Get Adobe Flash player

W Roku Wiary według naszego programu formacyjnego zanurzamy się w mistyczne doświadczenie Ojca Założyciela, by naśladować przykład Jego życia i świętości. W numerze 9 Dekretu o duchowości i charyzmacie mamy zanotowane „Oddajemy się służbie Bogu w bliźnich najbardziej potrzebujących pomocy spośród dzieci, ubogich i chorych, w duchu pokory i prostoty, rozeznając znaki czasu.” Spójrzmy na błogosławionego Edmunda posługującego cierpiącym, spróbujmy odkryć jego ducha służby chorym i konającym.

Ks. Gieburowski powiedział o bł. Edmundzie w ten sposób „Całe bowiem to życie  od pierwszej zaraz młodości, jak to świadczą rówieśnicy jego, jak świadczy cała Gostyńska okolica, całe życie jego, to jeden wątek miłości bliźniego, to ciągła pamięć o tym, który cierpi, a zapominanie o sobie, to ustawiczne miłosierdzie.”

Bł. Edmund dotknięty przez Miłość stał się Miłosiernym Samarytaninem, który niósł pomoc, miłość, nadzieję. Miał odwagę schodzić do miejsc, które omijali inni.

Św. Łukasz w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, dokładnie opisuje zachowanie się Samarytanina, który przechodził obok człowieka na pół umarłego porzuconego przez zbójców. „Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: «Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał” Łk(10,33-35)

Założyciel swoim życiem i postępowaniem dokładnie odwzorowuje zachowanie Samarytanina. Jak Samarytanin podróżując po ścieżkach ludzkiego życia - patrzył, patrząc – widział. Świadczą o tym  zapisy w Dzienniku. Bardzo szczegółowo opisuje przypadki chorych tzn.: notuje bardzo dokładnie o każdym chorym: imię, nazwisko, podaje również informacje o jego rodzinie, szczegółowo opisuje jego dolegliwości jak również poprawę lub pogorszenie się stanu zdrowia. Każdy chory, potrzebujący pomocy jest dla Niego osobą bardzo ważną, każdego traktuje bardzo indywidualnie. Stara się zdobyć jak najwięcej wiadomości o konkretnym człowieku chorym, jego rodzinie, jego sytuacji, jego potrzebach. Nie tylko schodzi do chorych, ale oni przychodzą do Niego. Przychodzą po radę, po pomoc. Przyjmuje wszystkich z wielką otwartością i serdecznością.  Interesuje się tymi, o których informują Go znajomi, siostry. Dnia 8 sierpnia 1853 r. czytamy, iż na wiadomość, że jest chora kobieta z chorym dzieckiem potrzebująca pomocy, po dokładnym opisie jej warunków  życiowych kończy „muszę się wcześnie o niej dowiedzieć i wedle możności dać pomoc”. Spotykając się z chorymi, dostrzegając ich wzrusza się do głębi ich słabością, bezradnością, ich losem.

Owo "głębokie wzruszenie" jest podstawą bezinteresownej miłości, gotowej pomagać nawet zawziętemu wrogowi. Nie jest to tylko zwykłe uczucie litości na widok niedoli. To postawa całego człowieka, który nie może przejść obojętnie obok bólu i cierpienia. Warto zauważyć, że dokładnie tym samym słowem opisał św. Łukasz reakcję miłosiernego ojca na powrót marnotrawnego syna. Tak, więc ludzkie miłosierdzie ma tę samą podstawę, co miłosierdzie przebaczającego Ojca. Bóg do poranionego przez grzech człowieka podchodzi tak, jak Samarytan podszedł do wpół umarłego podróżnego. To jest właśnie to, o czym mówi Jan Paweł II: wyobraźnia miłosierdzia, aby ją posiąść - trzeba się modlić o otwarte oczy serca, by postrzegać bliźniego właśnie poprzez pryzmat serca.· Bł. Edmund wiele godzin spędza na kontemplacji, modlitwie, aby poznać przymioty Boga, aby doświadczyć Miłosiernego Ojca. To osobiste spotkanie z Dobrym Ojcem jest światłem, mocą w pochylaniu się nad biedą człowieka. W bł. Edmundzie dostrzegamy niesamowitą wrażliwość na chorych, potrzebujących. Szczególnie dotyka Go ubóstwo, opuszczenie, poniżenie, odrzucenie człowieka. Współczuje, martwi się losem chorych. Przeżywa smutek, gdy kogoś nie udaje się uratować. Jest radosny i zadowolony, gdy stan zdrowia ulega poprawie lub gdy chory umiera pojednany z Bogiem. Patrzy na innych sercem, dostrzega każdą zmianę w wyglądzie chorego i ten szczegół odnotowuje w swoim Dzienniku np.:„dziś widziałem na sali chorych Kazimierza spod Śremu chłopaka czerstwego niegdyś.....A dziś ledwo go poznałem taki skrzywiony, wychudły, nędzny i cierpiący”19.X. 1853r.

