny i drugiego człowieka.

 

W ostatnim dniu naszego podążania szlakiem Ojca odwiedziłyśmy kościół w Strzelcach Wielkich, gdzie znajdują się relikwie bł.Edmunda. Kończąc nasze pielgrzymowanie odwiedziłyśmy wspólnotę sióstr w Piaskach oraz niedaleko z tego miejsca szpital bonifratrów w Marysinie, gdzie posługują nasze siostry. Dzień zakończyłyśmy uczestnictwem w drodze krzyżowej ulicami Gostynia, która wyruszyła z kościoła farnego do instytutu. Wielkim darem dla nas było poniesienie krzyża, który przypominał nam, że mamy starać się o to, by Jezus był centrum naszej wspólnoty.

 

W sobotę pożegnałyśmy siostry i księży filipinów, którzy użyczyli nam noclegu na cały czas naszego pobytu i wyruszyłyśmy w drogę powrotną do Tuchowa. Na sam koniec zatrzymałyśmy się w Częstochowie, gdzie podziękowałyśmy Maryi za ten ważny i bogaty w przeżycia dla nas czas. Wyrażamy naszą wdzięczność Matce Generalnej i Siostrze Mistrzyni Ksawerianie za możliwość pielgrzymowania na terenach wielkopolski  oraz Siostrze Stanisławie Michalak za pomoc w docieraniu do wyznaczonych  celów.

 

s. Klaudia Sochocka

 

ŚWIĘTA GÓRA I FARA GOSTYŃSKA

Podczas naszej pielgrzymki szlakiem Ojca Założyciela pozostał mi w pamięci teren pięknych, zielonych, wielkopolskich równin. Lecz najbardziej i najbliżej serca pośród wszystkich miejsc, w których byłyśmy została Święta Góra i Gostyńska Fara. Niesamowite było to, że mogłyśmy codziennie uczestniczyć w porannej Eucharystii przy cudownym obrazie Świętogórskiej Róży Duchownej. Oczyma wyobraźni widziałam Ojca Edmunda modlącego się przed Pietą Matki Bożej Bolesnej, tej, za której przyczyną został uzdrowiony, jako dziecko. Też u stóp samej Róży Duchownej bł. Edmund składał i zostawiał swe problemy i trudności, ale też dzielił się z Nią tym, co napawało go radością.

Sama Bazylika jest bardzo piękna, jest jednym wielkim zabytkiem, ukrywającym cenne eksponaty. Przebywając tam można odczuć ciszę i sferę „sacrum” tego miejsca. Wokół ogromne przestrzenie zieleni, sady, pola uprawne widoczne z okien klasztoru, który swymi murami, korytarzami i wystrojem wnętrza przypomina, że jest już tu od długich wieków i wraz z księżmi filipinami strzeże cudownego obrazu Matki Bożej. Wielką łaską jest to, że na samej Świętej Górze posługuje wspólnota naszych sióstr.

 

Kolejnym miejscem, które szczególnie zapamiętałam jest Gostyńska Fara, która swym wyglądem przedstawia twierdzę obrony średniowiecza, a we wnętrzu ukazuje barok i neogotyk. W tych miejscach można dotknąć żywej obecności Ojca Założyciela, który jest tam otaczany wielkim kultem. Wzruszające jest to, że kiedyś bł. Edmund chodził korytarzami świętogórskiego klasztoru, pił kawę w tamtejszym refektarzu, modlił się w sanktuarium, czy chociażby trzymał dziecko do chrztu przy chrzcielnicy w Farze Gostyńskiej.

 

s. Anna Magdoń

 

