Get Adobe Flash player

Wrzesień 2009

„POZWÓLCIE DZIECIOM PRZYCHODZIĆ DO MNIE I NIE PRZESZKADZAJCIE IM” (Łk 18,16).
– Kształtujemy siebie na wzór Chrystusa Sługi, z miłością służąc dzieciom.

W sierpniu Siostry „rozpaliły w sobie na nowo charyzmat Boży”. Obecnie chcemy zwrócić uwagę na jeden aspekt charyzmatu Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej, jakim jest „służba dzieciom”. Świat zlaicyzowany, nastawiony na konsumpcję i wygodne życie nie wierzy, że można poświęcić swe życie, zdrowie, uczucia dla „obcych dzieci”. Woli mieć „swoje” (?), choćby za cenę „in vitro”, niż adoptować dziecko szukające rodziny. Na szczęście historia świata, będąca jednocześnie historią zbawienia, realizowaną w czasie przez Kościół założony przez Chrystusa pokazuje, że są ludzie gotowi poświęcić się dla dzieci cudzych. Jest to możliwe pod jednym warunkiem, to znaczy wówczas, gdy na serio bierze się słowa Chrystusa: „Kto by przyjął jedno takie dziecko w Imię Moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18,5). Im więcej jest ludzi odrzucających dzieci, nawet własne, tym wyraźniej ukazuje się potrzeba takich chrześcijan, którzy dostrzegają w służbie dzieciom swoje powołanie Boże, bo „nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych” (Mt 18,14). – Charyzmat Sióstr Służebniczek ma uwrażliwić współczesnego człowieka naprawdę, że Bóg powierzył małego człowieka człowiekowi „wielkiemu”, a nie jakimś bezdusznym instytucjom!

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im!” (Łk 18,16).