Wzrusza go wrażliwość i dobroć innych osób względem drugiego człowieka, szczególnie doświadczanego przez cierpienie. Dostrzega te cechy u innych i zapisuje je w dzienniku, oto jego słowa „.ochroniarki dwie od rana musiały prawie do południa oczyszczać izbę i chorą, w takim nieładzie i nędzy wszystko zastały. Musiały ochroniarki jedno ze swych łóżek przynieść. Jagusia dała swoje prześcieradło, z którego uszyły i zrobiły sieniak wygodny, bo chorą na barłogu i na podłodze leżącą zastały. Na przyjęcie księdza z Panem Jezusem narwały co prędzej kwiatów, usłały nimi ścieżkę od samej drogi przez sień i izbę aż do stolika przy chorej, na którym wśród kwiatów ustawiły świece gromnice i krzyż z ołtarza ochrony. Owóż w kilku chwilach nieschludna, barłogiem i błotem napełniona izba, pełna zaduchu zakwitła i zapachniała kwieciem i miłością chrześcijańską. Ze łzami w oczach dowiedziałem się o tych wszystkich szczegółach i z całej duszy dziękowałem moim kochanym dziewczętom za ich –powiem –domyślność serca.” Dz.22 07 1855r. Dotknięty głęboko sytuacją, potrzebą cierpiącego biegnie z największą chęcią, aby opatrzyć rany i zalać je oliwą, mimo że nie ma żadnego profesjonalnego przygotowania medycznego. Dnia 20 lutego1856r tak notuje  „..o szarej godzinie...przychodzi człowiek ze wsi prosić mię, bym przybył do jego córki chorej, która wielkiej choroby dostała. Mimo mego tłumaczenia się, żem nie ksiądz ni lekarz, nastawał przecież ów stroskany ojciec, abym koniecznie chorą odwiedził. Pobiegłem z największą chęcią i szczęśliwie przyszło mi na myśl, żeby jej kazać stawić synapizma na ikra i stopy- i wkrótce chora uspokoiła się”.

Nikomu nie odmawia, z całych sił stara się pomóc. Niesie pomoc poprzez uczynek miłosierny. Zofia Niedźwiedzka tak opisuje jego posługę „musiał stawić czoła przerażeniu chorych, opuszczonych ze strachu przed zarażeniem. Widziało się go, jak wchodził z jednego domu do drugiego oznaczonych czarnym krzyżem zadżumionych, po to, by napoić chorych i przekazać rodzinom elementarne wskazówki dotyczące opieki. Wiele razy płaszcz jego był zbryzgany wymiotami. Fetor tych zamkniętych pomieszczeń przyprawiał go o mdłości. To wszystko nie przeszkadzało mu trzymać w ramionach umierających, aby im pomóc w tej wielkiej przeprawie. Właśnie tę ideę radosnego poświęcenia Bojanowski przekaże dziewczętom ze swojego zgromadzenia jako najcenniejsze dziedzictwo. A przecież przekazać w spadku można jedynie to co się posiada.” W dzienniku odnajdujemy dużą ilość przykładów opisujących w jaki sposób osobiście posługuje chorym. Bardzo często odwiedza chorych, podaje im lekarstwo, posiłki, zabiega aby pokarmy były smaczne i odżywcze. Jest zawsze dyspozycyjny i gotowy nieść pomoc. Pod  datą 26 sierpnia 1853 czytamy „przy piątku odwiedziłem chorych i chcąc im posłużyć starym obyczajem, nakarmiłem jednego bardzo słabego chorego, który sam łyżki utrzymać nie może.” Na innym miejscu czytamy „ odwiedziłem też dziś niebezpiecznie chorą panią Kuleszową. Zaniosłem jej opłatek, aby z nią się połamać nim, ale zastawszy ją bardzo słabą, zostawiłem tylko opłatek na dowód mej życzliwości. Mówiłem córce jej, że poproszę księży, aby na jutro poprosili ks. proboszcza Kuśniaka, iżby odwiedzić ją raczył i wysłuchał spowiedzi, jeśli będzie można”.22 grudnia 1854r.  Jest świadom swoich możliwości i ograniczeń, dlatego gdy potrzebna jest fachowa pomoc prosi o nią. W swoją misję miłosiernej służby włącza ludzi rządzących, rozmawia z burmistrzem o potrzebach chorych, szuka pomocy w gminie, na dworach. Podejmuje różne inicjatywy, aby zachęcić mieszkańców wiosek do większej otwartości i wrażliwości na osoby cierpiące. Nie traci nadziei, nikogo nie uważa za przegranego, straconego chociaż lekarze uważają że nie ma już nadziei na poprawę. On czyni wszystko co w Jego mocy. Pomaga poprzez słowo miłosierne. Wysłuchuje, pociesza, pomaga akceptować cierpienie, dojrzewać w nim, zachęca do odnajdywania sensu cierpienia  przez zjednoczenie z Chrystusem, który cierpiał z nieskończoną miłością.

