Kardynał Karol Wojtyła w Dębicy – 1972 r.

Kazanie Jego Eminencji Ks. Kardynała Karola Wojtyły wygłoszone w czasie uroczystości

zorganizowanej przez Siostry Służebniczki BDNP

w dniu 3O. VII.1972 r. w Dębicy

z okazji 100. rocznicy śmierci Sługi Bożego Edmunda Bojanowskiego

 

 

Uroczystość dzisiejsza jest przede wszystkim Waszą rodzinną uroczystością, Drogie Siostry Służebniczki. Tak Was bowiem w skrócie nazywamy, „Córki Sługi Bożego Edmunda Bojanowskiego”. Taką nazwę „Służebniczki” noszą w całej Polsce, we wszystkich swoich rodzinach. A jest ich cztery, I ta Pleszewska – najbliżej związana geograficznie z życiem Sługi Bożego, i te małopolskie: Starowiejska i Wasza Dębicka, i wreszcie Śląska Panewnicka.

 

 

Cztery rodziny – a jedna rodzina. I wszędzie Służebniczki. Jest także uroczystość dzisiejsza świętem tutejszej parafii, miasta Dębicy, które stało się „Waszym gniazdem”. Tutaj jest Wasz dom macierzysty. Jest ona świętem Kościoła Tarnowskiego. Dlatego też pragnę wyrazić moje najgorętsze podziękowania za to, że zostałem na tę uroczystość zaproszony. Przede wszystkim dziękuję Księdzu Biskupowi Arcypasterzowi Tarnowskiemu, Jego Braciom w Biskupstwie, całemu Duchowieństwu, parafii Dębickiej i miastu. No, a w szczególny sposób Wam Drogie Siostry, Waszej Matce Przełożonej Generalnej, która z tą inicjatywą pierwsza do mnie się zgłosiła.

 

 

Nasz Czcigodny Celebrans już wskazał naszym myślom i naszym sercom kierunek tej wspólnoty i tego uczestnictwa, do którego jesteśmy tutaj wszyscy wezwani. Pragnę pójść za tym kierunkiem i pragnę pogłębić myśli, które On wypowiedział, nawiązując już z bliska do Liturgii Słowa dzisiejszej uroczystości i dzisiejszej zarazem niedzieli.

Słowo Boże, zwłaszcza to, które zostało odczytane w Ewangelii, mówi nam o wielkim odkryciu. Jest to odkrycie Królestwa Bożego. Mówi o nim dwukrotnie, porównując to Królestwo Boże naprzód do skarbu ukrytego w ziemi, a następnie do drogocennej perły, dla której poszukiwacz, kupiec, wszystko co miał sprzedał, ażeby tylko ją jedną zdobyć.

 

 

Otóż ta prawda o odkryciu Królestwa Bożego jest jak gdyby właściwością naszego dzisiejszego święta. Bo cóż innego dokonało się w życiu Sługi Bożego, a Waszego Ojca jak nie właśnie to odkrycie. Odkrył Królestwo Boże. Odkrył je naprzód w sobie samym. Zgodnie z tym, co Pan Jezus powiedział: „Królestwo Boże jest w was” Jemu mówił: Królestwo Boże jest w tobie. I Edmund przyjął prawdę tych słów. Szukał Królestwa Bożego w sobie. I odkrył je. Jak to się stało, o tym także uczy nas Słowo Boże dzisiejszej liturgii. Stało się to przede wszystkim poprzez modlitwę. Tak jak odkrył kiedyś’, nie w takim wymiarze, nie z takiej doskonałości Królestwo Boże król Salomon, kiedy się modlił o mądrość bardziej, aniżeli o wszystkie dobra ziemskie i doczesne.

 

 

Sługa Boży – a Wasz Ojciec – był mężem modlitwy. Jak to słyszeliśmy już z ust Arcypasterza. Był mężem modlitwy. I ta modlitwa coraz głębiej wprowadzała Go w tajemnice Królestwa. Coraz pełniej je w sobie odnajdywał i odkrywał. Nie tylko w jakiś sposób czysto poznawczy, ale w sposób czynny. Coraz bardziej stawał się współpracownikiem tej miłości, która jest rozlana w sercach naszych, Mówi św. Paweł: rozlana jakby to była woda, Ale,. to jest podobieństwo. Ta miłość Boża w sercach naszych rozlana, to sam Duch Święty, który nam, ludziom, naszym ludzkim duszom udziela się.