Nie ulega wątpliwości, że wskazania Chrystusa i Jego przykład odnoszenia się do dziecka w pierwszym rzędzie dotyczą rodziców (biologicznych i „zastępczych”), lecz adresatami pouczeń Zbawiciela muszą się czuć i Siostry, jeśli chcą być wierne duchowi swego Założyciela. Nasze rozważanie, jeśli mi się uda, pragnę rozwinąć według schematu w formie „tryptyku”: Jezus a dzieci; Błogosławiony Edmund a dzieci; Siostra Służebniczka a dzieci. Mam przy tym świadomość, że drugą i trzecią cześć tego rozważania każda z Sióstr przeprowadziła by lepiej ode mnie. Zacznijmy zatem, w Imię Boże!
Lektura Objawienia Bożego uzmysławia nam, że Pismo Święte uwydatnia przede wszystkim religijną godność dziecka. Widzimy to już w Starym Testamencie, w którym dziecko jest znakiem Bożego błogosławieństwa dla rodziców (por. Ps 127,3). Ze względu na jego słabość, dziecko jest przedmiotem szczególnych przywilejów nadanych mu przez Boga. „Uprzywilejowanie” dziecka przejawia się w tym, że sam Bóg jest opiekunem sieroty i jej słusznych praw: „Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty” (Wj 22,21); „Ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem jest Bóg w swym świętym mieszkaniu” (Ps 68,6). O wrażliwości Boga na los dziecka mówią liczne teksty starotestamentowe, które porównują troskę Boga o swój naród do troski ojca i tkliwości matki wobec swych dzieci (Por. Oz 11,1-4). Ograniczmy się w tym miejscu do jednego tekstu: „Ich niemowlęta będą noszone na rękach i na kolanach pieszczone będą. Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (Iz 66,12-13). Wydaje się, że te słowa mogły być inspiracją także dla bł. Edmunda, podobnie zresztą jak cała „Ewangelia dziecięctwa Syna Bożego” (por. Łk 1, 26-42; 2,1-52).
Syn Boży Wcielony, dając początek Nowemu Przymierzu, przyjmuje wobec dzieci tę samą postawę, co Jego Ojciec Niebieski, stając się w ten sposób znakiem miłości Stwórcy do swego stworzenia. Wszystkie Ewangelie synoptyczne podają, że Jezus „biorąc w objęcia dzieci, kładł na nie ręce i błogosławił je” (Mk 10,16; Mt 19,13-15; Łk 18,15-17). Według słów Chrystusa dzieci symbolizują prawdziwych uczniów Zbawiciela, dlatego „do takich należy Królestwo Boże” (Mk 10,14). Przez swoją naukę o dzieciach, a szczególnie w słowach: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10,15), chce nauczyć także nas dorosłych, że zbawienie należy przyjmować z prostotą dziecka jako dar od Ojca, a nie domagać się go bezczelnie jako rzeczy nam „należnej”.
Mając posłać swych uczniów do świata pogańskiego, w którym dziecko nie miało żadnych praw, Jezus przekonuje ich, że powinni przyjmować każde dziecko i okazywać mu miłość i troskę w „w imię Chrystusa”, swego Mistrza, tak jak przyjmują Jego samego. Jednocześnie przestrzega, by nie brali wzoru z tego świata: „Kto by stał się powodem do grzechu dla jednego z tych małych, którzy we Mnie wierzą, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18,6). Akcentuje, że dziecku należy się szacunek: „Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych...” (Mt 18,10). Lektura Ewangelii ukazuje nam w różnych miejscach miłość Jezusa do dzieci, a jednocześnie do ich rodziców, chociażby w scenach wskrzeszenia dzieci i troski, by ich nakarmiono...
Rozważając życie, działalność i naukę Chrystusa, który przyszedł na świat jako małe dziecko, otoczone troskliwą opieką Maryi i Józefa, który „wzrastał w latach, mądrości i łasce u Boga” (Łk 2,52), i który zawsze był włączony w to, „co należy do Jego Ojca w niebie” (Łk 2,49), lepiej zaczynamy pojmować głębię treści zawartej w słowach będących tematem naszego rozważania: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im!” (Łk 18,16). W słowach tych odczytujemy apel skierowany do nas, chrześcijan i osób konsekrowanych, by tym bardziej poświęcać się służbie dzieciom, im więcej jest ludzi, nawet rodziców, którzy „zabraniają” wprost, lub przez zły przykład, zbliżać się dzieciom do Zbawiciela, wypaczając ich charaktery i sprowadzając je z drogi prawdziwego człowieczeństwa i z drogi zbawienia ( często w imię źle pojętej „miłości” do dziecka).
Jan Paweł II, świadom niebezpieczeństw grożących dzieciom i młodzieży, zwraca się z apelem do osób konsekrowanych, by wraz z całym Kościołem, włączyły się w misję wychowywania każdego, a szczególnie młodego człowieka, bo „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Wyraźnie stwierdza, że osoby konsekrowane są powołane, by przez pracę wychowawczą chronić dzieci przed życiowym „błądzeniem”, bo przecież każdy człowiek w głębi swej istoty poszukuje drogi do „ostatecznego spotkania Chrystusa, Pana historii” (por. VC 96). Słowa te doskonale współbrzmią z pragnieniem Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im”. Niezwykłej doniosłości nabierają wskazania Sługi Bożego: „dzięki bogatemu dziedzictwu tradycji wychowawczych ( a Siostry Służebniczki mają to „bogate dziedzictwo”), zgromadzonemu przez cały Instytut... osoby konsekrowane są w stanie prowadzić szczególnie owocną działalność edukacyjną..., a przeniknięte ewangelicznym duchem... będą pomagały młodym (- dzieciom) wzrastać w człowieczeństwie pod kierownictwem Ducha Świętego” (VC 96). – Kolejne słowa brzmią tak, jakby Ojciec Święty miał na myśli metodę wychowawczą bł. Edmunda, rozwiniętą przez jego duchowe córki, bo pisze tak: „Program pedagogiczny przyczynia się do połączenia w harmonijnej syntezie tego, co Boskie i ludzkie, Ewangelię i kulturę, wiarę i życie” (tamże).