Św. Siostra Faustyna w swoich notatkach zapisała takie słowa „Jeżeli nie będę mogła okazać czynem ani słowem miłosierdzia, to zawsze mogę modlitwą. Modlitwę rozciągam nawet tam, gdzie nie mogę dotrzeć fizycznie.” Tą prawdą żył również nasz Założyciel. Był przekonany iż jedynym skutecznym lekarstwem są Sakramenty Święte, że chorzy najbardziej potrzebują jednego: Boga. Odkrył iż chorzy, konający mają pewien wyjątkowy instynkt tego co najistotniejsze. W sposób szczególny szukają bliskości Jezusa. W Dzienniku zapisał „Nawet wyczytuję pocieszające szczegóły, że pielęgnowały do samej śmierci chorego, który koniecznie ich pragną, aby go pocieszały i modliły się przy nim.” Dz. 4 IX 1855r. Troszczy się, aby chorzy mogli korzystać z sakramentu pokuty, uczestniczyć we Mszy Świętej, przystępować do Komunii Świętej. Sam osobiście uczestniczy w Eucharystii i przyjmuje Komunię w intencji chorych oraz w intencji sióstr posługujących wśród chorych i konających. 28 marca 1856 notuje „...przyjąłem Komunię Św. na intencję chorej służebniczki” a 18 marca 1859 r. „Byłem na prymarii i wotywie u Najświętszej Panny Bolesnej oraz u Komunii Św., którą przyjąłem na intencję sióstr pielęgnujących teraz chorych i na intencję tychże chorych.” Zachęca i zaleca siostrom aby modliły się wraz z chorymi i aby modlitwą swą obejmowały chorych. Wprowadza dzieci, sieroty w tajemnicę cierpienia uwrażliwiając ich serca na chorych, potrzebujących pomocy i zachęca aby niosły im pomoc poprzez swoją modlitwę. Oto, co zapisał pod datą 6 grudnia 1854 „poleciłem, aby dzieci codziennie za wszystkich ubogich, cierpiących w obecnym czasie nędzy zmówiły paciorek.”  7 grudnia tegoż samego roku „wytłumaczyłem jej, jak należy przed modlitwą przygotować dzieci opowiadaniem wszelkich nędz i utrapień ludzkich.” W orbicie jego szczególnego zainteresowania znajdują się umierający. Zapewnia im komfort duchowy sprowadzając kapłana, otaczając ich modlitwą i swoją obecnością. Troszczy się o zbawienie ich duszy. Pragnieniem jego serca jest wzbudzić zainteresowanie, zatroskanie mieszkańców wiosek o tych którzy odchodzą z tego świata. Poprzez siostry rozpowszechnia wśród mieszkańców modlitwę  do konającego Serca Pana Jezusa za konających. Pisze „mam nadzieję że przez nią czuła ta pamięć o konających rozszerzy się w tutejszej wiosce.”