 

 

Tak wiec Sługa Boży Edmund coraz głębiej odkrywał Królestwo Boże, coraz bardziej je w sobie odsłaniał i coraz bardziej je uzewnętrzniał. Bo Królestwo Boże odnajdywał nie tylko w swojej własnej duszy. W tej głębokiej duszy chrześcijanina i Polaka. Odkrywał je także w życiu swojego Narodu. To znaczy Ludu Bożego żyjącego na ziemi polskiej, żyjącego pod zaborem pruskim, tam gdzie On sam się narodził i gdzie działał. Tam w okolicy Pleszewa i tutaj na południu, w Małopolsce – między Wisłą i Karpatami, czy też na Śląsku. Wszędzie żył Naród Polski. W wielkim upadku, bo to były czasy rozbiorów. I właśnie w tych czasach odkrycie prawdy o Królestwie Bożym było równoznaczne z odkryciem prawdy, że ten Naród, tak upokorzony, tak zdeptany, przecież żyje. Na różny sposób odkrywali tę prawdę różni ludzie. I ci z pobojowisk, mężowie miecza. I ci, wieszczowie Narodu, mężowie pióra. Jedni i drudzy najwięksi spoczywają wraz z królami na Wawelu.

 

 

Odkrył tę prawdę również Sługa Boży Edmund Bojanowski. Odkrył ją na swój sposób. Odkrył rzeczywistość Ludu Bożego w tym upokorzonym, zdeptanym, upośledzonym Narodzie polskim, który stał się pastwą trzech potęg rozbiorczych. Upokorzonym, zdeptanym i upośledzonym nawet ekonomicznie. Sprowadzonym do społecznej i gospodarczej ruiny. I otóż wzrok wiary pozwolił Mu widzieć w tym tak bardzo upośledzonym ludzie polskim Boże moce, Boże energie. Odkrycie Królestwa Bożego poszło z duszy jednego człowieka do dusz wielu, wielu ludzi. Przede wszystkim tych biednych, tych sierot, które wtedy, zwłaszcza po powstaniach, zwłaszcza po masowych deportacjach na Sybir, czy też do innych więzień zaborczych liczne były na ziemi polskiej. Wtedy to Królestwo Boże już nie było ani skarbem tylko zakopanym w ziemi, ani drogocenną perłą, ale stało się niewodem. Niewodem, siecią. Taką siecią, której używają rybacy, ażeby wydobywać z głębi ryby na powierzchnię wody i na brzeg, żeby potem ludzie mogli się tymi rybami karmić.

Królestwo Boże stało się w Jego sercu, w Jego życiu, takim niewodem, taką siecią. Jego dusza, dusza głęboka od początku nawiedzona łaską, od dzieciństwa kształtowana modlitwą, dojrzała jako dusza apostoła. A apostołowie byli właśnie rybakami. Właśnie ciągnęli niewodę.

Królestwo Boże w sercu i w rękach Sługi Bożego stało się taką siecią a misterna struktura tej sieci powoli zaczęła się wyłaniać w różnych miejscach Polski. To właśnie Wy, Drogie Siostry, to Wasza Rodzina zakonna, Wy, które po prostu od serca Waszego Ojca poszłyście do tych sierot po Ochronkach. A przez sieroty trafiłyście także do starców i do opuszczonych, i do chorych, cierpiących, wszystkich potrzebujących. Zaczęła się jakaś wielka praca. Praca Ducha Bożego i ducha ludzkiego. Już nie jednego, powielonego, uwielokrotnionego. Wyście od początku uwielokrotniały ducha Waszego Ojca na różnych miejscach naszej ziemi. Ten niewód, ta sieć, którą, w którą zagarniano różną biedę i nędzę, sieroctwo, wdowieństwo i chorobę i opuszczenie, okazał się mocą Bożą. I dźwigała się poprzez tę duchową pracę Waszego Ojca i Was wszystkich, dźwigała się polska ziemia i dźwigał się Lud Boży na naszej ziemi. Odkrywał Boże moce, które drzemią w jego sercach pomimo wszystkich słabości, udręczeń, niewoli. Przygotowywała się ta jakaś duchowa dojrzałość, która nie pozwoli Narodowi pozostawać w niewoli, ale toruje drogę do wolności. Do duchowej przede wszystkim wolności, A nawet i do historycznej wolności.

 

 

Tak to widzę w świetle dzisiejszej liturgii Słowa wielką prawdę o Waszym Ojcu Założycielu. Jest to prawda o Królestwie Bożym. Jakiś jej profil, jakieś wcielenie. Widzimy jasno, że to Królestwo Boże wyraziło się w szczególny sposób w życiu, w posłannictwie, w posłudze tego niezwykłego człowieka. Niezwykłego także i z tej racji, że pozostał świeckim. Bardzo wiele nam to mówi dzisiaj, że właśnie świecki człowiek torował drogi życia duchowego. Pisał regułę sióstr zakonnych. Wydarzenie niezwykłe. Ale jakże bardzo wyprzedzające nasze czasy, czasy Soboru Watykańskiego II, w którym sprawa apostolstwa świeckich doczekała się tak gruntownego podjęcia i potwierdzenia.

