Jak być autorytetem dla swoich dzieci?

03-11-2016 | W trosce o wychowanie

„Słowa nauki tu nie wystarczą. Dzieci nie słowem, lecz życiem uczyć trzeba jak żyć mają”

bł. Edmund Bojanowski

 

Wśród wielu czynników wpływających na wychowanie młodego człowieka wyłania się potrzeba autorytetu. Pomimo wielu zmian społecznych autorytet pozostaje ciągle jednym z istotnych elementów wychowania. Dzieci i młodzież często demonstrują swoim stylem bycia, zachowania, że nie liczą się z niczym i z nikim… Jest to jednak tylko zewnętrzna powłoka maskująca ich ludzkie potrzeby i szukanie autentycznych wzorców.

 

Z życia wzięte…

 

      Trzy koleżanki: Iwona, Marika i Julia spotkały się po lekcjach. Świetnie bawiły się razem, wymyślając coraz to nowsze zabawy. W pewnym momencie Iwona powiedziała: 

– Muszę już wracać do domu.

– Zostań jeszcze – zaproponowała Julia. 

– Nie mogę. Obiecałam wrócić na 16.00.

– Coś Ty taka punktualna? – dziwiła się Marika.

– Ja też miałam być przed rodzicami w domu. Ale co tam…! Niech się trochę podenerwują, gdy wrócę później – powiedziała z przekąsem Julia.

– Ja już idę. Iwona wstała i zaczęła się ubierać do wejścia.

– Zaczekaj, nie możesz coś im wymyśleć? Taka fajna zabawa… nie psuj wszystkiego! – upierała się Julia.

– Opowiedz o staruszce, której musiałaś pomóc albo coś takiego… podsunęła pomysł Marika.

– Przecież to kłamstwo! – oburzyła się Iwona

– Oni też obiecują, a nie dotrzymują słowa. Mama mówiła o wspólnych wakacjach, a Tata obiecywał mieć dla nas więcej czasu i zabrać nas do ZOO. I nic! Kolejny raz nic! Gdy mama wraca z pracy to jest zmęczona i tylko obiecuje. Więc i ja nie muszę dotrzymywać słowa – stwierdziła Marika.

– Mój tata daje pieniądze i zwalnia się ze wszystkiego. Mama mówi co innego, a tata jeszcze co innego – żaliła się Julia.

Iwona zaczęła bronić rodziców:- Moi rodzice razem ustalają, planują i bardzo starają się dotrzymać danego słowa. Dla mnie ważne jest to, co mówią, ale jeszcze ważniejsze to, co robią. Ja też chciałabym być taka jak oni… zamyśliła się Iwona.

-A mi rodzice pozwalają na wszystko i uważam, że jestem już na tyle  duża, że nie muszę ich słuchać, odpowiadam za swoje decyzje – z przekąsem stwierdziła Marika. 

-Oni mi także ufają i nie chcę ich zawieść – powiedziała Iwona, wychodząc z pokoju. 

 

Gdy wróciła do domu, podczas wspólnego obiadu, rodzice zauważyli niepokój i zdenerwowanie córki.

– Czy po lekcjach spotkałaś się z koleżankami? – zapytała mama, patrząc uważnie na Iwonę.

– Tak bawiłyśmy się razem- przytaknęła. 

– Lubisz się z nimi spotykać?- niepokojąco zapytała jeszcze mama.

– One mówiły, że rodzice, co innego mówią, a co innego robią. Stwierdziły, że są już na tyle duże, że nie muszą słuchać rodziców, że robią to, na co mają ochotę…

Do rozmowy włączył się tata:

– Co zrobiłabyś, gdyby twoje drzewko, które jest małe, zaczynało rosnąć krzywo?

– Wbiłabym patyk i przywiązałabym go tak, aby wyprostowało się i rosło prosto.

– Podobnie jest z wychowaniem dziecka. Gdy rodzice pobłażają, to dziecko opuszcza się i wcale nie rośnie prosto…, dlatego w wychowaniu potrzeba miłości, ciepła, słońca, ale i strug deszczu, które oczyszczają, orzeźwiają. Potrzeba konsekwencji i umiejętności wybierania. Nie jest dobrze zawsze  na wszystko mówić: tak.

– No tak, ale Wy jesteście dla mnie wyrozumiali, nawet, kiedy mi coś nie wychodzi. Na te słowa mama mrugnęła okiem do Iwony.

– Widzisz, dużo można mówić pięknych słów, ale muszą być one potwierdzone w życiu. Tata przytakiwał słowom mamy i przytulił córkę.