Kształtujemy siebie na wzór Chrystusa Sługi, z miłością służąc dzieciom. –

„Na wzór Chrystusa”. – Każdy myślący człowiek zadaje sobie w pewnym momencie życia egzystencjalnie istotne pytanie: co zrobić z tym jednym, niepowtarzalnym życiem, które posiadam, aby uczynić je wartościowym, a przez to sensownym?  Siostry już dawno zwróciły się z tym pytaniem do Chrystusa, bo zrozumiały, że „recepty” dawane przez świat są niewystarczające na dłuższą metę. Trwając w szkole Chrystusa, Siostry wiedzą, że nasz Mistrz zarówno swoim słowem, ale przede wszystkim swoim życiem pokazał, w jaki sposób nadać życiu sens. Pamiętamy przy tym, że Jezus Chrystus, w którym „mieszka cała Pełnia Bóstwa”, ma jednocześnie prawdziwie ludzkie życie z wszystkimi jego elementami i dlatego stanowi On wzór życia prawdziwie ludzkiego. Wzór osobowy. A osobowy wzór to KTOŚ, kto rozwiązuje problem życia ludzkiego zarówno gdy chodzi o jego najgłębszy sens, ale też gdy chodzi o codzienny, zwyczajny, realny „wątek życia”.
Co zatem zrobił Chrystus ze swoim ludzkim życiem? – Odpowiedź znajdujemy w Ewangelii, patrząc na Chrystusa, bo w Ewangelii ON JEST! Odpowiedź możliwie najkrótsza brzmi chyba tak: nasz Zbawiciel użył w całości swoje życie na to, aby służyć i miłować! Wypełnił swoje życie w całości służbą i miłością!
Chrystus jest Wzorem uniwersalnym, dla każdego człowieka: „Uczcie się ode Mnie..., a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych!” (Mt 11,29). Dlatego też każdy chrześcijanin, szczególnie kapłan i osoba konsekrowana, mogą „wstawić się” w miejsce Jezusa i próbować swoje życie rozwiązać tak, jak On. Rozwiązywać problem sensu i wartości swego życia na tej samej zasadzie, to znaczy wykorzystując je w pełni na to, aby służyć i miłować.
W pierwszej części rozważania przybliżyliśmy sobie w pewnej mierze sposób realizacji tej zasady przez Chrystusa w odniesieniu także do świata dzieci. Teraz my musimy wciąż zastanawiać się nad tym, co w naszej codziennej sytuacji oznacza to „służyć i miłować”? – W naszej refleksji na ten temat przychodzi i taka myśl: może da się to „zredukować” do jednego słowa, bo dochodzimy do wniosku, że służyć to znaczy miłować: „Nie miłujcie słowem i językiem, ale czynem i prawdą!”. Musi mnie ciągle nurtować myśl: „służę, BO miłuję!” (jak np. matka), „miłuję i DLATEGO służę!”
Wspomniałem we wstępie, że spróbuję problem ukazany w temacie naszkicować w formie „tryptyku”: Jezus a dzieci; Bł. Edmund a dzieci; Siostra Służebniczka a dzieci. Pierwszą „odsłonę” ukazałem jak potrafiłem w dotychczasowym toku konferencji (choć wiem, że bardzo nieudolnie i ogólnikowo). Teraz rzucę ( może „nie na wiatr”) parę słów na temat drugiej „odsłony”: bł. Edmund a dzieci.
Bł. Edmund kontemplując wzór Chrystusa zrozumiał, że życie jest sensowne i wartościowe, gdy przybiera kształt proegzystencji. Bezinteresownego daru z siebie, bo „frustra vivit, qui nemini prodest!” – Wiem, że w tym względzie nie potrafię powiedzieć niczego, czego Siostry by nie wiedziały, bo przecież regularnie wczytujecie się w Jego pisma. Dlatego znów pozwolę sobie tylko na kilka słów przypomnienia.