 

 

To wszystko też sprowadza nas dzisiaj tutaj do tej świątyni, która stanowi centralną cząstkę Waszego rodzinnego gniazda. Powiadam centralną, bo to Wasze rodzinne gniazdo składało się także jeszcze i z domu ciężko zapracowa­nego, okupionego Waszą służebniczą krwawicą. Skoro Wam ten dom odebrano, nie możemy jednak przestać ufać, że w ramach porządkowania spraw z Kościołem i porządkowania stosunków ze społeczeństwem, z wszystkimi jego obywatelami, zostanie Wam przywrócone to, coście chyba – niesłusznie – utraciły.

 

 

Ale to nie jest najważniejsze. Przybyliśmy tutaj dzisiaj, ażeby zjednoczyć się w modlitwie na 100 – lecie Waszego Ojca, Sługi Bożego Edmunda. W modlitwie, której kierunek wyznaczył na początku w swoim słowie nasz Celebrans, a Wasz Czcigodny Arcypasterz. Będziemy się modlić o Jego wyniesienie na ołtarze. Wyniesienie na ołtarze, beatyfikacja, a potem kanonizacja jest ze strony Kościoła potwierdzeniem świętości człowieka, sługi Bożego, chrześcijanina. I my bardzo pragniemy, ażeby świętość tego Sługi Bożego, tak jak i wielu innych jeszcze dotąd przez Kościół nie wyniesionych na ołtarze naszych rodaków, jak najrychlej doczekała się tego aktu ze strony Kościoła,

 

 

Dlaczego o to prosimy? Dlatego, ponieważ Królestwo Boże, które jak słyszeliśmy wedle przypowieści Chrystusowych jest głównym tematem dzisiejszej liturgii. Królestwo Boże wciąż żyje i wciąż się odradza. I te prawdy o Królestwie Bożym, które kiedyś Pan Jezus wypowiedział w swoich przypowieściach, te prawdy; które przed stu laty wyraziły się w duszy naszego Rodaka, Waszego Ojca, Sługi Bożego Edmunda, te prawdy wciąż są aktualne. I Królestwo Boże wciąż jest tym skarbem ukrytym w roli i wciąż jest tą perłą drogocenną, której trzeba za wszelką cenę poszukiwać. I jest wreszcie tym niewodem, tą siecią. Nie może być Królestwo Boże tylko skarbem, ukrytym w roli, tylko perłą życia wewnętrznego chociażby najgłębszej świętości. Musi być także niewodem. Musi być siecią. Musi być apostolstwem, musi być wejściem pomiędzy ludzi. Musi być pochyleniem się nad sierotami i wdowami i opuszczonymi. Musi być troską o dzieci, o młodzież, o małżeństwa, o rodziny, o wszystkich, o wszystkich bez; wyjątku. Nawet o tych, którzy się od Królestwa Bożego odwracają tyłem. I którzy wcale nie chcą, przynajmniej tak się zdaje – szukać tej drogocennej perły, jaką ono stanowi. Owszem. W naszych czasach musi to Królestwo Boże jeszcze bardziej być niewodem, siecią. My tak to rozumiemy. Jeżeli wiec, modlimy się o wyniesienie na ołtarze naszego Rodaka, Sługi Bożego Edmunda, od którego śmierci upływa już 100 lat, to równocześnie także tu, przy tym ołtarzu prosimy Boga w Trójcy Świętej Jedynego, prosimy Pana Jezusa i Jego Niepokalanej Matki, ażeby ta wspaniała postać była dla nas wszystkich natchnieniem. Natchnieniem żywym i coraz bardziej żywym. Natchnieniem do szukania Królestwa Bożego w naszej epoce, w naszym stuleciu, w naszych warunkach. Żeby była takim natchnieniem przede wszystkim dla Was, Drogie Siostry Służebniczki, żeby była dla tej parafii i dla miasta Dębicy i dla Kościoła Tarnowskiego i Kościoła Krakowskiego, dla całego Kościoła w Polsce, dla całej ludzkości, żeby była natchnieniem.

 

 

Będziemy o to prosić, ażeby w tej modlitwie, dla której tutaj zgromadziliśmy się, bardzo głęboko i mocno związać tamtą postać ku której patrzymy jak gdyby w górę, z nami, z każdym z nas. Z każdym naszym sercem, z każdą naszą duszą, z każdym naszym życiem. Bo święci są po to, ażeby byli dla nas natchnieniem. Natchnieniem do szukania Królestwa Bożego, do urzeczywistniania Królestwa Bożego na ziemi w każdym czasie, w każdym pokoleniu, w każdej duszy i w każdym narodzie. Amen.

 

Foto: By Itto Ogami, CC BY 3.0,