Jasełka w Witebsku

Konkurs Jasełek dobiegł końca. Napięcie rosło. Dziewczynki siedziały i trzymały się za ręce. Do s. Marzeny doszedł pełen emocji szept od Maksa: „Siostro, czy oni czytają od najlepszych czy od końca?”. Wreszcie wywołano Parafię św. Antoniego z Witebska. Rozległ się pisk i krzyk z ust 28 dzieci, bo nasze „Jasełka” zdobyły pierwsze miejsce! To nie był jeszcze koniec. Wyróżniono czterech aktorów, w tym dwóch było z naszej parafii.

 

Dwa dni później, w święto Trzech Króli, dzieci wystąpiły w Domu Starców w Witebsku. Kiedy odwoziłam kilku chorych na wózkach, usłyszałam wiele miłych słów podziękowań. Jedyny zarzut, jaki mieli to ten, że „było za krótko”. Jasełka trwały ponad 20 minut, więc zarzut był tylko życzeniem, by takie przedstawienia trwały dłużej.

 

W niedzielę nasz kościół wypełnili nie tylko parafianie, ale i rodzice dzieci ze świetlicy. Po występie były długie oklaski i niespodzianka. S. Marzena przygotowała poczęstunek i zabawę dla dzieci. Nawet ja zatańczyłam z dziećmi. Była pieczona kiełbasa, torty, śmiech, konkursy, a na koniec zimne ognie.

 

Mogę dodać jeszcze to, co dla mnie było najważniejsze. W „Jasełkach” wzięły udział dzieci katolickie i dzieci ze świetlicy. Te dwa różne światy spotkały się i wspólnie zdobyły pierwsze miejsce. To wielka zasługa i ogromny wkład pracy s. Marzeny. Wystąpił też Wowka. Ten trzynastolatek jest znany jako największa rozrabiaka we wszystkich szkołach w Witebsku. Ale s. Marzena nie ma z nim problemów – dała mu szansę, by pokazał, że może być jak inne dzieci. Wowka nazwał ją „członkiem swojej rodziny”. To wszystko zdziałał Duch Święty działający w nas i przez nas – szczególnie przez s. Marzenę.

 

s. M. Antonia Tarnowska