Wiemy doskonale, że Edmund Bojanowski miał różne życiowe możliwości. Mógł wybrać drogę małżeństwa, drogę kapłaństwa lub życia w klasztorze, bądź wreszcie drogę kariery literackiej. On jednak, w swej konkretnej sytuacji osobistej i historyczno-społecznej (nb. „rozpoznanie znaków czasu”), otworzył swoje oczy, serce i wszystkie zdolności i siły, zrodzone z wiary i miłości teologalnej, na los dzieci pozbawionych rodziców, pozbawionych środków do życia i zagrożonych moralnie. Odkrył w swym wrażliwym sercu „powołanie ojcowskie”. Dlatego podjął decyzję służby, poświęcenia się dzieciom, szczególnie w pierwszym okresie „sierotom pocholerycznym”. I stał się dla nich „znakiem” dobroci Boga, znakiem Chrystusa Sługi, dając im poczucie bezpieczeństwa i miłości. Stał się ojcem zatroskanym o ich dobro doczesne i nadprzyrodzone.
Widzimy to od pierwszych stron jego „Dziennika”: „Na korytarzu okoliły mię sieroty, trzymające w rękach bluszczowe listki i żądając ode mnie zielonego... rozdałem pomiędzy sieroty 20 egzemplarzy Litanii do Świętych Dziatek... osobno dałem dwom sierotom książeczki dwie: Pamiątka Pierwszej Komunii Świętej, to jest Marynce Kryszkiewicz i Emilii Greinert, które w Wielki Czwartek pierwszy raz do Stołu Pańskiego przystępowały... W czasie obiadu odwiedziłem zgromadzone w refektarzu sieroty... dzieci podały mi łyżkę do nalewania, prosząc abym im zupę rozdzielił...” (1.IV.1853). Już ten jeden zapis świadczy o tym, jak dzieci wyczuwają dobrego człowieka i jak wytwarza się między Edmundem a sierotami zażyłość prawdziwie rodzinna.
Bł. Edmund, swoim sercem rozkochanym w Bogu, umiał wczuwać się w potrzeby psychiczne dzieci, zwłaszcza w psychikę cierpiącego dziecka, i w ogóle w psychikę cierpiącego człowieka. Może niekiedy słyszał przy odwiedzinach ludzi ich narzekania, że są „opuszczeni przez Boga”. Ale on wiedział, dzięki swej wierze i zawierzeniu Opatrzności, że ludzie doświadczani różnymi życiowymi dramatami, są zwyczajnie opuszczeni przez ludzi niezdolnych rozpoznać w bliźnich cierpiącego Chrystusa. I tę „lukę” w postawie wielu chrześcijan postanowił „wypełnić” swoją służebną miłością. Troszczył się więc nie tylko o lekarstwa, o pożywienie, ale także o dusze dzieci, tak jak to czyni prawdziwy chrześcijański ojciec, który wie, że nasza Ojczyzna jest w niebie.
Bł. Edmund całym życiem udowodnił, że na wzór Chrystusa Sługi szedł z miłością i służył w wieloraki sposób dzieciom. A ponieważ tę miłość czerpał z ojcowskiego Serca Boga, dlatego też promieniował nią nie tylko na dzieci, ludzi chorych i ubogich, ale i na zdrowych, bo jak powiedział Jan Paweł II: „z miłości do Boga i do człowieka umiał skutecznie jednoczyć różne środowiska wokół dobra” (13.VI.1999). W równej mierze, co współczesny mu św. Jan Bosko (1815-1888), realizował zasadę wychowawczą mówiącą, że „dzieci powinny nie tylko być kochane, ale i wiedzieć, że są kochane” (por. VC 96).
Na zakończenie powiedzmy jeszcze parę słów o trzecim „skrzydle tryptyku”: Siostra Służebniczka a dzieci.
