Boliwia: Oddać wszystko, aby służyć.

20-11-2017 | Echo z misji

Już od kilku lat posługę sióstr służebniczek na misyjnej ziemi boliwijskiej wspierają wolontariusze z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego „Młodzi Światu”.  

 

Wolontariuszki, w miarę możliwości starają się dzielić swoim doświadczeniem pracy na misjach. Zachęcamy do śledzenia ich blogów zamieszczonych na stronie www.swm.pl  a na zachętę cytujemy jeden z wpisów:  

 

 

Za: www.swm.pl

 

W swoim życiu spotyka się wiele osób, jednych tylko na „cześć”, innych tylko na całe życie, a jeszcze inni pozostawiają ślad na całe życie, zmieniają, dają przykład. I wydaje mi się, że taka jest właśnie nasza Siostra.

 

Kiedy decydujesz się zostać zakonnicą poświęcasz się cała- po pierwsze dla Jezusa, a co się z tym wiąże do służby innym. Mieszkając z dziećmi Siostra jest z nimi, żyje z nimi, wie o wszystkich ich słabościach, o ich talentach, o radościach, o smutkach. Zna ich. I pomimo wszystkiego tak bardzo kocha. Gdy się pojawia rozsiewa szczęście: uwielbia tańczyć, śpiewać, życie, radość. Dzieci ją uwielbiają – z nią iść za rękę do Kościoła, z nią rozmawiać, obok siedzieć na sobrealimento (podwieczorku). Mam wrażenie, że pomysłami na urozmaicenie czasu to rzuca jak z rękawa. Ale oprócz tego dba o ich wychowanie – o odrobione zadania, o higienę, żeby skarpetki były prane, o dyscyplinę, o pracę, o modlitwę. Na ładne oczka się nie da nic ugrać. Lubi też pracę w ogrodzie – można ją spotkać przy koszeniu trawy, a dzięki temu teraz i my pracujemy w wolnych chwilach. I bardzo cieszy ją uczestniczenie w Eucharystii – to jest fiesta radości, więc tak ważne by uczestniczyć w niej radośnie. Tak bardzo troszczy się o dzieci – choć czasem one tego nie widzą, lub nie doceniają. Najbardziej chyba pasuje mi do niej określenie: Iskra Radości.

 

 

Ostatnio świętowaliśmy jej urodziny. Każdy – od najstarszego do najmłodszego był w jakiś sposób zaangażowany. Zaczęło się od spotkania starszych dziewczyn – pomysłów co by zrobić, a przy okazji kilku ustaleń z życia domu, zakresu obowiązków, poprawienia tego co jest źle – mała organizacja. Stanęło na tym, że teatr. Dodatkowo piosenka z naszym tekstem ułożonym specjalnie dla Siostry oraz video ze zdjęć z napisami. Oczywiście dodatkowo tort. Dni przed świętowaniem były całe wypełnione od ranka aż do nocy. Połowa dnia z Arletką w kuchni – na przygotowywaniu transparentów, rekwizytów strojów, tortu i video, później szybciutko po dzieci do przedszkola, bo to zwykły dzień, a wieczorem próba teatru – w kuchni, tak żeby Siostra nie widziała. A śmiechu było co niemiara. I dodatkowego czasu razem, czasu bardzo wartościowego. Czasu my- starsze dziewczyny. A, no i Fabrissio, który był Spidermenem.

 

Pomimo początkowego zamieszania i niepewności czy będziemy mogli zrealizować to co przygotowaliśmy, czy czasem Siostra nie będzie musiała wyjść (bo tu bycie Siostrą wiąże się z wieloma obowiązkami), co z jej rodzicami i znajomymi, pomimo czasu oczekiwania, mogliśmy zacząć.

 

Nasza sztuka mieszała wszystkie bajki, więc był i Kopciuszek, i Trzy Świnki, i Śnieżka, i Zła i Dobra Czarownica, 7 krasnoludków, Piotruś Pan, Wendy, Królewna Śnieżka, Książę, Wilk, Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna, no i oczywiście narrator, którego wspaniale odegrała Arleta. Skończyło się na tym, że książę poślubił Czerwonego Kapturka i zaprosili całą ekipę na swoje wesele. Nie można zapomnieć też o udziale najmniejszych, którzy posłużyli jako kwiatki, drzewo, motylek i drzwi. Cały stres, napięcie, oczekiwanie, trud przygotowania i niedociągnięcia schodzą na drugi plan gdy słyszymy śmiech i zadowolenie z publiczności. Gdy widzimy uśmiech na twarzy Siostry. Achh, te zdolne, kochane dzieci. Mają w sobie wielki potencjał (pewnie jak każdy z nas) tylko potrzeba im trochę motywacji. Artyści – już od 4 latek.

 

Później piosenka, której tekst był do jednej z piosenek religijnych. I jak na drugi dzień próbowaliśmy ją zaśpiewać w czasie modlitwy wieczornej to się wszyscy mylili z tekstem dla Siostry – śmiesznie, ale jednak zaśpiewaliśmy inną w czasie modlitwy, tak bardziej dla Jezusa. I znów uśmiech Siostry w czasie jej święta. I znów myśl, że dlatego warto.

Tort! Z wieloma przygodami, nieidealny, można by rzec artystyczny. Życzenia, sto lat, sto lat i dmuchanie świeczki. Świeczki na 18-stkę, bo wszystkie inne ma Siostra, ale to symbol, że zawsze jest się młodym. I później video, ze zdjęć, ze wspomnieć, dla radości. Tematem było poszukiwanie skarbu. A puentą to, że to Siostra jest naszym skarbem. I jest w tym czysta prawda. Skarb od Boga. Skarb, którego kupić się nie da.

 

 

Na końcu była krótka część od jej przyjaciół – kolejny tort i przepiękna recytacja wiersza. A potem to już tańce i hulańce. I tak zastała nas noc. Noc, w której jeszcze nie poczułam zmęczenia, bo tak dużo się działo. Noc wdzięczności – że wszystko się udało, że Siostra jest z nami, że możemy być tu gdzie jesteśmy, tacy jacy jesteśmy.

 

A kim ja i ty jesteśmy dla innych? Czy przez nasze życie prześwituje moc i działanie Boga? Czy przez to jaka jestem inni mogą Go poznać, i co ważne, pokochać bardziej? Czasami nie trzeba jakoś bardzo wiele – trzy z haseł tego zgromadzenia do którego należą nasze Siostry to: Miłość, prostota i gorliwość apostolska. Może nie trzeba nic więcej.

 

Módlmy się za siebie nawzajem, aby siłę do służby innym czerpać z najpiękniejszego i niekończącego się Źródła.

+