Na skraju drogi

16-08-2016 | Warto przeczytać

„W drodze zobaczyłem przy ogrodzie, w rowie, leżącą starkę ubogą, która służyła u tutejszego nauczyciela, a teraz oddalona, nie znalazła u nikogo we wsi przytułku i od dni kilku dnie i noce leży pod gołym niebem. …Nie posiadałem się z żalu na ten okropny widok…”

 

Często myślę nad tą sceną umieszczoną w „Dzienniku” E. Bojanowskiego. To jak fragment z Ewangelii o dobrym Samarytaninie . Kobieta leżała od kilku dni w rowie koło drogi. Przechodziło na pewno wielu… Ojciec Edmund o sobie nie napisał, ale musiał się zatrzymać i pochylić nad starowiną. Co zrobił, że kobiecina – zdana na śmierć w rowie – powierzyła mu swój ból, opowiedziała smutną historię? Jak ją przekonał, by na nowo zaufała ludziom i pozwoliła sobie pomóc? Ileż musiało być w jego słowach ciepła i troski, ile serdecznego współczucia. Do tej pomocy potrafił zjednać też innych.

 

Życie przypomina niekiedy autostradę. Jedne pasy ruchu są zarezerwowane dla tych, co mogą szybko poruszać się do celu, bardziej z brzegu dla tych, co jadą wolniej; są też zjazdy dla tych, co muszą przystanąć . Z upływem lat – czy chcemy się z tym pogodzić czy nie – przechodzimy przez kolejne pasy szybkości ruchu. Przychodzi moment, że musimy przejąć odpowiedzialność nie tylko za swoje życie, ale i za innych. Mamy wiele obowiązków i spraw do załatwienia (a czasu ciągle za mało) i wiele oczekiwań, którym chcemy podołać. Życie pędzi, a my z nim. Później, coraz częściej, uświadamiamy sobie, że trzeba zwolnić… że nie wszystko już dla nas… że trzeba innym oddać nasz obowiązek czy urząd… że sił coraz mniej…

 

W różnym czasie, z różnym wiekiem przychodzi starość i nie jest ona związana z rokiem urodzenia. Nie lubimy o niej myśleć, bo kojarzy się z życiem na uboczu, bezradnością, zależnością od innych, niedołęstwem, samotnością, byciem ciężarem dla innych. I to jest prawda! Jest to cierpienie, które przeżywa wielu ludzi w podeszłym wieku. Aby im pomóc, trzeba niekiedy zjechać z drogi szybkiego ruchu, trzeba spróbować wejść w ich świat myślenia i przeżywania rzeczywistości – a to nie jest łatwe.

 

Chyba największym cierpieniem jest lęk, który ma wiele podstaw, bardziej lub mniej uzasadnionych. Lęk, który może zmniejszyć tylko poczucie bezpieczeństwa, jakie daje środowisko, w którym dany człowiek żyje. Coraz wolniejsze procesy myślowe, trudności z koncentracją, kłopoty z zapamiętywaniem rzeczy nowych, coraz większy problem z dostosowaniem do nowych osób, miejsc czy okoliczności, różne ograniczenia zdrowotne (gorszy wzrok, niesprawność ruchowa, dolegliwości chorobowe) sprawiają, że starszy człowiek zaczyna powoli tracić kontrolę nad otaczającą rzeczywistością. To rodzi poczucie zagrożenia i lęku. Rodzą się emocje przejawiające się często w postawach przekory i uporu, agresji i zazdrości, depresji i bierności. Na stopień nasilenia ma wpływ wiele czynników – w tym i doświadczenie człowieka, nastawienie do życia, do ludzi, do Boga, do samego siebie, do systemu wartości i sensu życia. Pozytywne nastawienie ułatwia przechodzenie przez wszystkie etapy starości.

