Bóg Ojciec źródłem i wzorem wszelkiego ojcostwa

23-06-2016 | Kwadranse Edmundowe

Nie można zrozumieć najgłębszego sensu ojcostwa ludzkiego bez wyraźnego odniesienia do ojcostwa Boga.

 

Sięgając po korespondencję bł. Edmunda Bojanowskiego czytamy list, w którym widzimy jak on przeżywał prawdę o Bożym ojcostwie. W jego zapiskach odnajdujemy refleksję na ten temat. W swoim życiu przeżywał słowa św. Pawła, dlatego nieustannie zginał swoje kolana przed Ojcem, od którego pochodzi wszelkie ojcostwo w niebie i na ziemi. (List do Efezjan 3, 14-15.)

 

Pisma, jak również życie „serdecznie dobrego człowieka” ukazują nam, jak odnosił się do Boga jako najlepszego Ojca. Będąc dorosłym zachował cechy dziecka. W młodości wielu dostrzegało w nim znaczącego pisarza, albowiem nie była mu obca twórczość literacka. Jednakże sytuacja polityczna, widok ludzkiej nędzy i potrzeba szerzenia oświaty nie dawały mu wewnętrznego spokoju. Podejmując jakiekolwiek decyzje, zawsze starał się kierować swoje myśli ku Bogu i u Niego, jak u Najlepszego Ojca, szukać natchnienia. Wiedział, że Bóg – wzór ojcostwa, pomoże mu w każdej chwili.
Świadczy o tym następujący zapis w Dzienniku pod datą 19.IV. 1853:

 

„O jakże cudowne są sprawy Opatrzności! Wtenczas, kiedyśmy nie wiedzieli, skąd dalej wydatki przedsięwziętej budowy opłacić, kiedyśmy tylko o tyle spokojnymi byli, o ile nasza ufność w Panu Bogu pokrzepiła nas we wytrwałości, zsyła nam Bóg najmiłosierniejszy pomoc wystarczającą do uskutecznienia tak trudnego w naszym niedostatku przedsięwzięcia. Powiedziawszy o tym siostrze Przełożonej, prosiłem przede wszystkim, aby sieroty za świeżo otrzymane dobrodziejstwo odbyły modły dziękczynne, a sam pobiegłem do kaplicy i z cisnącymi się do oczu łzami złożyłem Bogu gorące dzięki”.

 

 

Bł. Edmund wzywał Boga jako Ojca. Jego życie i słowa świadczą o tym, że bardzo głęboko przeżywał prawdę o dziecięctwie Bożym. Boga, w sposób naturalny, jakby zupełnie spontaniczny nazywał swoim Ojcem. W listach możemy odnaleźć jego wiarę w Opatrzność Bożą, zwłaszcza w niezrozumiałych sytuacjach. Widoczne jest zaufanie dziecka, które zobrazować może fragment listu: „Jadąc do Śląska troszczyłem się o fundusze na budowę. Tymczasem tutaj, Pan Bóg jakby dla pokazania nam, że mamy mieć ufność w jego Świętej Opatrzności, zdarzył, że przyszła matka księżnej wsi z córką kandydatką i złożyła ofiarę” (List do ks. Jana Ciszka SJ w Starej Wsi, 26.07.1867). Bojanowski zaznaczał siostrom w listach, że powinny dziękować nieustannie za łaski i błogosławieństwo, „(…) jakie Bóg udzielić raczy tej maluczkiej i ubogiej czeladce swojej” (List do s. Leony Jankiewicz w Starej Wsi, 14.11.1866).

 

Ojciec Edmund miał głębokie poczucie bezradności, wobec wielu sytuacji i problemów życia. Wydaje się, że był w szczególny sposób ćwiczony w tym przez Boga, który uczył go coraz większego zawierzenia. W jego pismach, a także w życiu dostrzegamy bezgraniczne zaufanie i zawierzenie Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu. W Dzienniku wielokrotnie pisał o Miłosierdziu Boga, że jest ono „nieprzebrane”, „nieskończone”, i najdobrotliwsze”. Świadczy o tym szczególnie epopeja o Miłosierdziu Bożym.

 

Ojciec Edmund zapisał w Dzienniku: „Pogoda piękna. Byłem w kościele i potem u ks. Szułczyńskiego, który mię w smutku niespodziewanie ucieszył, pokazując mi ofiarę obiecaną mi już poprzednio przez ks. Proboszcza, a teraz na ręce jego złożona dla mnie ku dokończeniu budowy naszej. Jakże było moje uszczęśliwienie, gdym przeliczył samymi papierami kassowymi 400 tal! Podziękowałem nasamprzód Bogu, a potem i kochanego dawcę uścisnąłem serdecznie. O jakże to Bóg litościwy pokazuje jawnie, aby w miłosiernych przedsięwzięciach ufać w Opatrzność!” (Dziennik, 17.09.1854).

