Miłosierne SERCE Jezusa

16-06-2017 | Warto przeczytać

Miłosierny Bóg tak bardzo ukochał człowieka, że nie poprzestał tylko na stworzeniu każdego z nas, ale ofiarował nam swojego ukochanego Syna, aby nas przekonał o miłości Ojca. Swoim słowem i czynem Jezus ukazywał nam Ojca. Chciał abyśmy w Jego Sercu odnajdywali źródło miłości do Ojca, a nade wszystko byśmy w Jego Sercu odnajdywali swoje miejsce. Wyjątkowe, jedyne.

 

Trwamy w nowennie przed Uroczystością Najświętszego Serca Jezusa, w którym chcemy odnajdywać źródło miłości by służyć innym. Przez św. Faustynę Apostołkę Bożego Miłosierdzia Jezus zechciał ukazać nam swoje Miłosierne Oblicze. Na tym Obrazie widzimy jak Zmartwychwstały Jezus idzie w stronę tego, który na niego patrzy, jest otoczony czarnym tłem, to znaczy, że Jezus chce wejść w Twoje i moje życie i nie ma w człowieku tak ciemnego miejsca, w które On by nie wszedł, chce te miejsca rozjaśnić. Jezus wskazuje ręką na serce, z którego wypływają dwa promienie, biały i czerwony, krew i woda. Krew to symbol życia, Jezus chce każdemu z nas dać życie, ale nie takie zwyczajne, tylko przemienione. Natomiast prawą ręką nam błogosławi. Błogosławić kogoś to otoczyć go łaską Bożą, oddać go pod opieką Bożą.

 

Jezus chce nas otoczyć swoją łaską jak płaszczem i dzieje się tak, gdy Mu na to pozwalamy. Bóg przez dar swojego miłosierdzia chce nam powiedzieć jak bardzo nas kocha, że Jego miłość do nas jest potężniejsza niż nasz grzech i niewierność. Taką właśnie miłością Pan Bóg otacza, wręcz otula nas.

 

W przykładzie bł. Edmunda Bojanowskiego wielkiego czciciela Serca Bożego możemy zauważyć jak on rozwijał w sobie miłość bliźniego i z czego to wypływało. Nazwano go samarytaninem, ponieważ spieszył z pomocą chorym. Gdy w Wielkopolsce wybuchła epidemia on odwiedza chorych, opatruje ich rany, zanosi lekarstwa, jedzenie, poświęca im czas, aby drugi człowiek nie czuł się samotny. Poprzez modlitwę łączy cierpienie chorego z cierpieniem Jezusa. Z jego inicjatywy powstaje szpitalik dla chorych, w którym jest też miejsce dla ubogich. Edmund Bojanowski otrzymał też przydomek serdecznie dobrego człowieka, ponieważ każdy biedny był dla niego kimś wyjątkowym szczególnym i ważnym. Idąc drogą, gdy spotkał biednego to nigdy nie przeszedł obojętnie, dzielił się chlebem, odzieniem, pieniędzmi.

 

Rozsiewał dobro wokół siebie, które przyniosło plon stokrotny. Ponieważ nie udział innym tylko swojej serdeczności, ale jego dobroć była zanurzona w dobroci i miłosierdziu Boga. Dlatego tak się działo, ponieważ uczył się on tego miłosierdzia od najlepszego Mistrza Jezusa Chrystusa na Eucharystii, w której brał udział bardzo często, prawie codziennie. Również podczas częstego przystępowania do Sakramentu Pokuty i Pojednania, gdzie doświadczał bezwarunkowej miłości Boga. Często sięgał po Słowo Boże, które pomagało mu lepiej poznać Jezusa Jego sposób postępowania, myślenia.

 

Te trzy źródła dają życie, które pozwala rodzic życie Boże w innych, a my nazywamy to miłością bliźniego.  Do tego potrzebne jest zawierzenie, zaufanie. Zaufanie miłosierdziu Bożemu prowadziło bł. Edmunda i było dla niego ostoją szczególnie w trudnych chwilach próby. Można powiedzieć, że On Serdecznie Dobry Człowiek, Samarytanin z Wielkopolski całym swoim życiem potwierdzał słowa JEZU UFAM TOBIE.

 

Dziś w tych dniach nowenny Jezus zaprasza nas do zbliżenia się do Jego Boskiego Serca pełnego miłości do nas. Chce udzielić nam swojej miłości byśmy świadczyli życiem o Miłosierdziu Boga i o prawdzie, że w Jego boskim Sercu jest miejsce dla każdego człowieka. Jakim jestem świadkiem Miłosiernej Miłości?

 

s. M. Katarzyna Szulc