Swoje dzieło pielęgnowania najmniejszych, chorych, konających przekazuje swoim siostrom. Każda ochronka miała obowiązek szukać w swojej okolicy chorych i ich odwiedzać; 7 sierpnia 1858r notuje „Do chorych chodzą, ile im czas pozwoli i uproszony ze dworu zasiłek im zanoszą.” Na kartach dziennika zapisuje z ogromną radością informacje o działaniach podejmowanych przez siostry. Podkreśla ich oddanie, zaangażowanie, gotowość i chęć niesienia pomocy chorym. Pochwala ich odwagę i wytrwałość gdyż często wbrew trudnym warunkom atmosferycznym(dużej ilości śniegu, opadów deszczu) a także mnogości codziennych obowiązków spieszą z posługą miłosiernego Samarytanina. Również siostry w listach adresowanych do Ojca Założyciela informują go o obecności chorych, cierpiących w ich środowisku życia oraz o tym w jaki sposób im pomagają. Nam kontynuatorkom swojego dzieła pozostawia świadectwo swego życia, poprzez które pomaga nam zrozumieć, że z pomocą Bożej łaski przyjętej i przeżywanej na co dzień doświadczenie choroby i cierpienia może stać się szkołą nadziei.  Zachęca siostry: nasze poprzedniczki, nas i te, które będą po nas do pochylania się nad ranami ciała i duszy tak wielu naszych braci i sióstr, których spotykamy na dogach naszego świata. Wskazuje że nasza posługa cierpiącym to znak i narzędzie współczucia Chrystusa, który powinien docierać do każdego człowieka naznaczonego cierpieniem. Zachęca nas byśmy nie szczędziły im troski i pocieszenia. W regule zanotował w numerze 48 „chorym jako Chrystusowi Panu w miłości służąc nie tylko ich ciała posługą chrześcijańską ratować, ale i ich dusze miłością i poświęceniem dla Pana Jezusa budować mają, aby tym sposobem zasłużyły sobie mieć Jezusa lekarzem dla swej duszy i ciała. Przeto gdy cierpienie chorych widzą, niech swej duszy choroby rozmyślają, a jako chorych pocieszają, tak Jezus ich pociechą będzie.”

Jest przekonany że czas spędzony u boku tych, którzy przeżywają próbę okazuje się owocującym łaską dla wszystkich innych wymiarów apostolstwa. Oto jego zapis 3 grudnia 1857r „Do domu pewnego komornika w Jaszkowie, przybył ubogi brat żony jego, który miał ogromną ranę na nodze i dalej iść nie było mu już podobne. Nareszcie dostał niezmiernej gorączki i musiał się położyć. Posłali mu w izbie barłogu i tak bez okrycia na ziemi leżał jak Łazarz. Służebniczki dowiedziały się o nim, chodziły go codziennie nawiedzać i opatrywać, gdy stan się pogarszał i chory tracił przytomność, przyszła siostra Starsza z Elżbietą. Wzruszona biedą z litości błagała siostrę jego, aby swojego brata położyła na swoim łóżku, czego odmówiła. Siostra Starsza zaproponowała iż ona odda swoją pościel byleby tamta przeniosła go na łóżko. Tak uczyniły. Siostra pobiegła do ochronki i pościel przyniosła. Sama zaś mimo iż towarzyszki pragnęły podzielić się swoją pościelą wybrała słomę, prosiła aby pozwoliły jej spać na słomie. Trwało to aż do śmierci Łazarza. Potem pościel oczyściła i już pod nią sypiała.” Błogosławiony Edmund kontynuuje „opowiadanie to mocne uczyniło na mnie wrażenie. Takie postępki więcej ożywiają miłość bliźniego i uczucie miłosierdzia miedzy naszym ludem, niżeli najdłuższe o cnotach morały. Postępki takie, ciche i mało komu wiadome (nawet we dworze miejscowym nic o tych szczegółach nie wiedziano) najlepszą mogą stać się rękojmią błogosławieństwa Bożego dla tego poczynającego się dopiero Zakładu."

Bł. nasz Ojciec uczy nas tej postawy, która w życiu codziennym uszlachetniać będzie w nas samych obraz Miłosiernego Jezusa.

Na koniec życzmy sobie nawzajem, by Błogosławiony Edmund Bojanowski w Roku Wiary dla wszystkich był wzorem i przykładem czynienia dobra i miłości. A ta moja nieudolna refleksja niech będzie inspiracją do wypłynięcia na głębię duchowości naszego błogosławionego Ojca Założyciela.

s.M. Beata Mogilska

Neapol, dnia 21.01.2012 r.

23 października 2014 r.
Czwartek
Do końca roku zostało 70 dni.

Myśl bł. Edmunda

Natura rodzicielka jest widomym uzewnętrznionym i pełnym piękności dziełem Boga...

Ewangelia na dziś

Skrzynka intencji

Prośby o modlitwę 

za wstawiennictwem

bł. Edmunda

Bojanowskiego 

 

 

 

 

W trosce o wychowanie

 

 

Logowanie

 modzie dladzieci2