STRZELCE WIELKIE I PŁACZKOWO

Strzelce Wielkie – wieś w pobliżu Grabonoga, znajduje się tu kościół gotycki pod wezwaniem św. Marcina. Był on wielokrotnie rozbudowywany. We wnętrzu mogłyśmy zobaczyć późnorenesansową drogę krzyżową z XVII w., piękny ołtarz główny z krzyżem pochodzącym z 1843r. wraz z figurami Matki Bożej i św. Jana. Nad ołtarzem głównym widać wspaniały XX wieczny witraż przedstawiający wizerunek św. Marcina na białym koniu. Zobaczyłyśmy piękny podest wraz z chrzcielnicą pochodzącą z 1546 r. i piękny ołtarz św. Anny z 1490 r. Ciekawym zabytkiem znajdującym się w kościele jest także tablica informująca, że w kościele strzeleckim ochrzczony został bł. Edmund Bojanowski, rodem z Grabonoga. Kościół ten Ojciec Edmund nawiedzał często, ponieważ Grabonóg należał do tej parafii, bywał więc Ojciec na uroczystościach odpustowych i na Mszach Świętych w ważnych dla niego intencjach. Poza tym wikarym był tu jego wielki przyjaciel ks. Stanisław Gieburowski.

 

Po odmówieniu litanii do bł. Edmunda i krótkiej modlitwie ruszyłyśmy w dalszą drogę udając się do wspólnoty sióstr w Piaskach.

 

PŁACZKOWO

Płaczkowo – miejscowość, w której znajduje się dworek szlachecki zakupiony przez Teresę i Walentego Bojanowskich w 1826 r. To tutaj w latach 1826- 1832 mieszkał z rodzicami Ojciec Edmund, tutaj kształcił się w systemie prywatnym, tutaj uczył się patriotyzmu i poznawał historię ojczystą. Obejrzałyśmy  piękny dworek i zachwycił nas krajobraz. Okolice Płaczkowa to lasy i łąki. Z historii dowiedziałyśmy się, że to tu w Płaczkowie  Edmund pożegnał ojca, który w listopadzie 1830 r. wyruszył na powstanie przeciw carskiej Rosji. Wracając z Płaczkowa przejeżdżałyśmy przez Miejską Górkę, to tu Edmund z ojcem odwiedzał klasztor ojców franciszkanów.

s. Edyta Chaczyk

JASZKOWO

Gdy wzrastała liczba ochronek Edmund widział coraz większą potrzebę otwarcia domu o charakterze formacyjnym. Poszukując odpowiedniego miejsca, dowiedział się o możliwości wydzierżawienia probostwa w Jaszkowie. Przybył więc do Jaszkowa, by osobiście ocenić miejsce i już miesiąc później, 26.08.1856 r. odbyło się uroczyste otwarcie pierwszego nowicjatu.

 

Od tamtej pory minęło 161 lat. Stojąc na tamtej ziemi zadawałam sobie pytanie: Jak to było kiedyś? Co się od tej pory zmieniło? Wyobrażałam sobie Ojca, któremu tak drogie były nowicjuszki, jak często je odwiedzał, wspólnie z nimi się modlił, odprawiał ćwiczenia duchowne, prowadził wspólnotowe i indywidualne rozmowy z siostrami, tłumaczył regułę, radził jak wychowywać dzieci, a przede wszystkim – swoją postawą – „uczył jak żyć mają”. Obok nowicjatu kościół jaszkowski, w którym modliły się i którym zajmowały się siostry. W moim sercu zrodziła się wdzięczność Bogu za dar pierwszych sióstr, które podjęły dzieło zapoczątkowane przez Ojca Edmunda. Uświadomiłam sobie, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na nas, przyszłych służebniczkach skoro zgromadzenie przetrwało tyle lat – a wymagania dzisiejszych czasów niewiele różnią się od ówczesnych – to potwierdza nadal potrzebę wychowywania młodego pokolenia w duchu ewangelicznych wartości.

 

Dwa lata temu podczas spotkania postulatów wszystkich gałęzi naszego Zgromadzenia jedna siostra powiedziała, że „każda z nas ma w sercu swoje Jaszkowo”. Wtedy tego nie zrozumiałam. Dziś, kiedy bardziej poznałam duchowość Ojca, poznałam Jego osobę, podzielam to zdanie. Zrozumiałam, że niezależnie od tego, gdzie jestem, powracam do źródła. W moim sercu rodzi się zachwyt nad Miłością Bożą, którą bł. Edmund przyjął i Nią się w całym swoim życiu kierował rozpoczynając wielkie dzieło Boże. Jaszkowo więc stało się dla mnie nie tylko źródłem początków służebniczek, ale także miejscem, w którym Duch Święty rozlewał charyzmat, a który ja odkrywam teraz w moim sercu.

s. Anna Sak