Miejsce znaczone uśmiechem …

08-11-2016 | Echo z misji

Centrum Terapii dla Dzieci Niepełnosprawnych w Tacna to świat pełen tajemnic, cierpień, trudnych pytań bez odpowiedzi, ale przede wszystkim pełen szczerych uśmiechów, bliskości i bezpośredniości.

 

Po ponad 15 latach pracy w Boliwii zostałam posłana do pracy w Peru, do Tacna. Myślałam sobie: będzie łatwiej zaczynać, bo przecież znam już język hiszpański… Po rozpoczęciu pracy w Centrum, po pierwszych spotkaniach z dziećmi, zrozumiałam, że tu hiszpański nie wystarczy. Uczę się nowego języka! Uczę się tu języka uśmiechu, dotyku, uścisku, bliskości, spojrzenia i patrzenia głęboko w oczy… Taki prosty język a trudny zarazem. Trzeba być bardzo uważnym i wyczulonym, by nie przeoczyć prostych znaków, gestów, w których dzieciaki się do nas zwracają.  One są wspaniałymi nauczycielami.

 

 

Wiele osób myśli, że niepełnosprawność to tragedia, to smutek, to cierpienie. A dzieci dotknięte niepełnosprawnością i ich najbliżsi pokazują, ile mają w sobie radości i jak tą radością potrafią zarażać innych.

 

Wiele z dzieci, które przychodzą do naszego Centrum nie potrafi powiedzieć ani jednego słowa. Jednak nieustannie szukają sposobów, by wyrazić, co czują, co myślą, czego pragną. Czasem myślę sobie, że w naszym Centrum dokonuje się terapia w obie strony. My pomagamy dzieciom a one pomagają nam. Otwierają nas na rzeczy proste, pomagają przekraczać schematy…

 

 

W ciągu miesiąca przychodzi do nas na terapię ponad 80 dzieci. Wśród nich 28 jest z zespołem Downa. Niesamowicie czułe, wrażliwe. Dzieci, którym uśmiech nie znika z twarzy i tak długo patrzą w moje oczy, aż ja też zaczynam się uśmiechać. I tak komunikują się z każdym. Wiemy, że potrafią być bardzo uparte, ale nie ma w nich złośliwości… Mamy też 10 dzieci z autyzmem. Z nimi trudniej nawiązać kontakt, jednak nawet najmniejszy gest, skrzyżowanie spojrzeń, drobny dotyk sprawiają, że czują się spokojniejsze. Mam jednak zawsze wrażenie, że pozostaję obok ich świata, obok ich myśli, spostrzeżeń… Ciągle uczę się odkrywać ich świat… Siedmioro z naszych podopiecznych jest z porażeniem mózgu. Cała siódemka nieustannie z uśmiechem na twarzy!  

 

 

Wiele pomocy, towarzyszenia, wysłuchania potrzebują ich mamy, którym trudno jest w codzienności łączyć pracę, różne obowiązki i opiekę nad swoimi dziećmi. Jednak każda z tych matek na pierwszym miejscu stawia dobro swoich dzieci i ich szczęście. Wiele z tych matek pozostawiono ze swoimi niepełnosprawnymi dziećmi i ze swoimi troskami. Są też tacy tatusiowie…

 

 

W odwiedzinach u AldoJest też wiele dzieci z zaburzeniami ruchu, z problemami wymowy, z opóźnieniem  rozwoju. Każde z nich ma swoją historię, potrzebuje naszej pomocy i obecności. Nie możemy przyjąć wszystkich dzieci, które są do nas zgłaszane. Zadziwiające jest to, że w Tacna mieszka tak wiele osób niepełnosprawnych! Służba dla nich, pomoc ich rodzinom, jest niezwykle ważna i potrzebna.

 

 

Jedną z posług, związaną z pracą w Centrum, jest odwiedzanie rodzin naszych dzieci. To daje możliwość poznania ich warunków życia, ich problemów, sytuacji w jakich żyją. W swoich domach członkowie rodziny stają się bardziej otwarci, szczerzy… Większość rodzin żyje w bardzo trudnych warunkach. Borykają się z wieloma problemami. Oprócz biedy materialnej, bardzo widoczna jest bieda duchowa i moralna. Wiele dzieci, a nawet rodziców, nie ma sakramentu Chrztu św. W październiku tego roku zorganizowaliśmy zbiorowy Chrzest. Uczestniczyło w nim 45 osób. W wielu wypadkach są to dorosłe osoby, które od lat chodzą do kościoła i wychowują po katolicku swoje dzieci! Na miesiąc grudzień przygotowujemy kolejną grupę. Cieszy nas to, gdy rodzice sami pytają o taką możliwość, gdy zadają pytania związane z Bogiem, z wiarą… A więc moja praca w Centrum to nie tylko koordynowanie terapii fizycznej, stymulacji sensorycznej, terapii z logopedą czy z psychologiem. Pochylanie się nad problemami codziennego życia to często jednocześnie przybliżanie innych do Boga, ukazywanie sensu życia, towarzyszenie w tym, co trudne i w tym, co radosne.

 

 

Bardzo wiele rodzin nie jest w stanie pokryć kosztów terapii, które i tak są bardzo zaniżone. Dlatego zaprosiliśmy w tym roku osoby, które chcą pomóc dzieciom, do bardzo konkretnego dzieła. Nazwaliśmy ten projekt OPIEKUNOWIE MIŁOŚCI. Zachęcamy różne osoby z Peru i z całego świata, by zostały opiekunem jednego z naszych dzieci, któremu mogą ofiarować swoje wsparcie finansowe potrzebne do ukończenia niezbędnych terapii. Ofiarując nawet niewielką sumę pieniędzy przez kilka miesięcy, umożliwia się  terapię najbardziej biednym ale potrzebującym dzieciom. To forma ofiarowania swojego serca. Ofiary zależą od możliwości  ofiarodawców: nie ma żadnych ograniczeń, nie ma minimum lub maksimum.

 

Liczy się każdy pieniążek: soles, złotówka, dolar czy euro. Chcemy, by w ten sposób serca wielu osób wypełniła miłość, wiara, że Bóg zawsze oddaje podwójnie…

 

Odpowiedź wielu osób bardzo nas ucieszyła. Czasem są to osoby starsze, niekiedy studenci. Ostatnio nawet katecheci w parafii podjęli tę inicjatywę. Grupy młodzieży przygotowujące się do sakramentu bierzmowania składają małe kwoty i pod koniec miesiąca opłacają terapię dla konkretnego dziecka, które takiej pomocy potrzebuje.

 

 

Tak więc także tu, na peruwiańskiej ziemi, w duchu naszego Ojca Założyciela, staramy się jednoczyć ludzi wokół dobra, posługując się pięknym językiem uśmiechu i miłości, którego uczymy od naszych podopiecznych.

 

s. M. Filemona Danuta Rapacz (PERU)

)