  

„Perełka” błogosławionego Edmunda Bojanowskiego

 

Dzieci wzorują się na rodzicach. W pierwszych latach dziecko przyjmuje postawy rodziców bezkrytycznie i naturalnie, jak to określił bł. Edmund: Czym ranne wstanie i rychłe zasianie, tym też wczesne wychowanie. Rodzice nie muszą zabiegać o szacunek, poważanie, zaufanie – autorytet buduje się naturalnie przez autentyczność i prawość postępowania: bł. Edmund zauważył, że łatwo przychylność małych dzieci sobie zjednać, byleby im jakąkolwiek troskliwość okazać. To prawda, że w okresie dorastania, autorytet rodziców, dziadków zostaje poddany próbie. Dlatego w tym czasie bardzo ważne jest, w jaki sposób rodzice będą towarzyszyć swoim dzieciom, czy i na ile obdarzać będą ich zaufaniem, czy będą konsekwentni, gdy ich zaufanie zawiodą. Bł Edmund rozróżniał czyny, które czasem mogą być złe, od osoby, która jest zawsze dobra: Powiedziałem, że się nie gniewam na nią, tylko na to zło, które ją ze świętej drogi sprowadza. Gdy rodzice mają zdrowe poczucie własnej wartości i są zadowoleni z siebie, bez względu na swoje osiągnięcia – wówczas dziecko wierzy i szanuje rodziców. Gdy zaś osoba dorosła użala się nad sobą, źle wyraża się o sobie, ucieka od problemów, jest skłócona ze sobą i innymi – niestety, przestaje być autorytetem. 

 

 

Bardzo ważna jest spójność słów z czynami. To, czego dorośli oczekują od dzieci, sami muszą najpierw wprowadzać w czyn. Same słowa nie wystarczą, a polecenia, zachęty nie pobudzą, np. do modlitwy, do wierności. Bł. Edmund Bojanowski radzi: słowa nauki tu nie wystarczą: dzieci nie słowem, lecz życiem uczyć trzeba, jak żyć mają. W procesie wychowania do autorytetów istotna jest współpraca obojga rodziców. Nic nie zastąpi ich spójnej postawy. Stąd  czymś bardzo ważnym jest przygotowanie młodego pokolenia do bycia matką, do bycia ojcem – nie tylko przez fakt przekazania życia. 

 

 

Całe wychowanie stawia sobie za cel ukształtowanie osoby ludzkiej w odniesieniu do jej celu ostatecznego – do bycia zbawionym, świętym. Bł. Edmund wskazywał siostrom, że im bardziej ludzkość z postępem cywilizacji oddala się od natury, tym bardziej zaniedbuje, czy wypacza początkowe kształcenie wieku dziecięcego. Wychowanie musi pomagać dzieciom i młodzieży w zdobywaniu umiejętności coraz szerszego otwierania się na rzeczywistość i wypracowania sobie zdrowego i solidnego światopoglądu, opartego na wartościach duchowych, religijnych i humanistycznych. 

 

 

Często spotyka się sytuacje, kiedy rodzice wyręczają dzieci w ich podstawowych obowiązkach, co usprawiedliwiają brakiem czasu, cierpliwości. A są i tacy, którzy uważają, że to zadanie sami wykonają lepiej, szybciej i sprawniej. Niestety, jednak wymagania stawiane przez rodziców i wychowawców w zakresie utrzymywania porządku uczą dzieci doskonale obowiązkowości i odpowiedzialności, a także wiary w to, że sobie poradzą z wykonaniem zadań w ramach powierzanych im w życiu funkcji.

 

 I jeszcze jeden aspekt kształtujący samodzielność i odpowiedzialność młodego człowieka, na który często zwracał uwagę Edmund Bojanowski: Zabawy dziecięce powinny mieć pewien porządek i prawidłowość, aby dzieci w porządek i ład wprawiać, inaczej niepodobna, aby z nich kiedyś porządni a i nieswawolni obywatele wyrośli. (…) stąd nie należy zostawiać dzieciom dowolnego wyboru zabaw i gier, trzeba tu mieć na względzie takie, które uczą dobrego obejścia.

 

Dziś w dobie tabletów, komórek i przeróżnych gier komputerowych zwróćcie, drodzy rodzice, uwagę na to, czego dobrego uczą wasze dziecko gry i zabawki, którymi ich tak hojnie  obdarowujecie. Czy uczą wrażliwości na drugiego człowieka? W świat jakich wartości je wprowadzają? Czy dzięki nim, kiedyś samodzielnie i odpowiedzialnie wezmą w ręce ten najpiękniejszy dar, jakim je obdarowaliście – życie? 

 

Jeśli ta odpowiedź, pobudzi Cię do refleksji lub wzbudzi nowe pytania,

to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:

siostrybdnp@gmail.com