Siostry, zwłaszcza Ochroniarki, Świetliczanki i Katechetki, spotykając się na co dzień z różnymi dziećmi, są „realistkami”. Z doświadczenia wiedzą, że dziecko nie jest „ideałem”, z którym praca jest samą rozkoszą. Dziecko jest istotą znajdującą się u początków procesu swego rozwoju i dlatego potrzebuje zdecydowanego wychowywania, choć się często przed tym „broni” (oczywiście nie każde). Ale to jest sytuacja „normalna”, bowiem jak mówi już Stary Testament: „w sercu chłopięcym głupota się mieści, (w dziewczęcym chyba też), rózga karności wypędzi ją stamtąd” (Prz 22,15). Także Pan Jezus wskazywał, że cechą dzieci jest niestałość w postępowaniu i niechęć do zdyscyplinowania: „dzieci przymawiają swym rówieśnikom” (Mt 11,17). Ale musimy pamiętać, że i takie „trudne dzieci” miłuje Bóg, który „upodobał sobie w tym, co niemocne”(1Kor 1,27n);  - także takim dzieciom służył z miłością bł. Edmund i chciał, aby to samo czyniły i jego duchowe córki.
Skąd się one wzięły? – Edmund wiedział, że sam nie będzie w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby dzieci wodzących za nim błagalnym spojrzeniem, dzieci „głodnych” nie tylko chleba, ale i serca. Dlatego zrodziła się w nim myśl „zuchwała”, nie wątpimy, że z Bożego natchnienia, aby do opieki nad dziećmi zmobilizować dziewczęta, gdyż dzieci potrzebują nie tylko ojca, ale także – może w jeszcze wyższym stopniu – matki, jej serca, jej pieszczoty, jej ciepłej, cierpliwej i miłującej bliskości.
Dziewczętom, które poszły za nim, czyli Wam, kochane Siostry Służebniczki, przekazał ideę radosnego poświęcenia się dzieciom, jako cenne „dziedzictwo”, jako charyzmat założonego przez siebie Zgromadzenia. Siostry znają jego powiedzenia: „Trzeba samemu dotknąć nędzy”, to znaczy trzeba tak po prostu ofiarować samego siebie tym wszystkim, którzy nas potrzebują. – Do kształtowania siebie na wzór Chrystusa-Sługi zachęca pierwotna „Reguła” Ojca Edmunda, która jasno mówi: „Maluczkim i ubogim służyć z miłości dla Chrystusa, który uniżył się i wyniszczył, dla nas przyjmując postać Sługi”. Nie jest to łatwe w codziennej realizacji, bo Siostry często są przepracowane, zmęczone, borykające się z różnymi osobistymi problemami. Dlatego tak bardzo potrzebne są chwile kontemplacji Chrystusa Sługi, zwłaszcza Siostrom niosącym miłość dzieciom ze „Świetlicy”, dzieciom obciążonym różnymi rodzinnymi patologiami.
Ciekawy jestem, czy Siostrom czasem „śnią się” dzieci smutne, bo „o czym kto myśli, to mu się i przyśni”. Siostry znają sen Edmunda, który zdrzemnął się czuwając przy łóżku chorego. Dostrzegł płaczące dzieci, oraz nie żyjącego już wtedy ks. Siwickiego, który powiedział do niego: „Weź je, one są twoje!” Gdy się ocknął, doszedł do wniosku, że był to sen proroczy, że to wyraźna wskazówka otrzymana od swego dawnego wychowawcy. Zrozumiał, że dzieci go potrzebują i oddał się im bez reszty. Jest rzeczą piękną, że Siostry też zrozumiały, że dzieci was potrzebują. A nawet więcej, że to potrzebuje was Chrystus, by miłować i służyć im waszym poświęceniem. A służąc dzieciom z miłością, Siostry kształtują siebie na wzór Chrystusa Sługi.

Ks. dr Andrzej Pękala

25 października 2014 r.
Sobota
Do końca roku zostało 68 dni.

IMIENINY
obchodzą Siostry:
s.Chryzanta, s.Inga, s.Dariana

Myśl bł. Edmunda

Modlitwa jest istnym nerwem chrześcijańskiego życia.

Ewangelia na dziś

Skrzynka intencji

Prośby o modlitwę 

za wstawiennictwem

bł. Edmunda

Bojanowskiego 

 

 

 

 

W trosce o wychowanie

 

 

Logowanie

 modzie dladzieci2