 

Jak więc pomóc żyć starszemu człowiekowi, aby mógł żyć w poczuciu bezpieczeństwa, własnej wartości?… Nie jest to proste, bo wymaga dużego wysiłku i szukania przyczyn zachowań, bez koncentrowania na aktualnych słowach czy gestach, które okazuje starszy człowiek. W zaawansowanej starości chorzy czasami nie potrafią powiedzieć, że są głodni, że im zimno, że mają mokro… Reagują niepokojem, kluczeniem po pomieszczeniu, złoszcząc się na każdego, kto chce siłą położyć ich do łóżka lub posadzić.

 

Wszelką posługę starszym trzeba rozpocząć od zdobycia zaufania, pozostawiając inne zmiany na późniejszy czas, o ile to jest tylko możliwe . Nie można też wszystkiego robić naraz, bo to bardzo szybko męczy i irytuje starszą osobę. To, co dla młodych, którzy lubią zmiany i nie przywiązują uwagi do szczegółów jest nudą i monotonią – dla starszych jest podstawą bezpieczeństwa. Ten sam układ dnia, to samo miejsce w kościele czy przy stole, ten sam ubiór, ci sami ludzie pomagają – pomimo mniejszej sprawności – funkcjonować całkiem lub prawie całkiem samodzielnie.

 

Kiedyś po korytarzu błądził starszy pacjent, ciągle na nowo szukając łazienki. Nie pomogły wszelkie instrukcje. W końcu on sam poprosił, aby zawiązać troczek na klamce, tak jak ma w domu. I pomogło.

 

Ważne jest, aby unikać pośpiechu, krzyku, paniki, gwałtownych ruchów, niepokoju. Po kilku minutach już starsi ludzie nie nadążają. Powoli wyłączają się i nie wiedzą, o co innym chodzi. To rodzi kolejne sytuacje trudne zarówno dla nich jak i dla opiekujących się nimi osób. Poczucie bezpieczeństwa może dać im zachowanie spokoju, jasne proste zdania wypowiadane tak, aby była widoczna twarz, niektóre informacje zapisane na kartkach, dostrzeganie różnych małych i dużych spraw oraz okazywane im gesty dobroci.

 

Inną niezwykle ważną umiejętnością jest umiejętność słuchania. W podeszłym wieku odzwierciedla się podstawowe nastawienie do życia. Opowiadanie o tym, co się w życiu przeszło jest swego rodzaju usprawiedliwieniem czy pociechą w aktualnej sytuacji. Nie jest łatwo słuchać powtarzanych historii, ale są one wartością, którą nasi podopieczni chcą się podzielić. Wydarzenia współczesne budzą u nich coraz mniej emocji i zainteresowania.

 

Gdy jest się młodym dni są długie, a życie pędzi coraz szybciej. Natomiast w miarę upływu lat proporcje się zmieniają. Dni są coraz krótsze, a życie osobiste idzie coraz wolniejszymi drogami. Teoretycznie jest to czas, w którym można dużo czasu poświęcić na modlitwę, ale jest coraz trudniej zebrać myśli, ułożyć słowa.

 

Kiedyś sędziwa staruszka wyciągnęła rękę z błagalnym gestem: pomódl się ze mną bo od rana nie mogę zmówić ani jednej dziesiątki różańca ani nawet „Ojcze nasz…”

 

Czy chcemy się z tym pogodzić czy też nie, to rzeczywistość dla starszych ludzi wydaje się szara a niekiedy wręcz czarna. Człowiek coraz bardziej uwięziony w starzejącym się ciele, poddany jego ograniczeniom cierpi nie mogąc być tym, kim jest w środku. Jest to najtrudniejsze dojrzewanie do pełni… Myśli, że jest niepotrzebny, a to jest nieprawda. Staje się przejmującym świadkiem tego, co na ziemi i tego co w górze… Jest w nim coraz bardziej widoczne światło wieczności…

 

Jeżeli komuś uda się zapalić w sercu starszego człowieka chociaż płomień nadziei to sprawi, że z większą ufnością będzie on patrzył na to, co przed nim. Mistrzem w tym był nasz Założyciel. Oby i nam pomógł rozpalać to światło nadziei w naszych środowiskach…

 

opr. s.M.Radosława Turek