 

Bł. Edmund był przeniknięty głębokim przekonaniem o egzystencjalnej zależności człowieka od Boga. W codzienności doświadczał, że „Jego wola święta” (Dziennik, 15.11.1855; 9.12.1859) uszczęśliwia i udoskonala osobę ludzką. Zatem należy dostrzegać wolę Stwórcy w zwyczajnych okolicznościach życia, poznawać i poddawać się wypełniając ją. Uważał, że koniecznym warunkiem dostrzeżenia woli Bożej w każdej sytuacji oraz wypełnianie jej jest powierzenia się Opatrzności Bożej. Zapisał:

 

„O jakże cudowne są sprawy Opatrzności! (…) Zsyła nam Bóg najmiłosierniejszy pomoc wystarczającą do uskutecznienia tak trudnego w naszym niedostatku przedsięwzięcia” (Dziennik, 19.04.1853).

 

W swoich notatkach pisał o Bogu bogatym w Miłosierdzie. Nie tylko pisał, ale był przekonany, ze miłość Boga jest obecna we wszystkim, co nas spotyka, a objawia się w darach i stratach, jakich doświadczamy. Dostrzegał miłosierną – Ojcowską miłość wówczas, gdy Bóg użyczał dóbr i gdy ich odmawiał. Boga dostrzegał jako łzy wyciskającego nam w chwilach trudnych, jak również ocierającego nam je, czyli współczującego, nigdy nieopuszczającego ( B-k-2, k. 51 – 52v).

 

Znamiennym jest także fakt, iż ilekroć Edmund pisał o Opatrzności Bożej, będącej dla niego szczególną transparencją Miłosierdzia, tylekroć podkreślał rolę ufności, z jaką należy oczekiwać na Opatrzność. Świadczy o tym list, w którym do ks. Mariana Kamockiego pisał, że nie boi się podjąć trudnych decyzji finansowych, „ufając pokornie w najdobrotliwszym miłosierdziu Bożym (…) doznawszy już tylokrotnie opatrznej pomocy Bożej w trudniejszych okolicznościach” (Korespondencja, t. I. s.172).

 

Znakiem postawy ufności było rozpoczynanie prze niego dzieł bez odpowiedniej kwoty materialnej. Zanotował m.in. „Ręka mi drżała trzymając pióro, tak bardzo się obawiam znacznej tej wypłaty. Jednakże raz zacząwszy robotę ukończyć trzeba. Cała nadzieja w nieprzebranym Miłosierdziu Bożym” (Dziennik, 19.11.1853). Głęboko ufając w Opatrzność Bożą umieszczał i zalecał umieszczać w domach ochronkowych, a także w domach zakonnych obraz „Oka Opatrzności”.

 

Dziecięca postawa zawierzenia kształtowana od najmłodszych lat prowadziła jego życie do ciągłego dialogu z Ojcem, szczególnie w chwilach trudnych. Ukazuje to zapis w Dzienniku, gdzie odnotował „Doznana w tej chwili niespodziewana pociecha, zabłysła mi przed oczyma jako wyraźna ręka Opatrzności Bożej, która podźwiga mnie znowu, skołatanego przeciwnościami, jakie właśnie teraz na nasze usiłowania uderzały” (Dziennik, 25.06.1857).
Ojciec Edmund żył świadomością, że mądrość Boża strzeże, że Boża miłość prowadzi. Niewątpliwie, jego wiara była owocem doświadczenia Boga w życiu jego najbliższych, a szczególnie matki.
Odnajdując w Bogu wzór ojcostwa, otwierał swoje serce na odkrywanie aktualnych potrzeb ludzi, z którymi się spotykał i którym służył. W swoich rozważaniach snuł refleksję i zadawał pytania „czemuż tak łatwo od dziękowania do szemrania przechodzimy, czemuż ufność i nadzieja rozpaczy tak łatwo ustępują” (I B-k-2, k. 51 – 52v).

 

Zastanawiał się, dlaczego tak bardzo jako ludzie jesteśmy pyszni w powodzeniach tak małoduszni i stali w przeciwnościach. W przeżywaniu szczęścia trudno nam rozpoznać Ojca najdobrotliwszego, w nieszczęściu Ojca karzącego. Ale On zawsze ten sam Ojciec najlepszy, my zawsze ci sami – dzieci najwyrodniejsze (I B-k-2, k. 51 – 52v).

 

Modlitwa była dla niego szkołą życia, w której głębiej poznawał Boga, chcąc się do Niego jak najbardziej upodobnić, by całkowicie zaufać Jego ojcowskiej miłości. Założyciel swoją postawą uczył, że wobec Boga trzeba być jak dziecko. Przypominał słowa Jezusa: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3)

 

Pełne ufności, zawierzajmy wszystkie intencje przez wstawiennictwo naszego orędownika w niebie – bł. Edmunda, który był odbiciem miłości Ojca, który bezgranicznie ufał Bogu.
Litania do bł. Edmunda.

 

s. M. Katarzyna Szulc